Ważne
    Niedźwiecki: oddałem radiu 40 lat swojego życia. I nie jest...

    Niedźwiecki: oddałem radiu 40 lat swojego życia. I nie jest mi z tym źle

    Katarzyna Kojzar

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Recepta na sukces? Być sobą - mówi legendarny dziennikarz muzyczny w rozmowie z Katarzyną Kojzar.
    Marek Niedźwiecki: oswoiłem moja samotność, jest mi z nią naprawdę dobrze. Nie płaczę, nie cierpię wieczorami, ze jestem sam

    Marek Niedźwiecki: oswoiłem moja samotność, jest mi z nią naprawdę dobrze. Nie płaczę, nie cierpię wieczorami, ze jestem sam ©Tomasz Hołod

    Pisze Pan bloga, ma na koncie dwie książki, trzecią w planach. Jest w Panu potrzeba opowiadania o sobie?
    To jest raczej odpowiedź na potrzeby słuchaczy. Oni dają mi sygnały, że mnie słuchają, czytają i chcą więcej. Pierwsza książka miała być o Australii, ale wydawca powiedział, że to, co piszę o radiu, jest ciekawsze. To samo stało się z drugą. Przy trzeciej nie dam się już wmanewrować w radio i napiszę o tej Australii.
    Byłem tam 12 razy, mam kilka tysięcy zdjęć, chcę pokazać chociaż kilkadziesiąt z nich. Ja nie jestem nowoczesny. Powiedziałbym nawet, że jestem "staroczesny", więc lubię dotknąć książki. Nie kupuję audiobooków. Ale moje książki też wydano w tej formie. I dobrze. W Krakowie przyszedł do mnie niewidomy słuchacz i dziękował za to. Bo to dla niego jedyna okazja, żeby tę książkę usłyszeć. W ogóle uważam czytanie za bardzo istotne. Tak jak radio jest teatrem wyobraźni, tak i książka wymaga od nas więcej niż film, w którym wszystko jest podane jak na tacy.

    Chciałby Pan kiedyś uciec do Australii?
    Nie, ja nigdzie poza Polską nie mógłbym zostać na stałe. Wszędzie czuję, że nie jestem u siebie. Nawet na wakacjach, kiedy spędzam 6 tygodni w Australii i cieszę się piękną pogodą, wspaniałą przyrodą i pysznym jedzeniem, to i tak z tyłu głowy mam przeświadczenie, że jestem z Polski i tam wrócę.

    Co ma w sobie radio, czego nie ma telewizja?
    Magię! Radio jest teatrem wyobraźni. W telewizji wszystko widać, a w radiu można głosem, muzyką, nastrojem, wykreować coś więcej. Coś, co pamięta się latami. W latach 60. puszczano Teatr Polskiego Radia. Zawsze całą rodziną zasiadaliśmy i go słuchaliśmy. Ja to wciąż pamiętam!

    Zna Pan receptę na sukces w świecie mediów, rozrywki?
    Trzeba być przystojnym, modnym… żartuję oczywiście. Nie, nie ma takiej recepty. Każdy jest inny, nie wolno nikogo udawać. Nie potrzeba klonów Manna, Kaczkowskiego, Niedźwieckiego. Trzeba być sobą. Na antenie nie wolno krzyczeć, pouczać. Trzeba mówić do słuchacza, on to lubi.

    No i trzeba być "jakimś".
    Trzeba mieć pomysł na siebie. Przychodzi się z konkretem - chcę być reporterem, prowadzić audycje muzyczne czy serwisy. Ja ten pomysł miałem i zacząłem go realizować w 1973 roku, w radiu studenckim.

    Podobno ma Pan 15 tysięcy płyt. Muzyka z płyt jest inna niż ta z komputerowych plików?
    Pewnie jest taka sama, ale to jest kwestia podejścia do nośnika tej muzyki. Ja po prostu lubię płyty. Kiedy w 1987 r. w Amsterdamie kupiłem pierwsze kompakty z muzyką Whitney Huston i Giny Vannelli, przekroczyłem granicę między płytami kompaktowymi a winylowymi, analogowymi. Dziś winyle znowu wracają do łask, mam nawet kilka nowych wydawnictw, ale nie wrócę już do słuchania muzyki z innego nośnika. Kompakt mną zawładnął.

    Pamięta Pan piosenkę, która wygrała pierwszą listę?
    Tak, to było "I'll find my way home" Jon And Vangelis. Na drugim miejscu było "Nie rób tyle hałasu" Maanam. Kusiło mnie, żeby przestawić kolejność, bo były chyba tylko trzy głosy różnicy.

    Ma Pan swoje TOP 3 utworów?
    Mam TOP 1. To "Stairway to Haven" Led Zeppelin. 8 minut.

    A jak to jest z polską muzyką? Dobra jest? Zła?
    Teraz jest świetnie! Popatrzmy chociażby na Listę Przebojów Trójki - pierwsza piątka to polskie utwory! Zawsze mówiłem, że lista jest tak dobra, jak dobra jest polska muzyka. Mamy mnóstwo młodych talentów. Ciekaw jestem nowej płyty Meli Koteluk, to będzie dla niej ważny krążek. Dawid Podsiadło jako jeden z nielicznych zwycięzców "talent show" sobie poradził. Bo jest jakiś.

    Po tylu latach pracy na antenie nadal się Pan stresuje?
    Stres jest potrzebny i ja go mam cały czas. Ale stres nie może paraliżować, a znam takich dziennikarzy, którzy na antenie są jak galareta. I to słychać. Stres powinien być mobilizujący. Sprawiać, żeby z audycji na audycję być coraz lepszym.

    Zdarzają się wpadki?
    Wpadki są solą radia, fantastyczną rzeczą! Kiedyś ktoś w e-mailu podczas audycji zapytał mnie, czy mógłbym mieszkać w innym kraju. Ja na to, że nie, bo "Polska jest najważniejsza". I zaraz potem pomyślałem, co ja mówię. Że to jest nazwa partii. Ja kompletnie niezwiązany, a tutaj nagle wygłaszam "Polska jest najważniejsza"! Tego nie da się uniknąć. Takie wpadki zostają potem w historii radia.

    Łatwiej jest, jak przygotuje sobie Pan scenariusz?
    Na początku było łatwiej. Jak zaczynałem pracę w Polskim Radiu, moja ówczesna szefowa, Krystyna Kępska, wymagała scenariusza i to pomagało. Ale wszystkiego nie da się zapisać. Ja notuję nazwiska np. gości audycji. To dlatego, że raz zdarzyła mi się wpadka, kiedy zaprosiłem do studia Edytę Geppert. I gdy weszła, zapowiedziałem, że porozmawiam z Edytą, ale Górniak. Edyta w tym momencie zaczęła się śmiać, była bardzo miła, a ja przestałem się bać, że w czasie wywiadu będzie smutna jak jej piosenki. Takie potknięcia powodują, że coś się na antenie dzieje. Teraz, po latach pracy, mówię całkowicie z głowy. I to jest dopiero wyzwanie - przegadać trzy minuty.

    Obalmy albo potwierdźmy plotki - lista zniknie z anteny?
    Pewnie! Szukam kogoś nowego, jakiegoś niedźwiadka do pokazywania. To przecież żenujące, że 70-latek będzie prezentował najnowsze przeboje… A tak naprawdę, to dopóki ludzie będą włączać Trójkę w piątki o 19, nikt nas stamtąd nie wyrzuci.

    Kiedyś powiedział Pan: nigdy nie chciałem bagażu w postaci żony i dzieci. Radio aż tak pochłania?
    Radio pochłania, radio zabiera wszystko, co może zabrać w pewnym momencie życia. A potem, kiedy się budzisz, jest już za późno. Ja oswoiłem tę moją samotność, jest mi z nią dobrze, nie cierpię, nie płaczę wieczorami, że jestem sam. Bo nie jestem - mam przyjaciół, rodzinę. A jednocześnie uwielbiam tę codzienność samotnika, który nie nudzi się sam ze sobą.

    Mimo wszystko w Pana książkach czuć smutek.
    To nie jest smutek, a raczej melancholia. Bo ja jestem melancholijny. Coraz częściej wzruszam się na filmach, czytając książkę albo kiedy ktoś zdobywa złoty medal. Może to jest związane z wiekiem. Ale nie jest mi z tym źle.

    Na koniec - istnieje życie pozaradiowe?
    Istnieje. Ale radio to moje drugie imię. Oddałem mu 40 lat swojego życia.


    Prawybory samorządowe "Gazety Krakowskiej".

    Wybierz prezydentów, burmistrzów i wójtów. Najpopularniejsze miasta:

    Kraków |

    Tarnów |

    Nowy

    Sącz
    |

    Chrzanów

    | Brzesko

    |

    Zakopane[

    /b]



    [b]Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata

    "Gazeta Krakowska" na Youtube'ie,

    Twitterze i Google+



    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail.

    Zapisz się do newslettera!

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    oddanie

    mik (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 4

    a ile lat oddał esbecji,jak TW?

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo