O energii jądrowej nie wiem zbyt wiele, niemniej postanowiłem poświęcić jej wieczór, pół butelki wina i te kilka akapitów. Uznałem, że moralne prawo do wypowiadania się na ten temat daje mi fakt spożycia płynu Lugola w kwietniu 1986 roku. Tego samego, co to my, czarnobylskie pokolenie, pić musieliśmy w obronie przed zdradzieckim atakiem izotopu jodu zza wschodniej granicy. Pamiętacie? "Pijcie dzieci płyn Lugola, to radziecka Coca-Cola".
Kiedy masz 11 lat, to nawet eksplozja reaktora u sąsiada nie jest w stanie wytrącić cię z beztroski. Naturalnie ogromne wrażenie robiły na nas opowieści starszych kolegów, że wiatr przywieje czarną radioaktywną chmurę, która na nas spadnie i wszyscy upieczemy się jak kurczaki na rożnie, ale to był ten sam rodzaj emocji i fascynacji, który przeżywaliśmy czytając komiksy o Funky Kovalu. Takie nieobarczone strachem spojrzenie na elektrownie atomowe zostało mi do dziś.
Jeśli więc o mnie chodzi - budujmy je w Polsce. Nie widzę przeciwwskazań. A Japonia? - zapytacie. A skażenie, a ryzyko? Hm, mam z tą Japonią pewien problem, bo klęska żywiołowa - nie atomowa - pozbawiła tam życia 12 tysięcy osób, a świat z zapałem rozprawia o bezpieczeństwie elektrowni jądrowych i ich odporności na figle natury. Dziwna to wrażliwość. To tak, jakby tuż po katastrofie smoleńskiej leitmotivem telewizyjnych relacji były rozważania, czy bezpiecznie jest latać samolotem.
Czytaj także: Wilgotne oczy Wojewódzkiego
W antynuklearny amok wpadł cały świat. Kanclerz Niemiec Angela Merkel już zapowiedziała zamknięcie iluś tam elektrowni. To ciekawe, zważywszy, że największym trzęsieniem ziemi, jakie przeżyli w ostatnich 20 latach nasi zachodni sąsiedzi, było wycofanie się z pornobiznesu Teresy Orlovsky. O co tu chodzi? Właśnie nie do końca wiadomo. Intrygujące, że jakoś nikt nie wspomina o zamykaniu fabryk celulozy, które od lat trują na potęgę. Nikomu nie przyszło też na myśl, żeby likwidować huty aluminium, gdy na Węgrzech z jednej z nich w ubiegłym roku wyciekł "czerwony szlam" i pogrzebał okolicę. A przecież problem generalnie jest od lat taki sam: przemysł pomaga i zagraża człowiekowi. Równocześnie.
Każde rozwiązanie - także korzystanie z odnawialnych źródeł energii, budowanie elektrowni wodnych i wiatrowych - oznacza ingerencję w środowisko. Nawet eksperci mają problem z ustaleniem, co jest bezpieczne, a co nie. Widzieliście tę kłótnię profesorów w TVN24? Zabrakło tylko policzkowania i pojedynku na pistolety.
Jak to jest z energią atomową, najlepiej pokazuje kampania społeczna prowadzona ostatnio we Włoszech - ostatnim kraju G8, który nie korzysta z energii jądrowej. Na czarno-białej szachownicy czarno-białe hasła głoszą: "Jestem przeciwko elektrowniom jądrowym ze względu na środowisko naturalne" - "Jestem za elektrowniami jądrowymi ze względu na środowisko naturalne". Taka zachęta do dyskusji, która - jak się zdaje - nie będzie mieć końca.
A skoro nie ma zgody nawet wśród naukowców, to każdy musi radzić sobie z własnymi myślami sam. No więc ja wśród cywilizacyjnych zdobyczy wyżej cenię sobie energię jądrową niż palenie w piecu węglem. Zastanawiam się czasem zresztą, czy tylko ja jeżdżąc na Podhalu na nartach widzę wiszącą nad nim czapę brunatnego smogu? To jest tak zwane czyste górskie powietrze. Dlatego, kiedy pytają mnie - to będzie taki przyciężkawy żarcik w stylu prezydenta Komorowskiego - czy jestem za rozszczepianiem jąder, odpowiadam, że tak. Byle nie moich.
Polecamy w serwisie kryminalnamalopolska.pl: 11 lat za próbę zabójstwa córki
Sportowetempo.pl. Najlepszy serwis sportowy
Skok do celu Adama Małysza: czytaj wszystko o ostatnim występie najlepszego polskiego skoczka