Dlaczego dziewczyny nie mogą grać w piłkę razem z chłopakami? Przecież to niesprawiedliwe - zastrzeliła mnie pytaniem córka (lat sześć i pół), mimo że wcale nie dałem jej na imię Kazimiera. Wzrok małej feministki wyczekującej odpowiedzi wwiercał się we mnie tak niepokojąco, że zwyczajnie wymiękłem i żadne sensowne wyjaśnienie nie przyszło mi do głowy. Kurczę, przecież to rzeczywiście jest niesprawiedliwe!
Już niedługo jednak ta niebywała ułomność najpopularniejszej rozrywki na świecie zostanie zlikwidowana. Prorokuję: nie miną trzy dekady, a kobiety wedrą się na ostatni, najpilniej strzeżony mizoginiczny bastion i po boisku, czy to na mundialu, czy w polskiej lidze będą biegać ramię w ramię z facetami.
Wierzyć na słowo nie musicie, ale takie rozwiązanie jest nieuniknione. Ten na wskroś męski świat, w którym dziś kobieta może pełnić wyłącznie rolę maskotki trzęsącej biustem na trybunach, nie będzie bez końca ignorował coraz lepiej kopiących futbolówkę niewiast. Z przymrużeniem oka przestano je traktować już dawno, powoli zbliża się termin ostatecznego przewrotu.
Wbrew obawom nie będzie on robiony na siłę. Już teraz niejedna piłkarka dałaby sobie radę w rywalizacji z mężczyznami. Ba, w Polsce niektóre z nich - jak na przykład najlepsza zawodniczka świata Brazylijka Marta - byłyby prawdziwymi gwiazdami, których umiejętności wywoływałyby na policzkach Pawła Brożka rumieniec wstydu. Byłyby też od niego po trzykroć ładniejsze, co z punktu widzenia promocji dyscypliny może mieć znaczenie kluczowe w podjęciu decyzji o wprowadzeniu systemu piłkarskiej koedukacji.
Precedensy już próbowano stworzyć. Kilka lat temu włoska Perugia chciała zatrudnić dwie Szwedki i Niemkę. Okoniem stanęła jednak wtedy FIFA, ale znając wielką miłość zarządców Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej do mnożenia pieniędzy, z czasem zmienią zdanie. Bo kobiety na boisku to gigantyczne zyski od nowych reklamodawców.
Tylko czy dziewczyny dadzą radę - zapytacie. Czy sfaulują, skoczą do główki, przepchną się w tłoku. Że co, że słaba płeć? Kochani, wyrzućcie to pojęcie ze swojej szafy ze stereotypami. Trochę się zmieniło od czasów Władysława Jagiełły. Macie w zasięgu wzroku kogoś, kto położyłby na rękę Agatę Wróbel? Dziewczyna-ciężarowiec - czyli jakby nie kombinować ciężarówka - w swoich najlepszych latach podrzucała nad głowę 150 kilo. A może znacie osobiście faceta, który rozłożyłby na łopatki dżudoczkę Urszulę Sadkowską (193 cm)? Ja nie znam. Z moich znajomych każdego w pięć sekund wcisnęłaby w rękaw swojego kimona. Mam wymieniać dalej?
Tak, dziewczyny podołają. Nawet tematów do rozmów z kolegami im nie zabraknie. Współcześni piłkarze u fryzjerów i w salonach kosmetycznych spędzają o wiele więcej czasu niż ich żony, kochanki i narzeczone.
Skądinąd jednak frapujące jest, że futbol to front feministycznej walki opustoszały. Nie słychać, by Szczuka, Środa i Gretkowska domagały się parytetów w piłkarskiej szatni. To prawda, że nie miałyby one najmniejszego sensu - w sporcie musi być stosowane kryterium sprawności, a nie układu chromosomów - ale nie o sens wszak chodzi, a o symbol niszczenia nierówności. I co? I nic. Cisza. Sprawiedliwości domagają się tylko małe dziewczynki. Co ciekawe, moja córka nawet nie chce być piłkarką. Woli zostać gitarzystką rockową. Moja krew!