Od ubiegłego piątku przez tydzień pracownicy Zakładu Maszyn Górniczych w Gorlicach mają przymusowy urlop. Przestój potrwa do końca tego tygodnia i oczywiście związany jest z fatalną sytuacją finansową firmy.
O ile w tym miesiącu jeszcze nikt z grupy 390 osób, które mają być zwolnione, nie otrzymał wypowiedzenia, wiemy, że kierownicy poszczególnych wydziałów rozmawiają z pracownikami, którzy znaleźli się na "czarnej liście".
- Listy zwolnień w ubiegłym tygodniu były weryfikowane przez zarząd. Myślę, że jutro, a najpóźniej w czwartek zarząd przekaże je związkowcom - powiedział nam Marek Bugno, szef Solidarności Glinika. Jak przyznaje, pracownicy, wiedząc o zbliżającym się terminie zwolnień już od kilku dni od rana ustawiają się przed drzwiami siedziby związków działających w Gliniku.
Strach i niepewność ogarnęła wszystkich pracowników ZMG, szczególnie gdy zapadła decyzja o tygodniowym przestoju w pracy. Wydaje się to być niezrozumiałe, bo zakład ma zlecenia do wykonania w określonych terminach, jednak w kasie "górniczego" brakuje już nie tylko na pensje, ale i na materiały do produkcji.
Na razie nie ma też środków na rozpoczęcie realizacji dwóch przetargów dla kopalni Piast i Bobrek. Jeśli nawet uda się pozyskać pieniądze na realizację tych zamówień, to zaangażuje ona jedynie 70 proc. załogi, dlatego zapowiadane zwolnienia są nieuchronne.
To, kiedy w Zakładzie Maszyn Górniczych ruszą prace, zależy od komornika, który ma regulować zobowiązania wobec dostawców. Gdy ci otrzymają gotówkę, pewnie pojawi się szansa na dalszą współpracę, a tym samym dostarczenie materiałów do Glinika.
Dzisiaj wiadomo też, że w Zakładzie Maszyn Górniczych do uregulowania zobowiązań względem pracowników brakuje 750 tys. złotych. To pensje za grudzień i styczeń, nie wspominając o pensjach za luty.