Obrazoburstwo! Wymysł podłych, bezdusznych cyników. Na szczęście pazury obrońców legendy zdarły haniebny baner brutalnie gwałcący uczucia Polaków. I zedrą też inne, jeśli tylko dotkną świętości.
Wstęp zaczerpnąłem z własnej głowy, ale chętnie oddam go w ręce jakiegoś prawicowego paranoika. Mnie jest niepotrzebny, gdyż kwestię Lecha widzę tak: zimny czy ciepły, jest tak samo niedobry.
Nie ten słód, nie ten chmiel, nie ta gorycz.
Wiadomo, najlepsze jest piwo czeskie, i basta. Z rosnącym zainteresowaniem będę jednak śledził dalsze działania bojowników Jego imienia. Choćby dlatego że idąc ich tropem myślenia, Lech Wałęsa obraża pamięć o tragicznie zmarłym - a jak chcą niektórzy zamordowanym - prezydencie samym faktem, że żyje.
Zrobię to też po trosze z prywatnych pobudek, bo mam wujka Lecha. Jakby tego było mało, jego mama a moja babcia miała na imię Maria. Jeszcze bardziej wyjątkowymi czyni nas fakt, że mój wujek wychowywał się na częstochowskim podwórku razem z Janem Pospieszalskim (opowiadał mi zresztą, że Najbardziej Solidarny 2010 chodził po ulicach, trzymając pod pachą cegłę z przywiązanym do niej drutem i udawał, że to radio tranzystorowe, co wiele tłumaczy). Można więc przypuszczać, że wkrótce ogłoszą nas świętą rodziną i zaczną znosić do domu krzyże.
Podłubać będą też musieli w kulturze, bo nawet na pozór prawomyślna legenda o Lechu, Czechu i Rusie musi ulec pewnym modyfikacjom. Przecież już przedszkolaki wiedzieć powinny, że Lech Rusowi zawsze był wilkiem, a nigdy bratem. W rolę Czecha od biedy może się wcielić Jarosław. Poza tym zżera mnie ciekawość, co się stanie, gdy do Krakowa przyjedzie piłkarska drużyna z Poznania i nasza kulturalna publiczność pozdrowi rywali życzliwym "j... Lecha". Zamkną stadion?
W całej tej, dość zabawnej, historii z reklamą na hotelu Forum współczuję jednemu człowiekowi - Jerzemu Bukowskiemu, szefowi Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, który pierwszy alarmował, że Lech absolutnie nie powinien być zimny. Otóż zrobił to już miesiąc temu, ale ogólnopolskiego oburzenia nie wywołał. Baner wisiał i wisiał, czekając, aż telewizję zmobilizują do działania Migalski z Czarneckim, a obecność kamer wywoła ekspiację browaru.
I to jest właśnie ten cały polityczno-medialny syf. Głuchy na człowieka idei (choć mi niebliskiej), a otwarty na klaunów gotowych przechodzić w telewizji przez ucho igielne. Z Bukowskim pewnie nigdy nie będziemy razem ani koni kraść, ani Szarika z anteny zdejmować - wolę, co tu kryć, Charlesa Bukowskiego, kobieciarza, pijaka i pisarza - ale jako autor felietonu, który przeczyta dziesięć osób (wszystkie pozdrawiam), w tym cztery z rodziny, odczuwam z nim silne pokrewieństwo dusz. I nawet jestem skłonny wznieść z tego tytułu niejeden toast. Choćby i bardzo zimnym Lechem.