Do wspólnego wystąpienia klubowych kolegów namówił poseł PiS Arkadiusz Mularczyk z Nowego Sącza.
- Jeśli będziemy cicho, to decyzja o likwidacji Karpackiego Oddziału zapadnie i zostanie podpisana - mówi Mularczyk. - Natomiast, jeśli uruchomimy wszystkie możliwe wpływy, użyjemy wszelkich argumentów, wykażemy bezzasadność tego pomysłu, to na pewno zadrży ręka ministrowi.
List do ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera wystosowali wspólnie posłowie PO Andrzej Czerwiński i Witold Kochan z Gorlic.
W poniedziałek poseł Czerwiński zamierza złożyć sejmową interpelację, a w środę o przyszłości KOSG ma rozmawiać z wiceministrem MSWiA Adamem Rapackim.
Ostateczną decyzję, co do przyszłości KOSG, minister Miller ma podjąć do 15 sierpnia. Tak zapowiedział w czwartek komendant główny Straży Granicznej Leszek Elas w Nowym Sączu. Płk Elas przyjechał na Sądecczyznę, aby przedstawić wnioski z pracy zespołu powołanego do zmiany przyjętej przed rokiem strategii funkcjonowania jednostek SG na południu Polski.
W pierwotnej wersji strategii przewidywano do likwidacji oddział Straży Granicznej w Raciborzu. Pozostać miały oddziały w Kłodzku i Nowym Sączu. W czwartek płk Elas poinformował na spotkaniach z załogą KOSG, parlamentarzystami i samorządowcami, że jego zespół rekomenduje teraz do likwidacji oddział SG w Nowym Sączu. Wniosek z taką rekomendacją komendanta trafił już do MSWiA.
Według płk. Elasa, rozwiązanie oddziału spowoduje redukcję ok. 150 z 240 cywilnych etatów w KOSG. Zwolnienia mają ominąć mundurowych funkcjonariuszy. Część otrzyma propozycję przeniesienia się do Raciborza, Krakowa, Tarnowa bądź nad wschodnią granicę. Argumentów za taką decyzją padło niewiele z ust komendanta Elasa.
- To nie był konkurs piękności komend - odpierał krytyczne głosy. Przekonywał, że na Dolnym Śląsku i w aglomeracji śląskiej dzieje się więcej niż w południowo-wschodniej Polsce. Na pytania o ekonomiczne uzasadnienie, porównanie kosztów społecznych, jakie niesie ze sobą likwidacja oddziału w Sączu i Raciborzu, odpowiedź nie padła.
Pracownicy i funkcjonariusze KOSG oraz parlamentarzyści i samorządowcy po spotkaniu z komendantem mówili o rozczarowaniu jego słowami. - Nie padły żadne merytoryczne argumenty - podsumował Jarosław Strojny ze Związku Zawodowego Pracowników Cywilnych MSWiA w KOSG. - To jest ewidentnie polityczna decyzja.
Na dowód tego twierdzenia związkowcy pokazali protokół z prac zespołu powołanego przez komendanta SG. Jak wynika z jego zapisów, członkowie zespołu już na pierwszym posiedzeniu przeprowadzili głosowanie i opowiedzieli się za likwidacją KOSG.
- Kolejne tygodnie pracy były tylko szukaniem wytłumaczenia dla decyzji, która zapadła o wiele wcześniej - dodał Jarosław Strojny. Mocnych słów nie szczędzili posłowie i samorządowcy, którzy po kilkudziesięciu minutach burzliwych rozmów z komendantem Elasem ostentacyjnie opuścili salę.
- Zapamiętałem jeden argument, który był chyba żartem - mówił po wyjściu ze spotkania poseł Czerwiński. - Pan komendant powiedział, że oddział ma być zlikwidowany, bo w naszym turystycznym terenie funkcjonariusze straszą turystów.
- Tu nie było żadnej rozmowy, tylko siłowa obrona koncepcji, której nie da się obronić - wtórował wicemarszałek małopolski Leszek Zegzda. - Pan komendant najwyraźniej mieszał się w tym, co mówił - ocenia poseł Kochan z Gorlic. - Było to żenujące widowisko.
Najmocniej czwartkowe spotkanie skomentował prezydent Nowego Sącza Ryszard Nowak, który jako pierwszy wstał i wyszedł z sali. - Po tym, co usłyszeliśmy, jestem przekonany, że decyzja o likwidacji karpackiego oddziału zapaść nie może - powiedział prezydent Nowak. - Jeśli stanie się inaczej, to będzie wielka kompromitacja i skandal, jakiego świat nie widział!
Jeszcze w trakcie spotkania senator PiS Stanisław Kogut zapytał wprost płk. Elasa o powiązania rodzinne pomiędzy jednym z zastępców komendanta głównego SG a osobami z dowództwa oddziału SG w Raciborzu.
- Niech pan w końcu odpowie wprost na to pytanie! - domagał się stanowczo senator Kogut. W odpowiedzi komendant Elas przyznał, że takie powiązania istnieją. Na konferencji prasowej wyjaśnił, nie podając przy tym nazwisk, że siostra jednego z jego zastępców i jej mąż rzeczywiście pracują w Śląskim Oddziale Straży Granicznej.
- Nie miało to jednak żadnego wpływu na prace zespołu i decyzje, które podjąłem - przekonywał płk Leszek Elas.