Z posłem PiS Zbigniewem Wassermannem rozmawia Anna Wojciechowska.
Czy był Pan źródłem przecieku?
Odpowiadam pewniej niż premier Tusk: nie.
Dlaczego mamy uwierzyć?
Wystarczy zadać pytanie, komu ten przeciek był potrzebny, komu zależy, żeby prokuratura powiedziała: takiej komisji to my więcej materiałów nie damy? Przecież ten przeciek to dramat dla możliwości ustaleń czynionych przez komisję. Jeżeli prokuratura nam zablokuje billingi, stenogramy, to przesłuchania Sobiesiaka będą taką samą farsą, jaką były przesłuchania Chlebowskiego, Drzewieckiego i Szejnfelda.
Prokuratura celowo wypuściła stenogramy, żeby pokazać, że członkowie komisji są nieodpowiedzialni?
Ja tak nie mogę powiedzieć. Ja tylko mówię, że trzeba zapytać, komu i po co mogło to być potrzebne. I mówię też, że nie widziałem zacięcia u przewodniczącego Sekuły do tego, żeby komisja miała normalny dostęp do dokumentów.
Można równie dobrze uznać, że przeciek jest na rękę Panu, bo materiały obciążają polityków PO.
Też prawdopodobne, trzeba zbadać. Ja pokazuję, że z każdej strony są jakieś przesłanki. A poza tym widzi pani jakieś duże znaczenie tego obciążenie: że ktoś zna się tyle czy tyle lat. To tylko dowód na niewiarygodność osób. Ta wiarygodność nie musiała być tak podważana.
Tyle że tu nie tylko o długość znajomości chodzi, ale głównie o sprawę przecieku.
Prawda. O tym przecieku dokładnie mówił Kamiński i dlatego tak bombardują jego wiarygodność. Centralną postacią ataku wszystkich polityków PO, którzy mieli swobodną wypowiedź, był właśnie Kamiński.
Aż tu Sobiesiak potwierdza wiarygodność Kamińskiego?
Jeżeli Pani chce, to żadnego materiału w komisji już nie przeczytam. Nie będzie powodów do podejrzeń.
Ale ja nie formułuję takich oczekiwań. Takie obietnice to ewentualnie do przewodniczącego.
Nie, ja traktuję z powagą to, co tu robię, a nie pana przewodniczącego. Na poważne traktowanie trzeba sobie zasłużyć. Mówię tylko o absurdalności sytuacji.
I co teraz?
Na pewno złożymy wnioski o powtórne wezwanie Chlebowskiego, Drzewieckiego i Szejnfelda, bo wiedza z materiałów prokuratury daje możliwość zweryfikowania ich twierdzeń i zapytania o istotne dla sprawy okoliczności. I dopiero porównanie tego z tym, co się działo z pracami legislacyjnymi, da odpowiedź na pytanie, dlaczego tak było, że to, na co się umawiali, sprawdziło się w praktyce. Bo się sprawdziło.