Młody policjant z Mszany Dolnej ryzykował życie, aby ratować 40-letniego mężczyznę z topieli. Limanowscy lekarze walczą teraz o życie ofiary pechowej kąpieli.
Było około godz. 17 w niedzielę, gdy na drogę w Koninie wybiegło dwoje małych dzieci. Zalewając się łzami, krzyczały, że ich tato skoczył do wody i nie wypływa. Wołanie usłyszał Janusz Misiura z Poręby Wielkiej i zatelefonował na komisariat policji w Mszanie Dolnej. Radiowóz był w sąsiedniej wsi Poręba Wielka. To trzy, cztery minuty jazdy.
Dzieci i mężczyzna, który wezwał policję, wskazywali drogę do wodospadu, gdzie 40-latek poszedł z dwójką dzieci, by się ochłodzić w potoku.
Sierżant Mateusz Rusnak, policjant z 10-letnim stażem, biegnąc do wodospadu, pozbywał się najcięższych elementów rynsztunku. Do wody wskoczył z Januszem Misiurą, który wszczął alarm. Nurkując, poszukiwali tonącego.
Naprowadzali ich ludzie na brzegu, którzy zbiegli się, usłyszawszy syrenę radiowozu. Udało się wydobyć tonącego. Policjant podjął reanimację. Wiedział, że ratuje swojego sąsiada, ojca ośmiorga dzieci. Z Mszany przybył ambulans. Nie przerywając reanimacji, 40-latka zabrano do szpitala. - Mężczyzna wydobyty z wody jest w stanie krytycznym. Nie odzyskał przytomności, mimo że dwukrotnie był poddawany resuscytacji- informował w poniedziałek lekarz Andrzej Szurmiak, ordynator oddziału intensywnej terapii limanowskiego szpitala.