Dajcie mi Arłukowicza, a stanowisko się znajdzie - tak chyba musiał rzec premier Donald Tusk do partyjnych headhunterów zanim skaperowali mu do rządu nowego lwa lewicy. Funkcja sekretarza stanu ds. wykluczenia społecznego, którą mu zaoferowano w zamian za rozwód z SLD i Grzegorzem Napieralskim, wygląda bowiem na wymyśloną przy porannym goleniu.
Bartosz Arłukowicz równie dobrze mógł zostać pełnomocnikiem rządu ds. szczepień okresowych, co nawet bardziej odpowiadałoby jego wykształceniu - w końcu z zawodu jest pediatrą.
No ale nie o świeżo heblowany stołek tu jednak chodzi, nie o zakres obowiązków, lecz o znaną i lubianą paszczę, medialnego konia pociągowego, który ma przekonać wyborców, że Platforma pod swoimi skrzydłami jest w stanie zmieścić cały elektorat, bez względu na wyznanie, poglądy i ulubioną pozycję łóżkową.
Arłukowicz ma to skrzydło rozciągać z lewa, Jarosław Gowin z prawa, a koronowaną głową tego dmuchanego orła ma być rzecz jasna Tusk. I wszystkim, od premiera po dziennikarzy, wydaje się to tak oczywiste, że na początku zaniechano nawet wyjaśnienia, czym też sekretarz stanu ds. wykluczenia społecznego ma w ogóle się zajmować. Szef rządu tego nie wytłumaczył, reporterzy o to nie zapytali. A ja ciągle jestem tego bardzo ciekaw, bo mam problem z definicją rządowego pojęcia "wykluczenie społeczne".
Prawda o kłamstwie sondażowym
Arłukowicz jest chyba jedyną osobą, która nową rolę traktuje poważnie. Zadeklarował, że ostro zabiera się do pracy, więc nie ma już czasu na udzielanie wywiadów. Wow, naprawdę poświęca się dla ojczyzny. Pal sześć, że jego kompetencje będą - bo muszą - krzyżować się z prerogatywami rzecznika praw obywatelskich albo ministra ds. równego traktowania. Trzeba chronić wykluczonych i z powrotem ich wkluczać. I tu mam kłopot, bo kim Arłukowicz zajmie się w pierwszej kolejności? Polskie społeczeństwo składa się przecież z samych wykluczonych, bo co tu dużo gadać, nie przepadamy za sobą, nie potrafimy się dogadać i szanować cudzego zdania. Zwyczajnie się nie lubimy. To zjawisko zostało ładnie opisane w modlitwie Polaka z "Dnia Świra" Koterskiego. "Gdy wieczorne zgasną zorze, zanim głowę do snu złożę, modlitwę moją zanoszę, Bogu Ojcu i Synowi - dopier...cie sąsiadowi!" - że tak tylko krótki fragmencik zacytuję.
Zatem kto jest dziś bardziej wykluczony: geje czy słuchacze Radia Maryja? Lewackie czy prawicowe hordy? Ateiści czy obrońcy krzyża? Młodzi czy starzy? Fani Dody czy Nergala? Jak okiem sięgnąć, sami wykluczeni, odrzuceni, napiętnowani. W sumie nieco to przygnębiające.
Arłukowicz dostał do wykonania misję niemożliwą również z innych względów. Wykluczonym zdaje się być przecież Jarosław Kaczyński, więc nim też Arłukowicz zająć się powinien, ale jak to zrobić, skoro sam Arłukowicz Kaczyńskiego - i jego powrót do władzy - wyklucza. A z drugiej strony środowisko Prawa i Sprawiedliwości grające na tej scenie najbardziej wykluczone, samo wyklucza wszystko, co jest niezgodne z jego światopoglądem i nie ma etykietki "wymyślone przez PiS". Pracy dokłada mu też szef, który wyklucza wszystkich konkurentów, krytyków i piewców tego, co nietuskowe.
Ciekawie również będzie, gdy na tle dyskusji o in vitro Arłukowicz zacznie się wzajemnie wykluczać z Gowinem, co wydaje się nieuchronne. Panowie będą siedzieć obok siebie w sejmowych ławach, więc zapowiada się wykluczanie połączone z dyskretnymi kuksańcami i sójkami w bok. Nie wierzycie? Kochani, przecież w tym kraju nie można niczego wykluczyć.
Polecamy w serwisie kryminalnamalopolska.pl: Wojna kiboli w Nowej Hucie: 14 lat za kratami za śmierć nastolatka?
Sportowetempo.pl. Najlepszy serwis sportowy