Kilka osób straciło dach nad głową, inne mieszkają warunkowo. To efekt wybuchu gazu, do którego doszło w w Kluczach Osadzie (powiat olkuski).
Mieszkańcy parterowego budynku w Kluczach Osadzie (powiat olkuski), w którym doszło do wybuchu gazu i pożaru, są zdruzgotani. W ciągu jednego dnia dotknęły ich dwie tragedie. Eksplozja praktycznie zmiotła część budynku. Jak gdyby tego było mało, 6 godzin przed wybuchem w kamienicy na atak serca zmarł jeden z domowników.
Do wybuchu doszło w jednym z mieszkań od frontu. Ciężko ranny został mężczyzna pilnujący mieszkania pod nieobecność właścicieli.
- Prokuratura powinna zbadać, co się stało, bo trudno uwierzyć, że w ciągu kilku godzin w niewielkim budynku doszło do tylu nieszczęść - rozpacza Zofia Harańczuk, jedna z lokatorek.
Jest właścicielką dwóch małych mieszkań obok siebie. W jednym mieszka z mężem Andrzejem, w drugim mieszkają jej wnuki, Dawid i Klaudia.
To ich ojciec, Andrzej S., został poparzony. Ma poparzone 60 procent ciała. Jest w szpitalu w Siemianowicach Śląskich.
Artur S. nie mieszka z rodziną. Pilnował mieszkania sąsiadów, którzy wyjechali na wakacje.
Po wybuchu wpadł do mieszkania Harańczuków.
- Wylał na siebie garnek wody. Krzyczał, że go boli i popędził dalej - opowiada Andrzej Harańczuk. Dziękuję Bogu, że na noc wnuczka poszła do koleżanki. - Ona lubi spać akurat na tym łóżku, na który zawaliła się ściana - mówi wstrząśnięta pani Zofia.
Po wybuchu zawaliły się ściany wewnętrzne i zewnętrzne mieszkania, w którym doszło do eksplozji.
Dawid Sroka jeszcze nie spał. - Usłyszałem wybuch, a zaraz po nim drzwi do pokoju przeleciały koło mnie. Mogły mnie zabić - opowiada chłopak.
Dach nad głową straciły dwie rodziny. Tylko jedno mieszkanie, najdalsze od wybuchu, nie zostało uszkodzone.