Maciuś Waląg ma 2,5 roku i jest podopiecznym stowarzyszenia. Na zdjęciu z Dorotą Niedźwiecką (© Halina Gajda)
Halina Gajda
2010-03-09 11:20:36, aktualizacja: 2010-03-09 11:20:36
O Stowarzyszeniu na Rzecz Sprawności Dzieci i Młodzieży pisaliśmy już wielokrotnie. Grupa ludzi dobrej woli i rodziców, którzy nie skarżą się na los dlatego że obdarzył ich niepełnosprawnymi dziećmi, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i nieco ponad rok temu założyła stowarzyszenie. Wciąż jednak nie może znaleźć miejsca na swoją siedzibę.
Plany mają ambitne, ale nie niemożliwe do zrealizowania. Chcą wybudować ośrodek, w którym niepełnosprawne dzieci mogłyby otrzymać kompleksową opiekę rehabilitacyjną. Wymarzyli sobie, że idealnym miejscem do tego byłby Park Miejski, a dokładnie znajdujący się tam i popadający w ruinę budynek jednego z miejscowych klubów sportowych.
Jak twierdzą, z takiej lokalizacji korzyści byłyby obopólne. Dzieci mogłyby nabywać nowych umiejętności w przyjaznym otoczeniu, a miasto pozbyłoby się problemu ze straszącym swoją brzydotą obiektem. Ze swoim pomysłem poszli do władz miasta.
Wydawało się, że wszystko jest na jak najlepszej drodze do realizacji. Pojawił się nawet projekt uchwały, w myśl której Sprawne Smoki otrzymałyby teren w parku. Jednak podczas sesji, uchwała została ściągnięta z porządku obrad. Burmistrz Kazimierz Sterkowicz poinformował bowiem, że jest po rozmowach ze starostą i jest pomysł, żeby stowarzyszeniu przekazać działkę na terenie szpitala.
Tym sposobem do stowarzyszenia trafiło pismo z podpisem burmistrza, w którym powołał się on na decyzję radnych o odmowie przekazania Smokom terenów w parku.
- Byliśmy zdziwieni nie tyle samą odmową przekazania terenu, ile faktem, jak to możliwe, skoro nie było dyskusji nad uchwałą? Zdajemy sobie sprawę, że budowa nowego obiektu wiąże się z pozyskaniem dużych kwot pieniędzy, ale nie możemy występować do żadnej fundacji o pomoc, jeśli nie potrafimy wskazać lokalizacji ośrodka - mówi Dorota Niedźwiecka, prezes stowarzyszenia.
Na zasadzie "na gębę", stowarzyszeniu zaproponowano pomieszczenia po byłej kręgielni w piwnicach krytej pływalni. Inny z pomysłów, z którym wyszedł radny Eugeniusz Liana to budynek po przedszkolu przy placu Dworzysko. Zapomniał chyba jednak, że teren ten został włączony w projekt rewitalizacji miasta, a sam budynek będzie wyburzony.
By ośrodek spełniał swoje zadanie, musi dysponować kilkoma gabinetami lekarskimi do wczesnej interwencji i salą gimnastyczną. Wiele ze schorzeń wymaga bowiem ćwiczeń na podwieszanych przyrządach. Myli się ten, kto myśli, że problem dotyczy niewielkiej grupy dzieci. W minionym roku Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie wysłało zapytanie do ponad 3o zakładów podstawowej opieki zdrowotnej działających w naszym powiecie o liczbę dzieci skierowanych na konsultacje neurologiczne. Na pismo odpowiedziała wprawdzie tylko połowa, ale i tak dane skłaniają do myślenia. Okazało się, że w okresie od lipca do grudnia 2009 roku na takie konsultacje zostało skierowane co najmniej 90 dzieci od zera do siedmiu lat. To wierzchołek góry lodowej, bo do neurologów i rehabilitantów zgłaszają się rodzice z kilkutygodniowymi dziećmi.
Dzisiaj pod opieką stowarzyszenia jest niemal 30 dzieci od trzech miesięcy do 17 lat. Jedne po kilku miesiącach ćwiczeń zaczynają samodzielnie, normalnie funkcjonować, inne będą wymagały stałej opieki przez całe życie. - Usprawnianie dzieci z problemami neurologicznymi - porażeniami, niedowładami, zaburzeniami napięć mięśniowych wymaga współpracy wielu specjalistów różnych dziedzin. W naszym zamierzeniu ośrodek miałby być miejscem, gdzie rodzice mogliby liczyć na pomoc w tym zakresie - przekonuje prezeska.
Smoki nie czekają na przysłowiową mannę z nieba. Stowarzyszenie zwróciło się z prośbą o pomoc do dyrekcji szpitala. Ta poszła im na rękę i za symboliczną opłatą 15 dzieci może dwa razy w tygodniu bezpłatnie korzystać z sali rehabilitacyjnej. Pół godziny na dziecko to wprawdzie niewiele w stosunku do potrzeb, ale zawsze coś. Do stowarzyszenia dołączyła lek. med. Wiesława Warchał, specjalista rehabilitacji.
- Przyjmuje dzieci i zakłada karty chorobowe naszym podopiecznym. Od marca podjęła diagnozowania noworodków i niemowląt metodą Vojty. Metoda ta pozwala już u miesięcznego dziecka wykryć, czy zaburzenia ruchowe są wynikiem uszkodzenia centralnego układu nerwowego, czy też są spowodowane pozycją ułożeniową w łonie matki i są przejściowe. Mogą z tej usługi skorzystać również dzieci niezapisane do stowarzyszenia. Wówczas odpłatność za poradę i diagnozę w całości jest przekazywana na tworzenie ośrodka w Gorlicach - wyjaśnia.
Członkowie stowarzyszenia nie chcą bynajmniej przerzucić ciężaru budowy na samorząd. Proszą tylko o wskazanie miejsca, gdzie mogliby utworzyć ośrodek. Jeśli placówka zacznie funkcjonować, to istnieje wiele programów, choćby z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, które umożliwiają pozyskanie pieniędzy na działalność.
Jeśli lokalne samorządy nie wesprą działań stowarzyszenia, będzie można liczyć tylko na ludzi dobrej woli, którzy pomogą w utworzeniu i organizacji ośrodka dla dzieci.