PolskaTimes.pl

Najlepszy program TV w sieci

Serwis powstaje we współpracy z The Times

środa 08 lutego 2012 r. imieniny obchodzą: Piotr, Jan, Hieronim

W cztery oczy o szantach

W cztery oczy o szantach

(© Adam Wojnar)

Gazeta Krakowska Piotr Rąpalski

2010-02-26 16:00:19, aktualizacja: 2010-02-26 16:00:19

Ze śpiewającym żeglarskie pieśni Piotrem Zadrożnym, współorganizatorem festiwalu Shanties 2010 w klubie Rotunda, rozmawia Piotr Rąpalski

Jak grają "Majtki Bosmana"?
Znakomicie. Pyta pan, bo nazwa śmieszy, czy nigdy pan ich nie słyszał?

To i to.
Skojarzenie z częścią garderoby nasuwa się samo, ale przecież majtki to też marynarze. Słyszałem ich. Świetnie grają.

"Ryczące Dwudziestki" to fajne laski?
(śmiech) To zdecydowanie męski zespół. Ale jeśli chodzi o dziewczyny, to zwykle piszczą z zachwytu, gdy ten zespół wychodzi na scenę.
∨ Czytaj dalej
Reklama
Skąd nazwa? Są ryczące czterdziestki i wyjące pięćdziesiątki. To szerokości geograficzne na półkuli południowej, gdzie mocno wieje, fale wysokie i żegluje się trudno. Oni zaczęli grać, gdy mieli po 20 lat.

Dlaczego największy festiwal pieśni żeglarskich znalazł się w Krakowie?
Bo Kraków domaga się dostępu do morza. (śmiech) A tak naprawdę dlatego, że ktoś w tym mieście wpadł kiedyś na dobry pomysł. To, że Krakowowi bliżej do gór niż do morza, tylko wyróżnia naszą imprezę. Festiwal odbywa się w czasie martwego sezonu dla żeglarzy. Pamiętajmy też, że wielu z nich niekoniecznie pochodzi z Łeby czy Gdyni. Żeglarzy mamy wszędzie, na śródlądziu, również w Krakowie. Na festiwalu mogą posłuchać dobrej muzyki i powspominać morskie przygody.

A zaczęło się od grania dla kilkudziesięciu osób. Już w 1981 roku.
Pierwszy raz na Shanties byłem w roku 1986. Grał wtedy krakowski zespół Ognie Świętego Januarego. Czterech panów zaśpiewało a cappella tak, że mi buty pospadały. W roku 1989 pierwszy raz na festiwal przyjechały zespoły z Anglii. Z kraju, gdzie szanty się narodziły. Zrobili ogromną furorę. Narażę się ortodoksom, ale wierzę, że teraz już by takiej nie zrobili. Szanty w Polsce mocno się rozwinęły.

W czymś w końcu dogoniliśmy Zachód?
To nie tak. My nie traktujemy szant tak jak Anglicy. Dla nich to jest folklor, muzyka ludowa. Tak jak dla nas np. muzyka góralska. Angielska szanta dla słowiańskiego ucha brzmi obco i dlatego się podoba.

Jaki będzie temat festiwalu?
Abordaż. Na przykład piraci zauważają wypchany bogactwami statek kupiecki. Kiedy dochodzi do bitwy, wchodzą na jego pokład, być może zabijają załogę. Temat festiwalu sugeruje, o czym pisać piosenki na konkurs premier.

Mieliśmy kiedyś jakiegoś sławnego polskiego pirata?
Raczej kaperów na Bałtyku. Nie atakowali wszystkich, tylko statki wrogich Polsce krajów. Nie mamy w tej materii takich osiągnięć jak inni. "Piratów z Karaibów" z polskich korsarzy nie ukręcimy. (śmiech) Pamiętajmy też, że kiedy wielkie żaglowce przeżywały swój rozkwit, naszej państwowości nie było. Teraz za tym tęsknimy i dlatego szanty królują w Polsce.

O czym są piosenki żeglarskie?
O własnych przeżyciach. Sięga się oczywiście po utwory, które powstały nawet 300 lat temu. Przełożone na język polski opowiadają np. o pracy angielskich wielorybników czy sukcesach brytyjskiej floty. Może nie przystają do polskich realiów, ale to piękne pieśni. Inne piosenki opowiadają o żeglowaniu po Mazurach czy Bałtyku.

Są jakieś tańce pod szanty?
Jest ich trochę. Marynarze na pokładzie tańczyli między sobą, bo ciężko było o kobietę. Na przykład Matelot. W trakcie tańca naśladowano typowe prace wykonywane na statku, np. szorowanie pokładu czy ciągnięcie lin.

Pan żegluje?
(śmiech) Wiem, o czym śpiewam.

To czym się różni grog od rumu?
We flocie brytyjskiej w 1740 roku wprowadzono zwyczaj picia trunku powstającego ze zmieszania rumu z wodą w proporcjach 3 do 1 na niekorzyść rumu. To właśnie grog. Wcześniej marynarzom wydawano czysty rum. Z tych samych powodów, dla których ułanowi przed bitwą dawano kwaterkę wódki. Aby nie czuł strachu, ale mógł utrzymać się w siodle. Praca na żaglowcu byla ciężka i niebezpieczna, a alkohol pomagał i chronił przed chorobami. Powodował jednak problemy z utrzymaniem dyscypliny, z czasem też technologia na statkach stawała się bardziej skomplikowana. Trzeba było większej uwagi. We flocie brytyjskiej wszelki alkohol wycofano dopiero w 1970 roku.

Boli Pana to, że Polska wielkiej floty nie ma, a stocznie padają?
Wolałbym nie mieszać żeglarstwa i polityki. Sprawy marynarki handlowej nie są mi bliżej znane. Niewątpliwie mamy znakomitych marynarzy i kapitanów, którzy służą pod obcymi banderami.

Nie wolno już na festiwalu śpiewać szlagieru "Hiszpańskie dziewczyny"?
(śmiech) Takie hity noszą nazwę PMR. Pieśni Masowego Rażenia. Wszyscy to znają i żadna impreza żeglarska nie może się bez tego obejść. Takich piosenek jest więcej - "Przechyły" czy "Gdzie ta keja". Granie ich na festiwalu jest już lekkim obciachem. Trzeba szukać nowych utworów, które staną sie hitami.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", piątek 03.02.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama