Drużyna hokeistów Comarchu-Cracovii rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu, ale niestety to jedyna dobra informacja z obozu wicemistrzów Polski.
Trenowało bowiem tylko ośmiu hokeistów z podstawowego składu zespołu z poprzedniego sezonu. Do tego kilku bardzo młodych graczy z drużyny rezerwowej, ale przy całym szacunku dla ich umiejętności i talentu, nie będą oni wzmocnieniem pierwszego zespołu. Kadrowicze mają bowiem dodatkowe dwa tygodnie wolnego.
Pytanie jednak, czy wszyscy z nich zagrają w Cracovii? Wydaje się, że brak wzmocnień drużyny przed ostatnim play-off był czytelnym sygnałem, że potęga finansowa hokejowych "Pasów" ma się ku końcowi.
Na razie zespół tylko traci zawodników. Do tych, którzy odeszli, mogą w najbliższych dniach dołączyć Marek Rączka i Filip Drzewiecki. Natomiast Grzegorz Pasiut, po długich negocjacjach, podpisał wczoraj roczny kontrakt.
Wspomniana dwójka nie chce bynajmniej znacznie wyższych kontraktów niż poprzednie umowy. A jeśli klub nie może z tym duetem dojść do porozumienia, to jak można myśleć o zaangażowaniu przykładowo Malasińskiego, Dziubińskiego czy Kotlorza? Hokeistów młodych, ale już podstawowych reprezentantów kraju.
O obcokrajowcach nadal cicho. Menedżer Kanadyjczyków polskiego pochodzenia grających w ligach uniwersyteckich zaczął rozmawiać z KH Sanok, którego oferta jest konkretna finansowo. Wszystkie pozostałe kluby PLH zbroją się. Może nie na potęgę, ale większość z nich może uznać, że ma już w 90 procentach skompletowaną kadrę na przyszły sezon. W poprzednich latach można to było zawsze powiedzieć w pierwszej kolejności o Cracovii. I to jest też kolejny czytelny sygnał.