Przyszedł wrzesień, a na Wawel wmaszerowali Niemcy

    Przyszedł wrzesień, a na Wawel wmaszerowali Niemcy

    Zbigniew Święch

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Wojna z Niemcami spadła na Polskę niespodziewanie i zastała ją nieprzygotowaną.
    Na Wawelu Niemcy urządzali parady mające pokazać siłę okupanta

    Na Wawelu Niemcy urządzali parady mające pokazać siłę okupanta ©NAC

    ,,- Kiedy w maju 1939 roku - pisał we wspomnieniach Adolf Szyszko-Bohusz, wieloletni szef Kierownictwa Odnowienia Zamku Królewskiego na Wawelu - zażądałem kredytu pięć tysięcy złotych ówczesnych dla przeprowadzenia robót najkonieczniejszych, zabezpieczających Zamek i jego zbiory na wypadek wojny, zarówno w Kancelarii Cywilnej Prezydenta, jak i w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych wyśmiano mnie i zaręczono, że żadnej wojny nie będzie, bo przecież mamy układ o nieagresji z Niemcami! Jeszcze 30 sierpnia 1939 roku, a więc literalnie w przeddzień wybuchu wojny, wytknięto mi w Warszawie, że samowolnie wykonałem kosztem dwu i pół tysiąca złotych skrzynie cynkowe i żelazne na arrasy wawelskie i przedmioty ze skarbca królewskiego dla przetransportowania tych cennych zabytków w razie wojny do bezpieczniejszych okolic.

    1 września

    I oto na drugi dzień po powrocie z Warszawy, 1 września, nastąpiły pierwsze naloty i bombardowania z powietrza Krakowa i Warszawy - kontynuuje profesor wspominając okres kiedy Kierownictwo Odnowienia działało konspiracyjnie. - Zamek warszawski został niezabezpieczony od wojny. Spaliło się w nim lub zostało rozkradzione wszystko, co zawierał. Dla bezpieczeństwa tego Zamku nie zrobiono nic absolutnie. Wawel natomiast na miesiąc przed wybuchem wojny miał już przygotowane cylindryczne metalowe futerały na arrasy i gobeliny, drewniane walce na chorągwie, skrzynie metalowe na siodła i rzędy, skrzynki na najcenniejsze zabytki ze skarbca (puchary, wyroby złotnicze, regalia, broń zabytkową itd.)".
    Następnie profesor Adolf Szyszko-Bohusz wyliczał wszystkie inne sposoby zabezpieczeń Wawelu, ze schronem dla dwustu osób włącznie.

    W pierwszych trzech dniach wojny stało się jasne, że Wawel nie będzie bombardowany; nieprzyjacielskie samoloty parokrotnie przelatywały zaledwie na wysokości 100 metrów, bez jednego strzału, bez zrzucenia jednej bomby. Oczywiste więc było, że Niemcy chcą zająć dla siebie zamek niezniszczony. Nocą z 3 na 4 września odpłynęły Wisłą galery ze skarbami wawelskimi, zaczynając znaną powszechnie swą odyseję.

    Wawel pod "opieką"
    6 września wojsko niemieckie zajęło całe wzgórze wawelskie, a do dyrektora Kierownictwa Odnowienia, Szyszko-Bohusza, zgłosił się generał Schubert z informacją, że z polecenia Hitlera zajmuje Zamek i otoczy go opieką.

    Zaznaczył przy tym, że na wyraźne zarządzenie Hitlera Zamku nie bombardowano. Z wielką pompą postawiono posterunek honorowy przy zejściu do krypty marszałka Józefa Piłsudskiego, ale te warty trwały jedynie dwa miesiące. Posterunki zwykłe obsadziły bramy, wejście na Zamek zostało zamknięte, a mieszkańcom wydano przepustki.

    Największą sensację wywołało pojawienie się na dziedzińcu organisty katedralnego Fryderyka Borgla, rodem ze Sporysza pod Żywcem, który wyszedł na spotkanie generała w przepasce hitlerowskiej i w drodze, "z marszu" został mianowany tymczasowym komisarycznym zarządcą i ambasadorem Zamku.

    18 września dwóch gestapowców aresztowało Szyszko-Bohusza i inspicjenta robót, Kramkowskiego. Przewieziono ich na Pomorską.

    Przesłuchujący gestapowiec pytał długoletniego dyrektora: "Gdzie są arrasy, gdzie je pan zamurował? Radzę powiedzieć od razu, bo pan stąd nie wyjdzie, dopóki ich nie otrzymamy". Szyszko-Bohusz odparł, że zostały wywiezione. Z Wawelu tę wiadomość potwierdzono i więzień został zwolniony.

    Wtedy jeszcze nie wiedziano, co to gestapo i jaką przykrą sławą później okryje się ulica Pomorska… 6 października wciągnięto na maszt baszty Senatorskiej chorągiew niemiecką, która tu powiewała do 17 stycznia 1945 roku. 16 października zjawił się esesman, doktor Josef Mühlmann, mający "zabezpieczyć" wybrane przez niego dzieła sztuki.

    Rezydencja Franka

    Stało się jasne, dlaczego Wawelu nie bombardowano: Zamek miał zostać stałą rezydencją Franka, a także czasową samego Hitlera.

    Mühlmann zapowiedział Szyszko-Bohuszowi, że na dokończenie odnowy Wawelu znajdą się miliony, kierownikiem robót będzie ktoś narodowości niemieckiej, ale Szyszko-Bohusz będzie mógł pracować na wzgórzu na trzeciorzędnym stanowisku.
    W tej sytuacji Adolf Szyszko-Bohusz konferował już w październiku 1939 roku z prezesem Akademii Umiejętności, profesorem Stanisławem Kutrzebą, pytając go, co ma dalej czynić.

    Tak oto zwierza się w pamiętniku wojennym Szyszko-Bohusz ze swoich rozterek duchowych:

    "Pozostałem bowiem na Wawelu, wobec wyjazdu zarządcy i kustosza (ze skarbami wawelskimi - przyp. ZŚ.), uważając moją obecność za konieczną dla dopilnowania majątku naszego i pracowania nad jego bodaj zachowaniem. Obecnie jednak sprawa jakiejś pracy wydaje się bardzo wątpliwa i moja obecność zredukuje się po prostu do akcji wywiadowczej i trzymania ręki na pulsie tych robót i zamierzeń, o których wiadomości będziemy mogli uzyskać od pewnego siebie okupanta. Czy wobec tego mam pozostać na Wawelu?".

    Prezes Kutrzeba polecił mu więzi z Wawelem nie zrywać i trwać na posterunku nawet w przypadku, gdyby obarczony został przez Niemców funkcjami drugorzędnymi. I ciąg dalszy zwierzeń naszego bohatera:

    "Biuro prywatne Koettgen i Horstmann, któremu oddano kierownictwo pracami na Wawelu, zaangażowało mnie jako rysownika do swego biura - zapewne w nadziei, że odmówię. Nie zrobiłem tego i kontaktu nie zerwałem".

    Warto opowiedzieć, w jaki sposób udało się Szyszko-Bohuszowi uratować wiele rzeźb Xawerego Dunikowskiego, przekazanych przez tego artystę Rzeczpospolitej w wieczysty depozyt.

    Było to tak: 1 grudnia 1939 r. przyjechał delegat z Berlina i rozkazał wyrzucić wszystkie zbiory z magazynu na pierwszym piętrze budynku poszpitalnego. Natychmiast profesor udał się tam i zastał owego "gołowąsa w uniformie partyjnym", który wrzaskliwie zapowiadał wyrzucenie i rozbicie wszystkich rzeźb Dunikowskiego następnego dnia.

    Szyszko-Bohusz pokazał owemu delegatowi zdjęcie z katalogu polskiej wystawy w Berlinie, zorganizowanej tuż przed wojną. Na fotografii było zdjęcie Hitlera oprowadzanego przez ambasadora Lipskiego, właśnie przed rzeźbami Dunikowskiego. Wobec tego faktu pozwolono je wywieźć z Zamku w całości. Zniszczono natomiast rzeźby Pelczarskiego i część modeli Szyszko-Bohusza, dotyczących koncepcji wzgórza wawelskiego.

    Aresztowanie
    Przed Bożym Narodzeniem Adolf Szyszko-Bohusz został aresztowany pod absurdalnym zarzutem "przygotowania zamachu na lotnisko w Krakowie", ale po interwencji niemieckiego zarządcy Zamku, Buchnera, uwolniono go jako potrzebnego do prowadzenia robót na Wawelu.

    Wspomnienia "rysownika, który nie przestał być dyrektorem Kierownictwa Odnowienia", są szczególnie obfite w odniesieniu do roku 1940.

    Zaczyna je opis zburzenia pomnika Tadeusza Kościuszki, dokonanego w lutym na polecenie gubernatora Franka.
    Od połowy marca zaczęły się przeróbki w Zamku w związku z przygotowaniem stałej rezydencji Franka.

    Przy tych robotach, w rogu sali Jadwigi i Jagiełły znaleziono pod gruzem… chorągiew państwową Zygmunta Augusta, która wisiała nad Szczerbcem. Została kiedyś rzucona przez Niemców w kąt. Wydobyli ją murarze, została zabezpieczona przez Karola Kurpielskiego, inżyniera z elektrowni, który włożył ją do pudełka po dużej żarówce i umieścił za przewodami wysokiego napięcia w zamkowym transformatorze. Przeleżała tam bezpiecznie do 1941 roku, po czym w odpowiednim momencie (wyłączenia prądu) została wyjęta i złożona na przechowanie w Muzeum Narodowym, skąd w 1945 roku wróciła na Wawel.

    "1 kwietnia - wspomina Adolf Szyszko-Bohusz - dowiedziałem się o najbliższym programie prac na Zamku, na które wyasygnowano wielką jak na te czasy sumę 5 milionów złotych. Zachodnie skrzydło Zamku miało być wyremontowane na apartamenty Hitlera, budynek nr 9 (większy szpital) na biura i mieszkania zarządu zamkowego, założony ogród z basenem i wodotryskiem itd. Pfaffenstock, jak Niemcy nazywają wikarówkę - ma być zburzony, jak również stajnie królewskie. Pomysły nowo upieczonego kierownictwa napełniły mnie przerażeniem. W skrzydle zachodnim na drugim piętrze od strony katedry ma być wyburzony nowy otwór okienny na 6 metrów szeroki, z jedną wielką szybą elektrycznie opuszczaną, z widokiem na zachód, na dachu katedry, krużganek drugiego piętra zaszklony itd. Zacząłem ostrożnie krytykować te pomysły jako przedwczesne (...) Frank oburzony na ‹‹niechlujstwo polskie›› zdecydował w pierwszym rzędzie wykonać te najpilniejsze prace instalacyjne i zburzyć obie kamienice przy św. Idzim, jako zagrażające bezpieczeństwu jego mieszkania przy Kurzej Stopie. Roboty te w roku 1940 rozpoczęte pochłonęły tyle pieniędzy, że do przeróbek skrzydła zachodniego nigdy nie doszło. Historyczne budynki wartościowe ocalały.

    Piec w Smoczej Jamie?

    I dalsze partie wspomnień Adolfa Szyszko-Bohusza, z jego arcyciekawego sztambucha. "Stwierdzić trzeba, że główna praca moja na Wawelu to wyśmiewanie dziwacznych projektów wymyślonych chyba tylko po to, żeby niszczyć Wawel. Koettgen długo nosił się z myślą stworzenia centralnej kotłowni ogrzewania dla całego Wawelu. Firma instalacyjna E. Schurich przyoblekła ten projekt w rysunki, projektujące umieszczenie jej w Smoczej Jamie (!), komin byłby wyprowadzony środkiem wieży Złodziejskiej. Wnętrze Smoczej Jamy byłoby wymurowane w cegle, nakryte sklepieniem. Wyśmiewanie na razie nie pomogło, dopiero argument, że dym z komina przy stałych zachodnich wiatrach byłby przykry na całym Wawelu, obalił ten projekt".

    Szał pracowitości
    Autor wspomnień wyjaśnia, skąd brały się niemieckie zapędy do permanentnych przeróbek na Wawelu. Otóż, zwłaszcza po ataku na ZSRR, ogarnął niemieckich pracowników biura projektowego szał pracowitości; przerabiali nawet już zatwierdzone projekty, byle być potrzebnymi na miejscu, byle nie jechać na wschodni front… Zwłaszcza byli strwożeni, gdy zarządca zamku pojechał na wschód!

    W roku 1944 na Zamek przybywa nowy zarządca, von Palesieux, syn Szwajcara i Tyrolki. Jego stosunek do Polaków był bez zarzutu. Wykonywał parokrotnie przyjazne gesty, jak np. zwracając Szyszko-Bohuszowi Szczerbiec…

    Była to jednak kopia tego miecza. Palesieux dostrzegł ją w ręku jednego z esesmanów rabujących skład wawelski i odebrał, sądząc, że ratuje prawdziwy zabytek. Kiedy indziej oddał klucze do schronu z bezcennymi skarbami sztuki. Stało się to w końcu czerwca, gry Armia Radziecka zbliżała się do Wisły, a zamek ewakuowano. Przekazując klucze, zarządca odetchnął, że oddaje w dobre ręce schron, składając zarazem odpowiedzialność za skarby na profesora.

    Gdy jednak Frank znów powrócił na Wawel, z jego rozkazu wywieziono najcenniejsze zawartości schronu, w I połowie sierpnia, do Seichau pod Legnicą: wywieziono szóstą część zawartości, w tym "Damę z gronostajem" Leonarda da Vinci ze Zbiorów Czartoryskich.

    Kiedy Niemcy opuścili Wawel, natychmiast, 18 stycznia 1945 roku, po skontrolowaniu zawartości Szyszko-Bohusz zamknął schron komisyjnie, a 24 marca dr Stanisław Lorentz polecił szczególnie zabezpieczyć spisy i raporty Palesieux.

    Oko w oko
    I jeszcze fragment końcowy wspomnień wojennych profesora: "Wawel był sam dla siebie mikrokosmosem rzeczywistości polskiej w tych czasach koszmaru. Tu, na kilkumorgowej powierzchni wzgórza odciętego od całej Polski, stały oko w oko przez ten czas dwie wrogie forpoczty. Z jednej strony cały rząd centralny okupowanej Generalnej Guberni, wyposażony we wszystkie zasoby władzy cywilnej i wojskowej. Po drugiej zaś stronie garść bezbronnych Polaków, robotników i inteligentów z całej Polski. Staliśmy oko w oko obserwując się pilnie nawzajem".

    ****
    Adolf Szyszko-Bohusz (1883-1948), z zawodu architekt, w 1916 roku objął stanowisko kierownika prac renowacyjnych na Zamku Królewskim na Wawelu. Pełnił tę funkcję aż do wybuchu II wojny światowej. W czasie wojny pracował za zgodą władz podziemnych jako rysownik w prywatnym biurze niemieckim na Wawelu i działał w tajnym Komitecie Wawelskim. W 1945 roku powrócił na przedwojenne stanowisko na Wawelu, piastując je przez rok. Zmarł w Krakowie, leży na cmentarzu Rakowickim.



    CO TY WIESZ O WIŚLE? CO TY WIESZ O CRACOVII? WEŹ UDZIAŁ W QUIZIE!"



    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+
    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Bohater Polaków

    jan (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Do 1941roku przy grobie Piłsudskiego Wehrmacht trzymał wartę honorową.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    artykół

    emer-son (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    jeden z tych defiladujących jest podobny do dziadka z wermachtu.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    kto jeszcze wszedl na Wawel

    marek popiela (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2

    Otoz niedlugo po wejsciu Niemcow na Wawel przyjechal tam niejaki Krzeptowski z Zakopanego i zaproponowal Niemcom utwozenie na Podhalu organizacji o nazwie Goralenvolk ktora bedzie kolaborowala z...rozwiń całość

    Otoz niedlugo po wejsciu Niemcow na Wawel przyjechal tam niejaki Krzeptowski z Zakopanego i zaproponowal Niemcom utwozenie na Podhalu organizacji o nazwie Goralenvolk ktora bedzie kolaborowala z hitlerowcami. Tak tez sie stalo i do tej organizacji zapisalo sie jako volksdeutsche 25% mieszkancow Podhala czyli Gorali. Wielu z nich sluzylo pozniej w oddzialach SS.zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    kto

    dd (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    ale pan pier............

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    niemiecka armia to porządek i siła

    służba w bundeswerze (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 3

    jest więc marzeniem wielu młodych ludzi (bo syf polskiej armii na zawsze pozostanie syfem zapijaczonych trepów)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo