W takich brzydkich adidasach do ludzi?
Siateczka obskurna, ale musi być, aby noga oddychała. Jaskrawa jak odblaski, żeby cię samochód nie potrącił, gdy biegniesz szosą. Lepiej, jak buty nie są od Gucciego, bo szybko się przecierają.
Czyli jak się ćwiczy na trawce nie trzeba wyglądać?
Nie robię sobie trwałej i nie maluję pazurów.
Choć tu w parku Dębnickim mamy stałych gapiów. Niedaleko jest firma ochroniarska. Panowie lubią sobie pooglądać.
Ćwiczyć z Wami nie chcą?
Siłownia i za duże mięśnie chyba uniemożliwiają im sprawne poruszanie się. Nasze ćwiczenia są zbyt wymagające dla napakowanych. Odkąd zaczęłam ćwiczyć bodyweight dałam sobie spokój z "siłką".
A co to jest to "body"?
To typ treningu, który zmienił moje postrzeganie ćwiczeń fizycznych. Przestałam chodzić na siłownię i fitness. To strata czasu. Choć pewno właściciele siłowni spalą mi za te słowa dres.
Czyli trawka wystarczy?
Bodyweight to ćwiczenia, które są bardziej efektywne niż wszystko inne, co do tej pory trenowałam. To bardzo krótkie, ale intensywne treningi przypominające trochę szkolenia wojskowe. Nie trzeba do nich sprzętu. Wystarczy parę metrów kwadratowych powierzchni. Można podciągać się na gałęziach, czy wyginać na parkowej lampie. W wojsku przecież nie ma siłowni.
Skąd wiesz?
Chyba nie ma. (śmiech) Bodyweight to dosłownie ćwiczenia wykonywane z wykorzystaniem jedynie ciężaru własnego ciała. Jest więc dużo pompek, podnoszenia się na rękach, przysiadów, skoków, brzuszków. Wyciskanie sztangi średnio sprzyja ogólnej sprawności. Moim zdaniem z fitnessu zrobił się przemysł i komercja, a my chcemy wrócić do korzeni. Z nami można to robić codziennie i za darmo.
Zwariowałaś! O ósmej rano treningi organizujesz. Na czczo ćwiczycie?
A kto normalny je o siódmej rano śniadanie? Tak od razu po przebudzeniu. Lepiej wsiąść na rower przyjechać do parku, poruszać się, a po treningu jedz do woli.
Batona?
Ale takiego zdrowszego.
Baton mięsny?
Mięsno-warzywny. I ziemniaczany. Całe drugie danie w batonie i panierce. Może to pomysł? Budkę tu postawimy!
Chcesz, żeby wszyscy na Dębnikach ćwiczyli?
Taką mam misję. Chcę jak najwięcej ludzi w to wciągnąć. Ogłaszam treningi w sieci. Każdy może przyjść. Ludzie muszą sobie uświadomić, że wystarczy codziennie 15-20 minut, żeby mieć wyniki.
A jak wyglądają te Wasze ćwiczenia. Daj przykład.
Klasyczne ćwiczenie: kucamy, podpieramy się rękami, wyrzucamy nogi w tył, robimy pompkę, skokiem dołączamy nogi do rąk, wstajemy i robimy podskok. Dziesięć takich powtórzeń może wykończyć, ale naprawdę dużo lepiej poprawia kondycję niż pół godziny zajęć fitness.
Mamuniu! Ktoś w ogóle przychodzi na te męczarnie?
Część osób to znajomi, część dowiedziała się o treningach w internecie, a część widziała ogłoszenia w pobliskiej szkole jogi, w której ćwiczmy, gdy jest brzydka pogoda. Po treningach często zostajemy sobie na pół godziny, siedzimy na trawce i gadamy. Po takim wysiłku jest to podwójna przyjemność. Ale nie jesteśmy sektą i nie zbieramy wolnych datków.
I tak na żywca wymyślasz te wygibasy?
Często treningi mają jakiś motyw przewodni. Jak było Halloween to każdy wymyślił jedno ćwiczenie, które kojarzy się ze zwłokami. Turlaliśmy, przerzucaliśmy i rzucaliśmy trupa. Jak coś fajnego komuś się w życiu przydarzyło, to robimy ćwiczenia na ten temat. Po imprezie u kolegi był trening "parówka z grilla".
A coś dla tych zupełnie ze sportem na bakier?
Ostatnio mieliśmy kaleka-trening. Ale nie ja wymyśliłam nazwę tylko osoba, która zabiegała o lekkie ćwiczenia. Przyszli całkowicie początkujący. Zawsze dostają najpierw lżejsze ćwiczenia. Po dwóch tygodniach regularnych treningów rzucamy ich na głęboką wodę.
Kozaki się popisują?
Raz się zdarzył taki. Sceptyczny i pewny siebie. Miał dość po trzech minutach. Długo jeszcze sapał.
A tu na Dębnikach to rządzi Wisła czy Cracovia?
Nigdy nie pamiętam. Chyba tu współżyją. (śmiech)
Co mam zrobić, żeby zrzucić 20 kilo?
Biegaj, jeździj na rowerze...
Gram w piłkę i jeżdżę.
To rób to częściej.
Częściej już nie mogę.
To mniej jedz i więcej spalaj!
Dzięki. Gdzie pracujesz?
W teatrze "Groteska". Robię animacje i wizualizacje do przedstawień i imprez. Teraz przygotowujemy projekcje do nowego przedstawienia "Aksamitny Królik".
A Twój królik jeszcze żyje, bo mój kot nie.
Parówzi nie żyje? O jej. Pamiętam go z imprez w liceum. Mój królik zdechł, gdy zostawiłam go na parę dni koleżance. Ale ma następcę kota. Nazywa się tak jak królik - Kicuś. Wszystkie zwierzęta w moim domu nazywały się Kicuś. Szczur i dwie papugi też.
W liceum prowadziłaś mniej sportowy tryb życia.
Wypraszam sobie. Po browarze w przyszkolnej knajpie zawsze leciałam na siłownię go wypocić.