Gazeta Krakowska » Magazyn Rodzinny » Jak sejsmolożka i krakauerolog przetrwali pierwsze 50 lat...

Jak sejsmolożka i krakauerolog przetrwali pierwsze 50 lat razem

Data dodania: 2010-10-04 12:52:57 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-10-04 12:52:57

Gazeta Krakowska

Barbara Sobańska

3KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Jak sejsmolożka i krakauerolog przetrwali pierwsze 50 lat razem

Basia i Mietek Czumowie - mariaż dwu największych krakowskich uczelni, AGH i UJ. Happening trwa... (© Krzysztof Hawrot)

Ona uważa się za anioła, on mawia, że ona jest od diabła. O podrywie przez ambicję, o tym jak mijali się, o "korespondencyjnych" dzieciach, o dwóch równoległych, które... przecięły się pod kątem prostym, oraz o "Przekrojowych" happeningach i azylu w Tabaszowej, który osobiście palcem pokazał im Bóg, Barbara i Mieczysław Czumowie opowiadają Barbarze Sobańskiej

Barbara Czuma
Pracowała w Geofizyce w Krakowie jako kierownik grupy sejsmicznej


Właściwie to ja nauczyłam go prowadzić samochód, ale gdy dostał prawo jazdy, natychmiast uznał, że jeździ lepiej ode mnie. Mietek mawia, że jestem od diabła Boruty, bo pochodzę spod Łęczycy. A ja uważam, że anioł ze mnie - przecież wytrzymałam z nim 50 lat!

Poznaliśmy się w Jiczynie koło Pragi, w mieście skąd pochodzi Rumcajs.
∨ Czytaj dalej
Pojechaliśmy tam oddzielnie - Mietek wygrał w konkursie literackim na juwenaliach wycieczkę do Paryża, ale ostatecznie bilet dostał do Czechosłowacji. Zaraz po powrocie zaprosiłam go na imieniny. Koleżanki ostrzegały mnie przed nim, że szalony. Bo taki był od zawsze - zakręcony, ale pozytywnie. Wulkan energii. Działał w Zrzeszeniu Studentów Polskich, miał kartę do Klubu pod Jaszczurami, zorganizował juwenalia sześćsetlecia i liczne happeningi na ulicach Krakowa.

Siłą rozpędu, gdy tylko trafił do "Przekroju", zorganizował pochód jamników. Zaraz wezwano go do bardzo ważnego domu w Krakowie i zganiono, że parodiuje pochód pierwszomajowy. Ale jemu nigdy nie przeszło, ciągle urządzał różne happeningi. Po jednym z nich - "Wyzwoleniu Racławic z niewoli kieleckiej", który zrobił po reformie administracyjnej, gdy Racławice wróciły do Małopolski - na Kielecczyźnie zakazano sprzedaży "Przekroju", a Mieciowi przysłano gruby sznur, żeby się na nim powiesił. Na szczęście mąż nie podjął sugestii.

Jego błyskotliwość przejawiała się na różne sposoby. Jeszcze za czasów studenckich pracował jako pomocnik geodety w grupie sejsmicznej, którą kierowałam. Zadanie miał proste: opisywać paliki, ustawiane w dwóch równoległych rzędach. Robił to tak zręcznie i tak kreatywnie, że w pewnym momencie dwie równoległe przecięły się pod kątem prostym. Wesoło się pracowało - Mietek recytował wiersze, wszyscy pili wino... Ale zarobił na płaszcz lodenowy. Pojechaliśmy go kupić do Katowic.

Innym razem, już jako mąż, przyjechał do mnie do Dynowa. Sporo jeździłam po Polsce, służbowo, często zabierałam dzieci. A Mietek nas odwiedzał. Wtedy w Dynowie koniecznie postanowił wypić z wiertaczami. Obudził się następnego dnia rano pod kapliczką Matki Boskiej na dynowskim rynku. Ale to go mimo wszystko nie zraziło.

Jeździł do mnie nadal. Wytrwaliśmy z sobą tak długo, bo… mijaliśmy się. Przez dwadzieścia parę lat przez siedem-osiem miesięcy w roku pracowałam w terenie, a wolnych sobót nie było. Dzieci to mamy "korespondencyjne".

Kierowałam grupą sejsmiczną, która poszukiwała gazu i ropy. Prawie sami mężczyźni. Nie na wszystkim się znałam. Raz jeden z podwładnych powiedział, że chce urlop, bo mu się ziarno sypie. Zastanawiałam się, gdzie w samochodzie, bo był kierowcą, jest to ziarno. A okazało się, że miał żniwa.

Gdy próbowano wysadzić pomnik Lenina w Nowej Hucie nasz dyrektor był przerażony. Szukano, kto ma dynamit i ja byłam podejrzana. Pytam jednego: Jaśku, to nie wy? A on mi na to: Pani kierownik, my to byśmy roboty nie spartaczyli. Bywały momenty, że dzieci długo nie widziały ojca. Jednak każde wakacje spędzaliśmy razem nad morzem. Dziś Kasia, po mężu Siwiec, pisze - mówi się nawet, że lepiej od ojca - z czego mąż się bardzo cieszy. A syn Maciek mieszka w Chicago i nie chce wracać.
Córka ma dwóch synów, a syn dwie córki i Mietek się martwi, że nazwisko przepadnie.
W naszym wiejskim azylu - w chacie w Tabaszowej - karmię wszystkie dzikie koty z okolicy. Marzę by mieć choć jednego w Krakowie, ale Mietek kategorycznie protestuje, bo poniszczyłby jego antyki, które kolekcjonuje. Ja zaś namiętnie zbieram grzyby i robię przetwory, a on się potem szczyci, "żeśmy je zrobili". Jego udział jest taki, że myje słoiki. Aha, i dokleja na nich nalepkę: "Spożywać w obecności lekarza".
No, cały on!
1 2 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

tekst fajny, tytul - nie

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

emu (gość), 21.10.10, 16:28:56

Tekst bardzo fajny, ale tytul to porazka!

odpowiedzi (0)

skomentuj

paranormalni

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

selerynka (gość), 20.10.10, 11:30:39

czy kierownica to kobieta kierownik pokopani dziennikarzyny z koziej wolki;
a mieszkanka krety to kretynka.dupki niepismienne

odpowiedzi (0)

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

normalna (gość), 05.10.10, 16:49:15

A kto to jest za przeproszeniem "sejsmolożka"? Czy kobieta obijające meble materiałem, albo fotele samochodowe to "tapicerka"? Pokręciło się chyba trochę w głowach za bardzo w stronę głupkowatych idei nie mających nic współnego z rzeczywistości, którym jedynym zadaniem jest krzyczeć, by być usłyszanym, bo tak naprawdę nic nowego nie wnoszą. Po takim tytule nawet nie czytam dalej bo sam tytuł mnie odstraszył.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", czwartek 24.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Gdyby Warszawa nie była stolicą, to które miasto powinno nią być?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.