Pcham ci ja wózek z pacholęciem dwie niedziele wstecz, a tutaj zza zakrętu, hyc, wyskakuje mały chłopiec cały w bieli z orszakiem. Ani chybi sunący do Pierwszej Komunii. Wzruszenie odebrało mi mowę. Chociaż nie, to nie było wzruszenie. To był najprawdziwszy szok.
Japę rozdziawiłem szeroko, bo dziecię waliło do kościoła w stroju członka Ku-Klux-Klanu. Jak babcię kocham. Bieluchna szata opadała do ziemi, górę domykał kaptur wykończony w szpic. Tylko dziur na oczy brakowało, ale nawet bez nich można by w tym stroju podpalać krzyże i wieszać Murzynów w Teksasie.
Trwałem tak w zadziwieniu dłuższą chwilę, dumając nad tym, kto trzyma kontrolę nad komunijną modą. Uznałem, pewnie nie bez racji, że nikt. Każdy robi sobie a muzom. Zresztą nie tylko na tym polu. Bo cała komunia to tylko gra pozorów.
Nie dlatego jednak, że dorośli w owczym pędzie za wszelką cenę chcą zrobić z niej wiejskie wesele. Nie dlatego, że wynajmują dla dzieci limuzyny, zamawiają wielopiętrowe torty, organizują huczne przyjęcia.
Nie dlatego, że gubią sens. To tylko skutek. Skutek karkołomnego założenia, że dziewięcioletnie dziecko jest gotowe na - jak to się ładnie ujmuje - wielkie przeżycie duchowe. Zapewniam was, że nie jest. To bujda na resorach.
Bóg, wiara są dla dzieci abstraktem, bajką. Z ich punktu widzenia nie ma większej różnicy między Pierwszą Komunią a pasowaniem na przyjaciela Kubusia Puchatka. Byleby były prezenty i fajna uroczystość. Tak naprawdę rangę wydarzeniu nadają emocje rodziców.
W moim przypadku "wielkie przeżycie duchowe" oznaczało jeden z najweselszych tygodni w życiu. Tak żeśmy to wszystko głęboko przeżywali, że jak zaczęliśmy się śmiać w pierwszy dzień prób, to nie mogliśmy przestać do samego końca. Obrazki jak z "Mikołajka". Mam na to nawet dowód uchwycony na zdjęciu. Gdy w decydującym momencie klęczę przed proboszczem, chichoczę jak opętany. Reszta chłopaków też. Jeden dziś jest sędzią wojewódzkim. A reszta? Nie wiem. Może są satanistami. A może księżmi? Pamiętam za to, że ani przed, ani po Komunii nie rozmawialiśmy zbyt wiele o Chrystusie. Prawdę mówiąc w ogóle o nim nie rozmawialiśmy. Na tapecie były elektroniczne zegarki, które od rodziców dostali prawie wszyscy. Ja nie dostałem, więc łzy ocierałem ukradkiem radzieckim aparatem fotograficznym Smiena i dziesięcioma dolarami, które sprezentował mi dziadek. Na początku lat 80. to była kupa szmalu.
Dziś niektórzy grzmią, że Komunia się komercjalizuje. Jasne, że limuzyny wywołują uśmiech politowania, ale w gruncie rzeczy od kilku dekad niewiele się zmieniło. Może zamiast rosołu jest zupa z krabów, a zamiast Smieny najnowsza cyfrówka Nikona, ale mechanizm jest identyczny. Kościół nie przeciwstawia mu się zbyt ostentacyjnie i z punktu widzenia swojego PR czyni słusznie. Komunia bez wypasu mogłaby wszak skutecznie zniechęcić młodych wiernych, czyż nie?
Kiedy więc pytacie, co zostaje dzieciom z wielkiego przeżycia duchowego Pierwszej Komunii, odpowiadam: Playstation.