Publiczna kasa, niczyja kasa

Publiczna kasa, niczyja kasa

Przemek Franczak

Gazeta Krakowska

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Drugi już miesiąc, jeśli dobrze liczę, trwają partyjne licytacje, który z parlamentarzystów i ile wyjeździł, wylatał oraz wydzwonił, w myśl zasady, że skoro sprawa z księżycowymi delegacjami już się rypła, to trzeba jak najwięcej błota przerzucić na konkurenta. O koniecznej zmianie zasad, w myśl których posłowie i senatorowie rozliczają służbowe wyjazdy, prawie nikt nie wspomina.
Publiczna kasa, niczyja kasa

©Andrzej Banaś

Zupełnie tak, jakby większość obawiała się, że wyschnie źródełko parlamentarnej kasy zapomogowej.

Wszyscy oszukują? Oczywiście, że nie wszyscy. Tymczasem na razie jedynym widocznym skutkiem całej afery jest umocnienie powszechnego w narodzie odczucia, że politycy to banda złodziei, a każda służbowa podróż to okazja do przekrętów. Już chyba wylaliśmy dziecko z kąpielą.

To wiedzieliśmy już wcześniej: publiczne pieniądze to niczyje pieniądze (niczyje do momentu aż znajdą się w prywatnej kieszeni). Po prostu są, więc można po nie sięgnąć, przynajmniej w niektórych tkwi takie przekonanie. I tak na przykład poseł Hofman z towarzyszami z hiszpańskiej wyprawy, miast schować się ze wstydu w mysiej dziurze po historii z kreatywną księgowością przy wypełnianiu delegacji, przeszedł do kontrataku.

Jął tedy ciemny lud przekonywać, że padł ofiarą nagonki, bo działał w zgodzie z przepisami. No więc oceń, drogi czytelniku, moralne to czy nie: tylko w tym jednym przypadku poseł Hofman przytulił trzy tysie za bilet, a poleciał za pięćset. Różnicę oddał dopiero, gdy zaczęli węszyć przy tym dziennikarze. Po mojemu, wypowiedź posła Hofmana wyrwana spomiędzy wierszy, brzmi tak: chcieliśmy wydoić państwo polskie i ciebie drogi podatniku w zgodzie z przepisami.

Oszustwo? Jak najbardziej. I zbyt ogólne, nieżyciowe przepisy, które na różną skalę wykorzystywał zapewne nie tylko poseł Hofman z kompanami. Mechanizm jest stary jak świat: tysiak jest dobry, ale dwa tysiaki jeszcze lepsze.

Wyobraźmy sobie taką sytuację w prywatnej firmie.

- Panie kolego, podobno wziął pan z kasy na piękne oczy trzy tysiące złotych na bilet lotniczy, a poleciał za pięćset.
- To prawda, dyrektorze.
- Cenię u pracowników taką operatywność, cieszę się, że firma mogła wspomóc pana finansowo. W końcu dziesięć tysięcy gołej pensji plus dodatki to nie tak dużo.

Tak by to wyglądało? No, chyba nie. Kasa do zwrotu i na bruk. Dyscyplinarka.

Dlatego w prywatnych firmach nie wypłaca się delegacji - i kilometrówek też - za ładny uśmiech. Są rachunki, bilety, faktury. Jest przy tym trochę papierkowej roboty, ale w prywatnej firmie właściciel szanuje swoje pieniądze. Zarząd firmy "Polska" też powinien zacząć.


Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo