Poseł Arkadiusz Litwiński (PO) z Sejmowej Komisji Infrastruktury, która ma zaopiniować wniosek o podwyżkę opłaty egzaminacyjnej, nie owija w bawełnę: - Podwyżki będą nieuniknione. Ani państwo, ani samorząd nie będą dopłacać do ośrodków ruchu drogowego. Będziemy analizować koszty funkcjonowania ośrodków, ale już dziś wydaje się, że ceny egzaminów wzrosną.
Dyrektorzy WORD narzekają, że z miesiąca na miesiąc maleje liczba kursantów i ośrodki przestają przynosić zyski.
W regionie łódzkim szefowie WORD przekazali już swój postulat marszałkowi województwa Włodzimierzowi Fisiakowi, który przedstawi go na konwencie marszałków. Stamtąd trafi do Ministerstwa Infrastruktury. Jeśli ministerstwo zaakceptuje postulat WORD, opłaty za egzamin wzrosną o 40 zł, i to prawdopodobnie już od jesieni. - Ostatnia podwyżka była w styczniu 2006 r. Wtedy na przykład paliwo kosztowało ok. 3 zł. A my, tak jak każda inna firma, musimy na siebie zarabiać - mówi Łukasz Kucharski, p.o. dyrektor WORD w Łodzi. - W ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku przeegzaminowaliśmy 13 tys. osób - to o 7 tys. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Musimy podnieść ceny, żeby wyjść na swoje - wtóruje mu Henryk Waluda, dyrektor WORD w Sieradzu.
Dyrektorzy ośrodków nie obawiają się, że podwyżka opłat za egzamin odstraszy potencjalnych chętnych, bo na prawo jazdy zapotrzebowanie będzie zawsze. Kursanci są zbulwersowani. - Ceny benzyny nie są żadnym argumentem. Rok temu skrócono czas zdawania egzaminu z 40 do zaledwie 25 min, więc auta spalają mniej paliwa - mówi Maciej Kamiński, kandydat na kierowcę.
Pocieszeniem jest fakt, że właściciele szkół jazdy nie podniosą cen za kurs. - Z pewnością tego nie zrobimy, ponieważ kursanci wybiorą tańszą konkurencję - mówi Paweł Krajewski, właściciel szkoły jazdy Extreme w Łodzi.