Z Joanną Grzędą, harcerką z Puław, co nie pije i nie pali, rozmawia Piotr Rąpalski
To ściema, że harcerz nie pije i nie pali, prawda? Prawo harcerskie tego zabrania. Jak ktoś ma powołanie, to nie będzie tego robił. A jeśli ktoś ma to w głębokim poważaniu, to będzie hulał.
A druhna jak? Trzeźwa! Przy jakiejś okazji można się napić lampkę szampana czy wina.
A jak proszą na imprezkę? Nie muszę pić, żeby wyjść z domu. Naprawdę da się tak żyć.
A jak kogoś szefowie złapią, to są kary? Nie cielesne. Może trzeba będzie "wyoczkować" pół tony ziemniaków. (śmiech) Albo nadobowiązkowa warta nocna. Kara musi być z pożytkiem.
A po co budujecie las na Błoniach? (śmiech) Nie budujemy lasu, tylko dzielimy teren na gniazda ze względu na województwa. My jesteśmy z Puław. Mamy dużą drewnianą bramę. Jedno województwo zrobiło sobie ogrodzenie w kształcie pociągu z wagonami. Chorągiew stołeczna ma miniaturę Pałacu Kultury i palmę.
Ilu was jest na tych Błoniach? Około 10 tys. Z Polski i zagranicy. Najwięcej ze Śląska. Mówią jak górnicy. (śmiech)
W tych czasach to nie obciach być harcerzem? Żeby być harcerzem, trzeba mieć odwagę. Bywa, że szykanują, wyzywają, śmieją się jak idziemy gdzieś w mundurach. Robią to jednak, bo sami boją się obowiązków, regulaminu, trudnych wyzwań.
Obklejeni jesteście znaczkami jak Małysz reklamami. Najważniejszym odznaczeniem jest krzyż harcerski. Na prawym ramieniu mamy odznaki ze zlotów, na jakich byliśmy. Na lewej ręce przynależność do hufca i stopień instruktorski. Sznur harcerski to funkcja.
Ta wasza hierarchia jakaś mocno poplątana. Najpierw się jest zuchem. Tak od sześciu lat do trzeciej klasy podstawówki. Zuchy mają kolorowe mundury. Podobne do mojego, bo jestem instruktorką zuchów. Później pracujesz, żeby zostać harcerzem i otrzymać krzyż. Jest kilka stopni harcerskich. Od liceum można starać się o stopnie instruktorskie, przewodnika, harcmistrza...
A zastępowi, komendanci? To już funkcje, a wcześniej były stopnie. Zależą od tego, co robisz w zastępie, drużynie, szczepie, hufcu czy chorągwi. Zastęp ma siedmiu harcerzy. Drużyna ma trzy zastępy. Kilka drużyn tworzy szczep. Trzy szczepy tworzą hufiec. Hufce wchodzą w skład chorągwi. Ja jestem w trzecim błękitnym szczepie drużyn harcerskich i gromad zuchowych imienia Małego Powstańca z Puław.
Matko jedyna. A do tego macie jeszcze jakieś specjalizacje. Sprawności. Na przykład koleżanka obok ma odznakę "leśne wampum".
Leśne co? Wampum. To wywodzi się z indiańskiej tradycji. Trochę harcerstwo do niej sięga. Sprawności z tym związane dotyczą "puszczaństwa", czyli umiejętności radzenia sobie w lesie, dziczy, bez prądu, wody. Budowa szałasów, rozpalanie ognia...
Trzeba umieć wypatroszyć żubra? (śmiech) Nie. Ale trzeba sobie zrobić samemu łuk, dzidę toporek. Jest też sprawność za strzelanie z łuku.
Oczywiście do tarczy. Nie do okolicznej ludności. (śmiech)
A jaką ty masz sprawność? "Trzy pióra". Robi się trzy zadania w ciągu trzech dni. Pierwszego się nic nie je. Tylko to, co znajdziesz w lesie. Jagody, korzonki. Pije się tylko wodę. Drugiego dnia nie mogę się do nikogo odzywać, wysyłać żadnych sygnałów, pisać. Trzeci dzień to 24 godziny spędzone samemu w lesie. Nie może mnie nikt odnaleźć. Taka próba samotności, aby przemyśleć sobie, dlaczego jesteś harcerzem. Mam też sprawnośc sanitariuszki.
Lepsze ZHP, czy ZHR? Jesteśmy z ZHP, ale nasze pokolenie nie uznaje tego konfliktu. To stare czasy, lata 80., kiedy doszło do rozłamu w polskim harcerstwie. Ze względów ideologicznych. Coś tam namieszali też komuniści. Teraz jest przyjaźń ponad podziałami i już.
Co harcerze jedzą na Błoniach? Wczoraj było spaghetti po bolońsku. Ale nie taki długi makaron tylko świderki.
Ja też wolę świderki. Trochę tylko kucharze przesadzili z solą. (śmiech) Do tego był jeszcze barszcz.
A nie grochówka i suchary? Przecież my normalni jesteśmy. Kanapki z wędlinką na śniadanie albo płatki z mlekiem.
A ci ze Śląska krupniok? (śmiech) To samo, co my, bo nie mają wyboru.
10 tys. ludzi je to samo? Dostajemy pakiety z półproduktami, ale każda drużyna pichci sobie z tego, co może.
To oni pewno mieli kluski śląskie zamiast spaghetti. Pewno tak.
Nie boicie się mieć obozu między stadionami Wisły i Cracovii? Nie, bo je budują. Wiedzieliśmy o tym. Nie żyjemy tylko w lesie. (śmiech) Kibiców nie ma, więc jest bezpiecznie.
Jak będzie wojna, to co się z wami stanie? Nie ma tak, że z automatu na front. Pójdą ochotnicy. Są drużyny proobronne. Głównie chłopców zainteresowanych militariami. Dużo ćwiczą. Wspinaczkę, strzelectwo...
A "finkę" masz? Ja akurat nie mam.
Jak się Kraków podoba? Na razie mało zwiedzałyśmy. Pierwszym wrażeniem był kebab na dworcu. Niedobry.