O kredyt mieszkaniowy w euro czy we franku będzie trudniej, a w dodatku może być droższy - takie są skutki wejścia w życie części przepisów rekomendacji T narzuconej bankom przez Komisję Nadzoru Finansowego. Ale to nie wszystko - nadzór bankowy już szykuje kolejne ograniczenia: w przyszłym roku ma wejść w życie nowelizacja rekomendacji S, która zobowiąże banki do limitowania liczby kredytów w walutach obcych.
O kredyt trudniej
Od poniedziałku banki są zobowiązane wcielić w życie część przepisów rekomendacji T, którą pół roku temu ogłosiła Komisja Nadzoru Finansowego zajmująca się nadzorem nad sektorem bankowym. W życie weszły właśnie przepisy wymagające m.in. od osób zaciągających kredyty w walutach obcych posiadania wkładu własnego oraz odpowiednich zabezpieczeń. Przepisy stanowią, że jeśli kredyt walutowy jest udzielany na czas do pięciu lat, to wkład własny klienta powinien wynieść co najmniej 10 proc., natomiast w przypadku kredytów udzielanych na ponad pięć lat wkład własny musi wynieść co najmniej 20 proc.
- wyjaśnia Marta Chmielewska-Racławska z KNF.
Bez wkładu: tak, ale drożej
Początkowo wydawało się, że od dziś znikną kredyty na 100 proc. wartości nieruchomości. Jednak na razie tak się nie stanie, bo banki znalazły sposób, by ominąć uciążliwe przepisy. - Przyjęły interpretację, że kredyty walutowe na 100 proc., czyli bez wkładu własnego, nadal mogą być udzielane. W takim przypadku konieczne jest jednak wykupienie dodatkowego ubezpieczenia - mówi Katarzyna Siwek, analityk Home Broker.
W wielu bankach takie ubezpieczenie wymagane jest już od wielu miesięcy. - Część instytucji wprowadziła ograniczenia wcześniej, tylko niektóre czekały do ostatniej chwili, np. DnB Nord - mówi Siwek. Część banków, np. Alior, Kredyt Bank, mBank, MultiBank, wymaga ubezpieczenia już wtedy, kiedy kredyt przekracza 70 proc. wartości nieruchomości. Z kolei w PKO BP musimy dopłacać do comiesięcznej raty, jeżeli wkład własny jest mniejszy niż 25 proc., w pozostałych - jeśli nie przekracza 20 proc. Są jednak takie banki, które w ogóle nie udzielają kredytów na 100 proc. wartości nieruchomości, np. BZ WBK, Polbank.
Niestety, kredyt z ubezpieczeniem jest droższy. W praktyce w przypadku pożyczki na dom warty 300 tys. zł ubezpieczenie może podnieść koszty od ok. 3,5 tys. zł do nawet 12 tys. zł. - Ubezpieczenie płatne jest zwykle na 3 lub 5 lat z góry, a stawki w przypadku kredytów w euro wahają się od 0,4 do 1,5 proc. rocznie - wynika z analizy, którą przeprowadził Home Broker. Na dodatek, jeżeli po 3 lub 5 latach relacja kwoty kredytu do wartości zabezpieczenia nie spadnie do określonego poziomu (np. 80 proc.), ubezpieczenie naliczane jest ponownie.
Zdaniem analityków skutki rekomendacji T mogą być odczuwalne za kilka miesięcy. - Wydaje się, że na razie jeszcze rekomendacja T nie ograniczy w sposób istotny akcji kredytowej w bankach, bo tak naprawdę wciąż restrykcyjnie podchodzą one do udzielania kredytów - mówi Marek Zuber, ekonomista, były doradca premiera. - Jednak kiedy sytuacja znormalnieje, kiedy uspokoi się sytuacja na świecie, zweryfikuje to podejście do ryzyka, rekomendacja T może się okazać hamulcem wzrostu gospodarczego. Trzeba będzie zastanowić się, czy ograniczenia w niej zawarte nie są zbyt restrykcyjne - dodaje Zuber.
Będzie jeszcze trudniej?
Niestety, na razie wszystko wskazuje, że ograniczeń będzie coraz więcej, a kredyt - nie tylko walutowy - uzyskać coraz trudniej. W styczniu wejdzie w życie reszta przepisów rekomendacji T, m.in. ten, który wymaga, by łączna wysokość rat kredytów nie przekraczała połowy dochodów gospodarstw domowych (w przypadku bardziej zamożnych - 65 proc.). - Wejdą w życie też przepisy, które będą wymagały bardzo starannej weryfikacji dochodów klienta. - W praktyce oznacza to, że znikną pożyczki na dowód - mówi mecenas Jerzy Bańka ze Związku Banków Polskich.
Ale to nie wszystko. KNF pracuje nad przepisami, które jeszcze bardziej mają ograniczyć udzielanie kredytów walutowych. - Ostatnio falę krytyki wywołał przedstawiony bankom projekt nowelizacji rekomendacji S, która zakłada wprowadzenie limitów na kredyty walutowe - mówi Halina Kochalska, analityk Gold Finance. KNF chce, by w poszczególnych bankach udział kredytów w walutach obcych wynosił najwyżej 50 proc. wszystkich pożyczek. - To oznacza, że część banków, która do tej pory udzielała głównie kredytów w walutach obcych, nie mogłaby ich już udzielać. To negatywnie wpłynie na akcję kredytową - komentuje Jerzy Bańka z ZBP.