Z Anną Majewską,krupierką w kasynie, o pechu i szczęściu rozmawia Piotr Rąpalski.
Ktoś w ogóle przychodzi do kasyna w piątek trzynastego? Oczywiście.
Jacyś desperaci? To w Polsce ten dzień jest uznawany za nieszczęśliwy. We Włoszech jest to piątek siedemnastego. Nie ma co się przejmować. Chyba że ktoś jest bardzo przesądny i boi się pecha.
A gracze są? Mają czasami swoje zasady, czy reguły gry. Może wierzą też w jakieś zasuszone koniczyny lub królicze łapki, lecz się z tym nie afiszują.
Pokerzyści swojego czasu mieli szczęśliwe żetony czy kostki.
Można mieć szczęście w piątek trzynastego? Pamiętam gościa, który akurat wtedy miał urodziny. Usiadł na jednej maszynie i wygrał kilka tysięcy. Przeszedł na drugą i zgarnął dwa razy więcej. Wstał, powiedział, że taki prezent mu wystarczy. i wyszedł. Można.
W jakimś filmie słyszałem, że ktoś grał w ruletkę na "marychę studencką". Co to za system? Pierwsze słyszę. Może idzie grać po tym jak zapali marihuanę [śmiech]. Są gry losowe, gdzie liczy się głównie szczęście, np. automaty, choć już w Black Jacku trzeba mieć umiejętności, strategię, która zwiększa szansę. Różne systemy ludzie mają przy ruletce, ale tam też chodzi o szczęście.
Można mu pomóc magnesem pod stołem do ruletki? [śmiech] Nie. Byłby przydatny, jakby się udało zamienić kulkę, bo ta wykonana jest z tworzywa. Dawno temu parze oszustów w jednym z polskich kasyn udało się tego dokonać. Prymitywny numer szybko wyszedł jednak na jaw. Czasami ludzie próbują sztuczek, lusterek do podglądania kart czy minikamer, jednak robią tak rzadko, gdyż kończy się to na policji.
Są prawdziwi szczęściarze? Są. Ostatnio taki w kasynie w Katowicach, w lipcu, wygrał ponad milion złotch na automatach.
I ten milion mu się w tych drobniakach wysypał? [śmiech] Nie. To nie jest tak jak na filmach. Część pieniędzy do ręki, część na konto. Do tego zaświadczenie o wygranej i zwolnienie z podatku.
Jacy ludzie grają? Różni. Pełna demokracja. Studenci próbują pomnożyć oszczędności, a inni tak zarabiają na życie. Większość osób dla rozrywki. Na automacie można już zagrać mając tylko dwa grosze, a w ruletkę od złotówki.
Pechowcy tracą cierpliwość? Musiała Pani uciekać od stołu? Uciekać nie musiałam, ale byli klienci, którzy tracili nerwy, ponosiły ich emocje. Ale mamy od tego ochronę.
Sugeruje czasem Pani klientowi, że to nie jego dzień, żeby poszedł do domu? Raczej wtedy, jak klient nie trzyma ciśnienia i emocje biorą nad nim górę.
Ponoć wiele zabrania. W Polsce nie można grać między sobą w pokera, choć jedna z jego odmian, texas holdem, robi furorę na świecie. Polacy muszą schodzić do piwnic, żeby sobie pograć. Jedni grają dla przyjemności, ale inni później żetony rozliczają w gotówce. Muszą się kryć, bo jak wpadną mogą mieć poważne konsekwencje.
Bo to gra bandziorów? Komuś się wydawało, że wynik gry może być zmanipulowany, że gracze mogą się dogadać. Znamy takie sztuczki i nie wydamy zaświadczenia o wygranej. Krupier prowadzi grę i ją nadzoruje. Przecież poker to dyscyplina sportowa.
A z notatkami, książką "Rachunek prawdopodobieństwa" można przyjść? Nie. Klienci mają specjalne bloczki do prowadzenia notatek. Nie wolno przynosić laptopów, kalkulatorów itp.
A wróżkę? Przełknęlibyśmy ją, chyba, że będzie miała stuprocentową skuteczność. Wtedy odprowadzimy panią na zaplecze i nam będzie wróżyła [śmiech]. Podpowiadacze mogą być, jeśli nie przeszkadzają w grze.
To teraz mrożące krew historie z kasyna proszę... Kiedyś kulka wyskoczyła z ruletki i wpadła jednej pani za dekolt. Nie było wiadomo, co zrobić. Innym razem rozbiła szklankę.
Przerażające. Wstyd przyjechać rowerem do kasyna? Nie. Nawet zamożni gracze przyjeżdżają na bicyklach. Tylko takich lepszych.
Ile trzeba przegrać, aby człek zrozumiał, że jest pechowcem? Z hazardem trzeba ostrożnie. Jak z debetem na karcie. To ma być rozrywka, a nie walka z samym sobą. Nie wolno za bardzo szaleć. Wysokość przegranej zależy od zasobności portfela. Dla jednego 100 zł będzie stratą, a dla innego 10 tys. to ciągle wydatek na waciki.
A było tak, że żona przyszła po klienta z krzykiem "Władek, natychmiast do domu!"?
Jeśli rodzina odczuwa, że ktoś ma problem z hazardem, może wystąpić o zakaz wstępu. Nawet dla dorosłej osoby. Respektujemy to. Nie zależy nam, aby ktoś stracił oszczędności życia.
Daleko nam do Las Vegas? W Ameryce ludzie mają dobre pensje i emerytury. Stać ich na to, aby przepuścić w weekend kilkaset dolarów. Kasyna z tysiącami automatów i stołów do gry są w hotelach z tysiącami pokoi.
Krupierka musi być ładna, żeby rozpraszać klientów? Widzi pan, jak jesteśmy ubrane. Pod muszką, żadnego dekoltu. Klasycznie. Co innego w Las Vegas. [śmiech]
A jak szef każe ubrać bikini? Raczej nie ubiorę [śmiech].