Gazeta Krakowska » Magazyn Rodzinny » Trochę w życiu poszaleliśmy i teraz nas kręci święty spokój

Trochę w życiu poszaleliśmy i teraz nas kręci święty spokój

Data dodania: 2010-05-31 12:36:19 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-05-31 12:36:19

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Trochę w życiu poszaleliśmy i teraz nas kręci święty spokój

Anna i Darek są razem 19 lat, ślub wzięli 17 lat temu - w 1993 r. - w Krakowie (© Adam Wojnar)

Anna i Dariusz Gnatowscy z centrum Krakowa przenieśli się pod miasto. Na wsi mniej odczuwają skutki popularności niż w mieście. Wszyscy już się przyzwyczaili, że tam mieszkają. Trochę martwili się, że znajomi nie będą ich odwiedzać, bo daleko, ale nic bardziej mylnego. Zjeżdżają się na grilla przez cale lato - pisze Barbara Sobańska

Darka często utożsamiają z Panem Boczkiem. Jedenaście lat na ekranie popularnego serialu komediowego robi swoje. Dziś nawet kupowaliśmy kwiatki i sprzedawczyni rzuciła mężowi taki oto komplement: "Pan w rzeczywistości to dużo lepiej wygląda niż w telewizji!".

Aktorstwo to bardzo trudny zawód. Chyba jeden z najtrudniejszych. Życie jest zupełnie zwariowane. Darek czasem pracuje 24 godziny na dobę, a czasem ma wolny tydzień.
∨ Czytaj dalej
Trudno cokolwiek zaplanować. Choć oczywiście jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Wiedziałam z kim się wiążę, żyjemy tak od lat. Nie mamy syndromu stewardesy: gdy mąż wraca do domu po dłuższej nieobecności, nie przeszkadza mi, nie wadzi. Wręcz przeciwnie!

W domu nie ma go dosyć często. Gra w teatrze, w serialu, w kabarecie. I jeździ po całej Polsce. Czasem na półtoragodzinny występ jedzie pół doby albo dłużej. W domu Darek nie ma "okresów ochronnych", np. przed premierą. Pewnie dlatego, że się wówczas nie widzimy. Gdy Darek wychodzi na próbę o 10, to mnie i córki już nie ma. Gdy wraca o 23 - już śpimy.

Córka nie narzeka na popularność ojca. Nie wykazuje ciągot w kierunku aktorstwa, co go bardzo cieszy. Zna ten zawód od podszewki i nie jest to łatwy kawałek chleba. Julka interesuje się fotografią i literaturą. Darek też uwielbia czytać. Doskonale gotuje. Nigdy nie porwałabym się na przygotowanie dania, które on świetnie przyrządza. W kuchni walczy z nudą, ciągle pichci coś nowego. Często serwuje nam "danie na życzenie" - moje albo córki. Ostatnio jedliśmy makaron z kurczakiem i ze szpinakiem. Palce lizać. Tylko że z Darka to taki "weekendowy" kucharz, bo w tygodniu zwykle jemy na mieście.
Wakacje najchętniej spędzamy w domu, w ogrodzie. Pielęgnuję sobie kwiaty, które wtedy kwitną. Latem robię dżemy, a Darek nalewki. Zamyka w butelkach smak lata. Utrwala nastroje. Potem zimą spogląda na butelkę i mówi, że widzi wiśnię, która wisiała w naszym ogrodzie.

Urlopy wolimy brać wiosną, gdy ogródek jeszcze śpi. Córka ma 15 lat i jeszcze chce jeździć z nami na wakacje. Czasem wybieramy się nad ciepłe morze, czasem zwiedzamy polskie miasta. Improwizujemy. Zresztą to w stylu Darka. Jest wesoły, wybuchowy, niecierpliwy, inteligentny, bardzo błyskotliwy.
Domową księgową jestem ja, ale wszystkie rachunki płacę przez internet. Rzadko kiedy mamy gotówkę, posługujemy się kartami płatniczymi. A to na wsi bywa kłopotliwe. Zdarzyło się na przykład, że przyszli kolędnicy, a my nie mieliśmy w domu ani grosza. Korzystamy z dobrodziejstw nowoczesności, ale świetnie czujemy się pod Krakowem. Julkę za to ciągnie do miasta.

Dariusz Gnatowski
Aktor filmowy, teatralny i dubbingowy. Absolwent
PWST w Krakowie (1985). Zadebiutował jako Pyzo w "Ferdydurke" według Gombrowicza w reżyserii Macieja Wojtyszki. Na małym ekranie pojawił się w pierwszym odcinku serialu "Carmen" (1988) jako członek sekty kosturowców. Rozgłos przyniosła mu rola Arnolda Boczka, sąsiada Kiepskich w serialu "Świat według Kiepskich" (1999-2002). Dziś występuje w Teatrze STU w Krakowie i w kabarecie. Jest współautorem promującej zdrowy styl życia książki "Dieta bez wyrzeczeń".

Poznaliśmy się w galerii Teatru STU na ul. Brackiej na jakimś wernisażu. Żona miała charakterystyczne buty z blaszkami. Śmialiśmy się z tych blaszek i tak to poszło... od rzemyczka do kamyczka... u szyi. No, ale powiedzmy wprost: zaczęło się od butów.

Zamieszkaliśmy razem jeszcze przed ślubem - w malutkim mieszkaniu na Krupniczej. Wszyscy mieli do nas blisko, więc znajomi przychodzili o rozmaitych, czasem bardzo abstrakcyjnych, porach. Mieszkaliśmy na parterze od strony ulicy, więc studenci, gdy wracali z imprez na miasteczko studenckie, przechodzili obok naszego mieszkania. Naprzeciw z kolei był Dom Literatów. Towarzystwo doborowe.

Potem przez lata całe mieszkaliśmy na Kazimierzu - w Domu Aktora na ul. Józefa. I tam ekipa była ciekawa. Prowadziliśmy bujne życie towarzyskie. Robiliśmy sobie kino domowe, urządzaliśmy wspólne sylwestry. Nie można się tam było nudzić. Ciągle coś się działo. W czasie, gdy tam mieszkaliśmy, urodziło się chyba z piętnaścioro dzieci, w tym nasze. Trochę to wpływało na częstotliwość imprez. Ale miało i swoje plusy. W razie czego dziecko można było komuś na godzinę czy dwie podrzucić. Większość bawiła się w piaskownicy na środku dziedzińca. Koledzy i sąsiedzi byli świetni, ale warunki mieszkaniowe fatalne: pokój ze ślepą kuchnią, 30 metrów kwadratowych.

Dziś mieszkamy pod Krakowem. Obawialiśmy się trochę, że to daleko i nikt nas nie będzie odwiedzał. Nic podobnego! Gdy się tylko przeprowadziliśmy, przez cały rok co sobotę była parapetówka. Mamy duży ogród z tarasem, więc imprezowaliśmy na świeżym powietrzu. Żona jest fascynatką ogrodu. Ja zdecydowanie wolę w nim odpoczywać niż pracować.

Na wsi mniej odczuwamy skutki popularności niż w mieście. Wszyscy już się przyzwyczaili, że tam mieszkamy. Choć bywają śmieszne sytuacje. Pewnego razu w ogródku słyszałem rozmowę:
- "A tu mieszka Boczek".
- "Taaak? Tu mieszka Boczek? ".
- "No przecież gdzieś musi mieszkać".
Pewnie facet sądził, że mieszkam na Ćwiartki 3/4 we Wrocławiu.

Żona fajna jest. Bardzo ładna, sympatyczna. Gdy się czymś pasjonuje, to do końca. Ze mnie to raczej słomiany ogień. Ania jest świetną matką i żoną, bez zarzutu prowadzi nasz rodzinny interes. Oboje jesteśmy optymistami. Choć Ania jest bardziej stonowana. Wariackie impulsy wychodzą raczej ode mnie.
Przyznam jednak, że troszkę już w życiu poszaleliśmy i teraz najbardziej nas kręci święty spokój.

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

szkolenie z uwodzenia

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bajjaderka (gość), 01.10.11, 16:15:22

Jeśli bylibyście zainteresowani szkoleniami z uwodzenia mogę wam polecić świetną szkołę, z której oferty sama skorzystałam mianowicie Wyższą Szkołę Uwodzenia, Wywierania Wpływu i Rozwoju Wewnętrznego (www.wyzszaszkolauwodzenia.pl.) ich oferta jest przeznaczona dla kobiet i mężczyzn w różnym wieku, prowadzą szkolenia profesjonalnie i efektywnie. Ja dzięki nim stałam się kobietą przebojową i otwartą, dla której nawiązanie kontaktu z mężczyzną nie jest żadną trudnością :) mają oni wysokie oceny w testach branżowych są więc sprawdzeni :)

odpowiedzi (0)

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

M (gość), 19.01.11, 23:11:53

za dużo danych jest w tym wywiadzie - powinni być bardziej skryci dla swojego dobra.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", czwartek 24.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Gdyby Warszawa nie była stolicą, to które miasto powinno nią być?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.