- Za tonę węgla płacimy około 520 zł, a musimy jeszcze dokupić co najmniej półtorej tony. Łatwo policzyć, ile ubędzie nam z portfela po tej zimie - dodaje Katarzyna Chełczyńska, córka pani Wandy. O ile na mroźną aurę narzekają kupujący węgiel, o tyle ręce zacierają właściciele składów węglowych. W tym roku zamówień nie brakuje. Klientów napędziły siarczyste mrozy sprzed kilku tygodni.
- Jeszcze dwa tygodnie temu realizowaliśmy indywidualne zamówienia od ręki.
Teraz to się zmieniło. Jeśli ktoś dziś zamówi węgiel, to termin realizacji jest na czwartek - przyznaje Aneta Lipiec ze Składu Węglowego "Bostar" w Krzeszowicach. Podobne jest w innych składach węglowych w rejonie. Na szczęście tam jeszcze węgla nie brakuje, ale zapotrzebowanie jest tak duże, że bywają problemy z szybką dostawą. Ponadto coraz dłużej trzeba czekać na dostawy węgla z kopalń.
Przed "Janiną" w Libiążu kierowcy czekają w ogromnych kolejkach na załadunek. W przypadku tej kopalni niektórzy stoją nawet tydzień, nim uda im się odjechać z węglem. - Od poniedziałku wprowadziliśmy awizację na gruby asortyment. To oznacza, że duże ilości ładujemy tylko tym kierowcom, którzy mają wcześniejsze zamówienia.
Z kolei płacący gotówką mogą kupić maksymalnie 8 ton - mówi jedna z pracownic działu zbytu ZG "Janina" w Libiążu. Jak twierdzi, te ograniczenia powinny doprowadzić do zmniejszenia czasu oczekiwania na załadunek przy kopalni, bo nikt nieplanowany po duży załadunek nie wjedzie.