Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wertują dokumenty Kopalni Surowców Skalnych w Klęczanach, której właścicielem jest gmina Chełmiec. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że złożyli też wizytę w samym urzędzie gminy. Przesłuchiwali pracowników, radnych i członków poprzedniego zarządu kopalni. Czego szukają, tego nie wie nawet wójt Chełmca.
- To sprawa polityczna. Ktoś musiał wysłać na mnie jakiś niedorzeczny donos - powiedział nam wczoraj wójt Bernard Stawiarski. - Postępowanie jest prowadzone pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Tarnowie. Na obecnym etapie tylko ona może udzielić więcej informacji - odparł Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA.
Gdy jednak zadzwoniliśmy do tarnowskiej prokuratury, to okazało się, że tam jeszcze nie dotarły akta tajemniczego śledztwa.
W samej gminie zaś roi się od domysłów. - Jestem dla wielu osób niewygodny i ktoś szuka na mnie haka. Kopalnia od początku mojej kadencji przynosi zyski liczone w milionach złotych - zapewnia wójt Stawiarski, sprawujący nadzór właścicielski nad kamieniołomem.
Według naszych ustaleń, sprawa może mieć związek z ubiegłorocznym kupnem działek na potrzeby kopalni od właścicieli prywatnych gruntów. Prześwietlaniem tej transakcji miała zająć się gminna komisja rewizyjna, ale w marcu tego roku zwolennicy wójta odwołali z jej składu członków opozycji i "rewizja" nie odbyła się ostatecznie.
- Przyczyną dociekań komisji miała być wówczas między innymi cena ziemi, którą negocjował jeszcze poprzedni zarząd kopalni. Tuż przed sprzedażą wójt odwołał prezesów i przejął negocjacje, a później powołał nowy zarząd. Pamiętam, że po tym zamieszaniu jedną z parceli kupiono za około półtora miliona, choć wcześniej miała być sprzedana za milion sto tysięcy - przypomina sobie radny Zbigniew Leśniak, jeden z odwołanych członków komisji.
Wojna zwolenników i przeciwników wójta od dawna toczy się w gminie. Wiele wskazuje, że przed wyborami nabiera rumieńców. - Na mnie też doniesiono do CBA. Pod pismem widniał podrobiony podpis jednego z pracowników kopalni. Sprawa zmieniła się w prokuratorskie dochodzenie dotyczące fałszerstwa. Śledczy pobierali nawet próbki podpisów pracowników gminy - dodaje radny Leśniak.