Chodzi nam o to, żeby nie było więcej takich sytuacji, że osoby stojące nad kimś pociągają za sznurki. Myślę, że przyjdzie czas, kiedy to wyjdzie na jaw - mówi Danuta Olewnik-Cieplińska, w rozmowie z Barbarą Stefańską.
To już pewne - badania DNA wykazały, że zwłoki należą do Krzysztofa. To koniec nadziei czy może ulga, że skończył się czas niepewności?
Z tą ulgą nie przesadzałabym, gdyż jest to najgorsza informacja, jaką otrzymaliśmy od lat. Dotąd jeszcze istniała iskierka nadziei, że to nie jest Krzysztof. Teraz jej nie ma. Trzeba się z tym pogodzić.
Teraz najważniejsze, aby wyjaśnić do końca sprawę zabójstwa?
Oczywiście, że tak.
Nic nas nie powstrzyma, nie poddamy się na pewno. Mój brat dwa lata walczył o uwolnienie, a my możemy całe życie spędzić na dowodzeniu, sprawdzeniu, co się naprawdę wydarzyło i kto za tym stoi. Tym bardziej że z nowych informacji wynika, że porwanie i morderstwo mogły wyglądać inaczej, niż mówiono.
Czego oczekują Państwo od wymiaru sprawiedliwości i instytucji państwa: prawdy, przeprosin?
My już nigdy nie będziemy mieli satysfakcji. Jesteśmy przegrani. Nie udało się. I nie chcemy zemsty. Teraz walczymy już tylko o prawdę.
Morderstwo Pani brata to symbol nieprawidłowości funkcjonowania instytucji państwowych i powiązania świata przestępczego z władzą.
Tak, ta konkretna sytuacja zdarzyła się nam. Ale kto ma pewność, że za rok, trzy, pięć, dziesięć lat nie będzie podobnych przypadków? I kolejna rodzina będzie musiała przechodzić to co my, jeśli teraz nie wyciągniemy konsekwencji. Chodzi nam o to, żeby nie było więcej takich sytuacji, że osoby stojące nad kimś pociągają za sznurki. Myślę, że przyjdzie czas, kiedy to wyjdzie na jaw. Nie ma morderstw doskonałych.
Pani rodzina widzi szansę, że winni zostaną osądzeni i okoliczności śmierci wyjaśnione?
Wierzymy, że tak, i dlatego mamy tyle siły. W innym wypadku nie marnowalibyśmy czasu. Ale trzeba zapytać, czy prokuratorzy i komisja będą mieli na tyle wytrwałości.
Nastąpiło jednak przyśpieszenie działań: wznowiono śledztwo w sprawie samobójstwa Franiewskiego - szefa zabójców Krzysztofa.
To bardzo dobra decyzja i podjęta przez prokuratora generalnego, co też dobrze wróży. W sprawie samobójstwa pozostało mnóstwo znaków zapytania i niejasności. Śledztwo zostało umorzone, ponieważ znaleziono ciało i prokuratorzy uznali, że reszta jest nieistotna. Ale jest bardzo ważne: kto, dlaczego, z kim, po co.
Powtórna ekshumacja, wznowienie śledztwa, nowe dowody odbudowują nadszarpnięte zaufanie do państwa polskiego?
Obecne okoliczności wydają się nam sprzyjać. Nowy prokurator generalny Grzegorz Seremet wie, jak należy postępować. A minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski nie chowa głowy w piasek. Widać, że chciałby wyjaśnić sprawę. Poza tym prokuratura i komisja działają obecnie w pełnej symbiozie. Praca prokuratury i policjantów jest wzorcowa.
Czujecie się w dalszym ciągu zastraszeni? Zdarzyło się już tajemnicze włamanie do Pani domu. Boi się Pani kolejnych nacisków, może pogróżek?
Liczę się z tym. Ale już przez 9 lat żyję w takiej matni, szczególnie w tym czasie, kiedy jeździłam sama z okupem. W nocy na cmentarz. Teraz założyłam "pancerz żółwia", przetrwam atak bomby nuklearnej. Przez 9 lat nie było dnia, w którym nie wspominamy o Krzysztofie, czy o sprawie. Ostatnio mój 3-letni syn oglądał wyścigi samochodowe w telewizji i mówi: "Patrz, to Krzysztof". Nie poznał go nawet, ale tyle słyszał, że Krzysztof lubił szybko jeździć samochodem i od razu mu się skojarzyło.