Gazeta Krakowska » Magazyn Rodzinny » Żyją w rytmie walca angielskiego nie tylko w czasie...

Żyją w rytmie walca angielskiego nie tylko w czasie karnawału

Data dodania: 2011-01-11 01:48:11 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2011-01-11 01:50:34

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Żyją w rytmie walca angielskiego nie tylko w czasie karnawału

Anna i Stanisław Smoroniowie połączyli pasję z pracą. Robią to, co kochają i dzięki temu są szczęśliwi (© archiwum prywatne)

Najpierw zostali parą w życiu, potem ruszyli w tany. Razem z córkami. O turniejach tańca towarzyskiego, o tym jak przez stan wojenny stworzyli swoją szkołę tańca, o młodzieńczych marzeniach i podróży na wyspy Galapagos, a także o tym, jak wiele radości daje uprawa kawałka ziemi Anna i Stanisław Smoroniowie opowiadają Małgorzacie Durbajło

Anna Smoroń

Dyplomowana nauczycielka Królewskiego Towarzystwa Nauczycieli Tańca Wielkiej Brytanii, z tańcem związana od 1975 r., najpierw jako tancerka, potem instruktorka i sędzia Polskiego Towarzystwa Tanecznego, wspólnie z mężem prowadzi Szkołę Tańca A. S. Smoroń w Krakowie

Zaczynaliśmy osobno. Kiedyś taniec towarzyski nie był tak popularny jak dziś. Jako dziecko tańczyłam w zespole ludowym.
∨ Czytaj dalej
Ale tak na dobre przygoda z tańcem zaczęła się dopiero na studiach. Przyjechałam do Krakowa studiować geologię na AGH. Gdy poznałam Stasia, bardzo szybko dałam się wciągnąć w taneczne środowisko. Chodziłam na kursy, angażowałam się w działalność tanecznego klubu studenckiego przy uczelni. Parą ze Stasiem zostaliśmy najpierw w życiu prywatnym, potem w tanecznym, bo na turniejach także występowaliśmy razem.

Taniec ma swoje wymagania. Bardzo często, zamiast na randkę do kina czy teatru, szliśmy na trening. Ale to też miało swoje dobre strony. Zwłaszcza że z czasem uzyskiwaliśmy coraz lepsze efekty. Zwycięstw było niemało, porażek nie chcemy pamiętać. Do dziś zachowaliśmy pamiątkowe dyplomy i puchary. Wspominamy tamten czas bardzo mile. Na turnieje jeździliśmy pociągiem. Poznawaliśmy ludzi z całej Polski, nawiązywaliśmy przyjaźnie, które trwają do dziś. Kiedy w Krakowie odbywały się zgrupowania kadry tanecznej, tancerzy lokowano w akademikach. Jako że w akademickich łazienkach była tylko zimna woda, Iwona Pavlović wraz z mężem Arkiem, po całym dniu treningów przychodzili do nas zażyć ciepłej kąpieli. Nasza znajomość trwa do dziś.
Potem na świat przyszły córki, Beata i Małgosia. Trzeba było stworzyć im dom. Mąż jednak doskonale wiedział co zrobić, aby taniec stał się nieodłączną częścią naszego życia. Założyliśmy własną szkołę tańca. Staś jest przedsiębiorczy, ma głowę do interesów. Przy tym konsekwencja w działaniu i upór w dążeniu do celu znacznie mu to ułatwiają.

Choć szkoła stanowi niezaprzeczalnie ważną część naszego życia, mąż na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Dba o nas, jak potrafi najlepiej. Córki to jego oczka w głowie. Też tańczą. Żartujemy, że starsza, Beata, zaczęła tańczyć jeszcze przed urodzeniem. Kiedy byłam z nią w ciąży, w Krakowie odbywał się turniej tańca "O puchar prof. Wieczystego". Przybyli wówczas na gościnne występy zaproszeni przez nas mistrzowie świata w tańcach standardowych L. S. Hillier. Tańczyli właśnie walca wiedeńskiego, a ja czułam jak Beata dosłownie wystukuje mi w brzuchu trzy razy trzy takty walca. Stąd już wtedy wiedzieliśmy, że będzie tańczyć. Córki chyba nigdy nie pomyślały nawet, że mogłyby nie tańczyć. To było dla nich tak naturalne jak nauka chodzenia, czy jazdy na rowerze. Beata miała co prawda w liceum okres buntu, ale szybko jej przeszło. Wróciła do tańca i niedawno wyszła za mąż za Tomka, który również jest jej partnerem turniejowym. Małgosia też tańczy. Obie zrobiły uprawnienia instruktorskie.

Uwielbiamy podróżować całą rodziną. Jednak na największą życiową wyprawę pojechaliśmy bez córek. Całe życie powtarzałam, czasem trochę z przekory, bo wydawało mi się to zupełnie nierealne, że chcę wyjechać na wyspy Galapagos. Szłam pewnego dnia Plantami i nagle usłyszałam za swoimi plecami - Ania, to ty? Jakie było moje zdziwienie, gdy zorientowałam się, że to mój kolega ze studiów, który mieszka w Ekwadorze. Okazało się, że ma biuro turystyczne i organizuje wycieczki po Ekwadorze, także na wyspy Galapagos. Po kilku latach od tego spotkania podjęliśmy w końcu decyzję o wyprawie do Ameryki Południowej wraz ze znajomymi podróżnikami. Rozpoczęliśmy od wysp Galapagos.

To było niezapomniane przeżycie. Pięć dni na jachcie, w nocy podróż z wyspy na wyspę, w dzień zwiedzanie. A dookoła nas uchatki, żółwie, ptaki, które w ogóle nie boją się ludzi. Czysta, piękna woda, cudowna przyroda, Ocean Spokojny, piasek jak mąka krupczatka. W Ekwadorze udało mi się wyjść na najwyższy czynny wulkan Cotopaxi. Stanęliśmy także na równiku. Byliśmy też w Wenezueli. Po kilka dni spędziliśmy na Karaibach, w delcie Orinoko i amazońskiej dżungli. Zobaczyliśmy z bliska najwyższy wodospad Salto del Angel. Między kolejnymi miejscami pobytu przemieszczaliśmy się samolotami i łodziami motorowymi. W krótkim czasie mieliśmy ponad dwadzieścia lotów. Poczuliśmy się znów jak nastolatki, przed którymi otwiera się cały świat. Myślimy, że mieliśmy w życiu dużo szczęścia. Spełniły się chyba wszystkie nasze młodzieńcze marzenia.
1 2 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

kondracik

zgłoś 0 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kurs uwodzenia (gość), 29.07.11, 11:16:56

Jeśli macie kłopoty z nawiązywaniem relacji z płcią przeciwną polecam wam świetną metodę nauk, mianowicie kursy uwodzenia prowadzone przez Wyższą Szkołę Uwodzenia, Wywierania Wpływu i Rozwoju Wewnętrznego. Nie ma znaczenia, czy jesteście młodzi czy starsi, każdy u nich znajdzie coś dla siebie. Ja polecam kurs Alpha Male, który niedawno ukończyłem i który nauczył mnie jak właściwie postępować z kobietami, co robić by nas nie ignorowały. Teraz uwodzenie to dla mnie przyjemność :) sprawdźcie ich ofertę na www.wyzszaszkolauwodzenia.pl – są profesjonalni, mają dobre opinie i recenzje

odpowiedzi (0)

ocena: 0%

Tak: 0

Nie: 1

skomentuj

Stasek z Jadmwoli

zgłoś 0 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

nemo (gość), 08.03.11, 12:15:05

Stasek, fajnie, że już nie masz tego złotego ząbka z czasów szkoły średniej. A co tam w Jadamwoli?

odpowiedzi (0)

ocena: 0%

Tak: 0

Nie: 1

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", czwartek 24.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Gdyby Warszawa nie była stolicą, to które miasto powinno nią być?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.