Pierwsze dwa, trzy lata były ciężkie. Ciągle słyszeliśmy z trybun okrzyki "ile wziąłeś? i "do Wrocławia! ". Teraz już się to trochę ludziom znudziło, przejadło.
Jednak sędzia musi mieć coś z masochisty. Jak nie obrażą go kibice, zrobią to piłkarze, jak nie piłkarze, to działacze, a jak nie oni, to skrytykują go telewizyjni eksperci. Prawda, wszystkim dogodzić się nie da i zawsze ktoś będzie niezadowolony. Taki jest urok tego zawodu. Podejmiesz sto dobrych decyzji i nikt cię za to nie pochwali, a za jedną złą niektórzy są gotowi cię powiesić. Dlatego mocna psychika to podstawa. Trzeba umieć się odciąć, nie reagować na zaczepki.
Uczą was tego na kursach? Tak, mamy zajęcia z psychologiem. Przed meczami pomocne są też specjalne ćwiczenia, które pomagają się zrelaksować i wyciszyć. Przydają się też gry komputerowe.
Strzelanki? Nie, takie na spostrzegawczość, żeby lepiej przygotować się do pracy.
Sędzia kalosz - słychać jeszcze czasem ten staromodny okrzyk czy czasy są zdecydowanie mniej romantyczne? Czasem znajomi tak do mnie krzyczą, ale to ma wtedy życzliwy wydźwięk. Jako obelga to już nie funkcjonuje. A szkoda. Teraz są takie, że jak trybuny krzykną, to uszy więdną.
Sędziemu na boisku też? Nie powinny. Mnie na przykład bluzgi mobilizują, jeszcze bardziej skupiam się na pracy.
Świadomie wybrał Pan zawód, w którym człowiek jest publicznie lżony? Marzyłem, że być piłkarzem, tak jak mój ojciec [Adam Musiał, były piłkarz Wisły i reprezentacji Polski - przyp. red.], ale zdrowie mi na to nie pozwoliło. W liceum zapisałem się na próbę na kurs sędziowski i spodobało mi się. Wcześniej było to hobby, teraz zawód. Pierwszy mecz sędziowałem w wieku 19 lat. Pamiętam jak dziś. TKKF Kliny, klasa C. Trochę byłem przestraszony, więc poprosiłem tatę, żeby ze mną pojechał.
W niższych ligach bywa czasem niebezpiecznie. Z widłami Pana kiedyś gonili? Na szczęście nie. Bywało, że ktoś wpadał do szatni i wygrażał, lecz nic więcej. Ale niektórzy koledzy mieli mniej szczęścia. Zdarzały się pobicia. Często jednak są też zabawne sytuacje.
To najzabawniejszą poproszę. Kilka lat temu, kiedy byłem asystentem w IV lidze, pojechałem na mecz do Trzebini-Sierszy. Spiker przedstawił mnie tak: "Z czerwoną chorągiewką Tomasz Musiał, syn Adama, uczestnika mistrzostw świata w 1974...", itd.
Po meczu, który gospodarze wygrali 2:0, idę do szatni i nagle słyszę, jak ktoś woła: "Musiał! Musiał!". Odwracam się, a tam jakiś jegomość oparty o barierkę patrzy na mnie i mówi: "Twój stary to był gość, a ty to jesteś zwykły ch...".
Walnął go Pan chorągiewką? A skąd. Strasznie się śmiałem. Zresztą do tej pory bawi mnie ta historia.
Z sędziowania można wyżyć? W ekstraklasie - jak najbardziej. Jednak nawet sędziując w niższych ligach, można sobie trochę dorobić. W klasie A płacą sto złotych za mecz, a dwa, trzy można w weekend obskoczyć. To dobra opcja dla studentów.
A w ekstraklasie jakie są stawki? Dokładnie będę w stanie powiedzieć, jak dostanę pierwszy przelew na konto. Ale około 3000 na rękę za mecz. Jak się dobrze sędziuje, to w miesiącu można nawet zaliczyć trzy spotkania. Sezon jest krótki, trzeba odłożyć na kupkę, żeby przeżyć zimę.
Siedzi Pan wtedy i z nudów dmucha w gwizdek w domu? (śmiech) Nie, bo pracuję w firmie sprzedającej panele. I na razie nic się nie zmieni, chyba że zostanę sędzią zawodowym.
Dziś zadebiutuje Pan w ekstraklasie. Trema będzie? Już od kilku dni. Ale dam radę.
Czego obawia się Pan bardziej: cwanych piłkarzy czy tych kilkunastu kamer, które pokażą każdy błąd? Piłkarzy się nie obawiam, a kamer tylko trochę. W czasie meczu nie można myśleć: "O Jezu, popełniłem błąd. Czy to wyjdzie w telewizji?". Wtedy bowiem jesteś ugotowany.
Błędy śnią się po nocach? Raczej nie pozwalają zasnąć. Człowiek przewraca się z boku na bok i pyta sam siebie: "Jak ja mogłem tego nie zauważyć?".
Recepta jest jedna - powtórki wideo. A moim zdaniem one zabiłyby piłkę nożną. To szybka gra, nie potrzeba w niej przerw. Jestem za to zwolennikiem wprowadzenia sędziów bramkowych i instalowania czipów w piłce.
Sędziowie też są kibicami, mają ulubione drużyny? Pewnie, że tak. To jednak w niczym nie przeszkadza. Kiedy sędziujesz, sympatie nie grają roli.
A jak na mistrzostwach Europy sędzia Webb podyktował rzut karny przeciwko Polakom, to się Pan wściekał czy cmokał z podziwem, że angielski kolega takie dobre ma oko? Wściekałem się, i to jak. "Jak on sędziuje?!" - krzyczałem. Potem zobaczyłem całą sytuację na powtórkach i... dalej byłem rozdarty. Głowa mówiła, że karny był, serce, że nie. I głowa, niestety, miała rację.