W szpitalu w Nowym Sączu zaczął się długo oczekiwany remont bloku porodowego na oddziale ginekologiczno-położniczym. Wbrew obawom, mimo intensywnych prac, świeżo upieczone mamy nawet nie dostrzegają przeprowadzanych tutaj zmian. Lekarze zapewniają, że nie ma potrzeby przekazywania rodzących pacjentek do innych szpitali, a więc narażania ich na niedogodności.
Remont ma poprawić aseptyczność i komfort w miejscu, gdzie dzieci przychodzą na świat. Zaczął się we wtorek. Tego dnia, już w nowych warunkach, siłami natury urodziły dwie panie, a dwie inne przeszły zabieg cesarskiego cięcia. Była to wyjątkowo spokojna doba, bo zwykle w sądeckim szpitalu rodzi się kilkanaścioro dzieci dziennie.
Pięć stanowisk porodowych prawie niepostrzeżenie przewędrowało z drugiego na pierwsze piętro. Porodówka zajęła tam połowę sal, w których do tej pory mamy po porodzie spędzały pierwsze dni ze swymi pociechami. - Nie było nawet jednej godziny przerwy w normalnym funkcjonowaniu - mówi lekarz Małgorzata Niemiec, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego. - Tak samo jak dotąd dysponujemy pięcioma stanowiskami porodowymi bezpośrednio na oddziale, a także dwoma salami na bloku operacyjnym. Tajemnica logistycznego sukcesu polega na innym rozmieszczeniu łóżek dla mam w pierwszych godzinach po porodzie. Jeśli nawet w salach będzie odrobinę ciaśniej, to i tak warunki dla pacjentek są dobre, a opieka położnicza i pediatryczna taka sama jak przed remontem. Za najpóźniej dwa tygodnie stanowiska porodowe wrócą na dawne miejsce, ale do znacznie lepszych warunków.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.