Małgorzata Iskra
2010-03-11 13:19:11, aktualizacja: 2010-03-11 20:08:37
W niebie spotka nas totalne szczęście, widzenie Boga i wszystkich bliskich - opowiadał mi pogodnie, być może w przeczuciu rychłego przeniesienia się do tego lepszego świata, ojciec Joachim Badeni. I oto wczoraj 98-letni dominikanin, który swoim życiem "w cywilu" i w zakonie zapewne zasłużył na niebo, zmarł w swoim klasztorze w Krakowie.
Ojciec Joachim podkreślał, że istnienie nieba jest wyłącznie kwestią wiary, ale można je sobie wymodlić. Jako człowiek z poczuciem humoru przekonywał do tego młodszych współbraci, kusząc ich… dostatkiem coca-coli w niebie. On i wierzył, i modlił się.
Urodził się w 1912 roku jako Kazimierz hr. Badeni, syn polskiego dyplomaty i szwedzkiej arystokratki, wnuk byłego premiera Austro-Węgier, po którym otrzymał imię. Ukończył studia prawnicze, a w czasie II wojny światowej walczył jako żołnierz pod Narwikiem, a także we Francji i w Maroku. Pod wpływem kontaktów z ojcem Józefem Marią Bocheńskim wstąpił w Anglii do zakonu dominikanów, przyjmując imię Joachim.
- Wstąpiłem do zakonu, bo chciałem zobaczyć Boga. I wiem, że widzenie niewidzialnego jest możliwe. Żeby do tego dojść, trzeba jednak dużo cierpienia i oczyszczenia - wyznawał.
Przebywając w krakowskim klasztorze, stał się współtwórcą duszpasterstwa akademickiego "Beczka". Lat ojcu Badeniemu przybywało, ale wciąż pozostawał młody duchem - stąd jego doskonałe relacje z młodzieżą i chęć dzielenia się przemyśleniami lapidarnymi w formie, aczkolwiek niezwykle celnymi.
Trudno zapomnieć filigranową postać ojca Joachima, który na spotkanie w rozmównicy wyłaniał się z przepastnych korytarzy klasztoru Ojców Dominikanów. Szedł długo, powoli wspinał się po kilku stopniach schodów. Jego twarz przez cały ten czas emanowała dobrocią i wyrozumiałością. Zwykł mówić, że bez miłości do Boga i ludzi nie ma mowy o prawdziwej wierze.
Fenomen ojca Joachima polegał też na tym, że jako osoba w podeszłym wieku zajął się pisaniem książek. Imponował nie tylko wiedzą i doskonałą pamięcią, ale także rozległością zainteresowań i znakomitym piórem. Na pewno "Kobieta boska tajemnica", "… żywot wieczny Amen" czy książka pod wymownym tytułem "Śmierć? Każdemu polecam" pomagać będą kolejnym pokoleniom w zrozumieniu boskich planów.
Ojciec Joachim Badeni zmarł w przekonaniu, że nuda w bliskości Boga jest niemożliwa.
- Miałem widzenie pierwszego raju jako ogrodu, w którym panują pokój, radość, piękno i gdzie obecny jest Bóg. Nie było tam żadnego zła - opowiadał. Czy jednak raj, po grzechu pierworodnym, nadal takim może się jawić? W każdym razie, zdaniem ojca Joachima, wszyscy po zmartwychwstaniu będziemy mieli szansę na drugie, lepsze życie. Jednak nic za darmo. Dlatego tu i teraz musimy sobie, jak zmarły wczoraj dominikanin, na to zasłużyć.
Odszedł duchowny-mędrzec. Żadne słowo o stracie tego wyjątkowego człowieka nie odda żalu, w jakim zostawił współbraci, przyjaciół i znajomych.