Gazeta Krakowska » Magazyn Rodzinny » Rodzinne biznesy wracają do łask

Rodzinne biznesy wracają do łask

Data dodania: 2010-01-22 22:36:05 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-01-27 14:02:04

Gazeta Krakowska

Barbara Sobańska

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Rodzinne biznesy wracają do łask

(© Adam Wojnar)

Po wojnie szyldy rodzinnych firm zniknęły z pejzażu polskich miast i miasteczek. Jeśli nieliczne przetrwały, to tylko dzięki determinacji właścicieli przywiązanych do własnego biznesu, którzy uważają, że tę tradycję warto przekazywać następnym pokoleniom. Dziś znów są na topie - pisze Barbara Sobańska

Kasia Bielcówna to czwarte pokolenie fotografów w tej rodzinie. Ma 31 lat, dyplom krakowskiej ASP w kieszeni i sporo sukcesów artystycznych na koncie. Właśnie przeprowadza w rodzinnym zakładzie fotograficznym przy placu Inwalidów 6 małą rewolucję. Razem ze swoją matką, a zarazem wspólniczką. Znamienne, że i ona, Barbara z domu Bielec, przejęła zakład po ojcu w rewolucyjnym momencie. Wtedy gdy wchodziła fotografia kolorowa.
∨ Czytaj dalej


Jednak zakład fotograficzny Bielca do dziś słynie z czarno-białych portretów wykonywanych XIX-wieczną techniką. Aby podobny efekt uzyskać używając aparatu cyfrowego, potrzebny byłby doskonały sprzęt i ogromne umiejętności. Już na pierwszy rzut oka widać, że zdjęcia od Bielca są inne, niepodrabialne. Dlatego zakład ma stałych klientów, którzy tradycję fotografowania się u Bielca też przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. A kolejne pokolenia Bielców uczą się techniki od swoich rodziców i dziadków.

Siła tradycji
Kasia nigdy nie myślała, że będzie prowadzić rodzinny biznes. Ale w pewnym momencie wniknęła weń i uznała, że musi to kontynuować. - Szkoda zaprzepaścić tę tradycję - wyjaśnia Bielcówna. - Czuję się związana z tym zakładem, nie chcę, żeby przepadł.

- Firmy rodzinne, które na kilkadziesiąt lat socjalistycznej gospodarki zniknęły z polskiego rynku, wracają, co więcej, przeżywają swój renesans - mówi Mirosław A. Boruc z Instytutu Marki Polskiej. - Odrabiają stracony czas, gdy na świecie rozwijały się rodzinne marki.

Boruc podkreśla, że bardzo istotne jest przekazywanie interesów, że przedsiębiorczość rozbuchana na moment nic nie znaczy. Siła tkwi właśnie w kontynuacji, w tym, by przekazać firmę w dobre ręce. A czyjeż są lepsze od rodzinnych? Wszak więzy krwi są najsilniejsze z możliwych.

- Dziś na scenę wkracza pokolenie dwudziestoparolatków po studiach, znające języki, obyte w świecie, rozkręca firmy dziadków - mówi Boruc. - Wnukom jest łatwiej, gdyż dzieci - no może poza środowiskiem prawniczym - buntują się, nie chcą robić tego, co rodzice. Wnuki nie mają takich oporów.

Nabyły wiedzę marketingową i piarową, internet nie ma przed nimi tajemnic. Wprowadzają rynkowe nowinki. Ale bazują na tradycji - przekazanych im przez rodziców umiejętnościach i wypracowanej renomie nazwiska. Widać to chociażby po liczbie szyldów na ulicach.

- Wcześniej, z obawy przed domiarem, firmy miały dosyć idiotyczne nazwy, dziś na szyldy wracają nazwiska, ludzie są z nich dumni - wyjaśnia Mirosław Boruc. - Firma rodzinna oznacza większe zaufanie. Ludzie mają bowiem do stracenia bardzo wiele: twarz i nazwisko. Dlatego utrzymują wysoki poziom świadczonych usług, co w ciężkich czasach liczy się szczególnie.

Ciężkie czasy, pomimo wracającej mody na takie firmy, przeżywają również rodzinne biznesy. Funkcjonują w warunkach konkurencji globalnych konsorcjów, produkujących tanim kosztem w Chinach i Indiach. One też przetrwały niejedną dziejową zawieruchę, która dla małej firemki zwykle oznacza wielki wstrząs.

Zakład Fotograficzny Bielca ma ich na koncie kilka. Z ostatnim właśnie się boryka. Pierwsze tąpnięcie przeżył jeszcze we Lwowie, gdzie Paweł Bielec, dziadek Kasi, po dziesięcioletniej praktyce w Pracowni Portretu i Fotografii Mistrza Cupaka, otworzył swój pierwszy zakład fotograficzny przy ulicy Grodzkiej. Nieuczciwa konkurencja wygnała go do Krakowa rok przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Tu w czasie okupacji poznał swoją przyszłą żonę, Marię, która fotograficzne szlify zdobyła w pracowni swojego ojca Wincentego Pawła Michnowskiego. W 1940 r. wzięli ślub i razem prowadzili zakład przy ul. Karmelickiej . Mieli duże wzięcie, gdyż Paweł Bielec zasłynął z niepowtarzalnego stylu, który polegał na operowaniu światłem i retuszu zdjęć ołówkiem na kliszy. W ten sam sposób fotografie robią jego następczynie. Nie żaden photoshop.

Starym analogowym aparatem, odsłaniając kliszę i wpuszczając na nią światło, bez użycia migawki i lamp błyskowych. Tajemnica niepowtarzalnego charakteru tych zdjęć tkwi jednak w operowaniu światłem. Takim ustawieniu fotografowanej osoby, aby wydobyć z niej to co piękne, a ukryć niedostatki urody. To właśnie wyczucie i te umiejętności są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wchłaniane od dziecka wraz z atmosferą rodzinnego zakładu.

Socjalizm, kapitalizm
W czasach stalinowskich nękano zakład domiarami, ale Bielec jakimś cudem go utrzymał. Nie złamał go stalinizm, a dopiero co rodzący się kapitalizm. W 1993 r. do jego pracowni weszła pewna pani ze swoim adwokatem i nie zwracając uwagi na 90-letniego staruszka, zaplanowała remont. Okazało się, że to nowa właścicielka kamienicy. Bielec przeniósł swój swój dobytek na plac Inwalidów, ale stracił serce do fotografii. Zajął się w malarstwem, które było drugą pasją jego życia - krakowską Akademię Sztuk Pięknych ukończył po pięćdziesiątce.

Wtedy na scenę wkroczyła jego córka Barbara, praktykująca pani architekt. Wcześniej ani jej w głowie nie postało parać się fotografią. Jednak zakład ojca chylił się ku upadkowi. Konkurencja oferowała zdjęcia w kolorze, dysponowała nowoczesnym sprzętem.

- Poczułam odpowiedzialność za dorobek dwóch pokoleń - mówi Barbara Bielec. - Zainwestowałam w sprzęt, który sprowadziłam z zagranicy, a jednocześnie podtrzymywałam tradycję szkoły ojca. Bo to ona jest naszą siłą.

To nie tylko technika, ale i podejście do klienta. Rozmawiają z nim, bo zdjęcie będzie dobre tylko wtedy, gdy człowiek się rozluźni. Wiele osób, poproszonych o uśmiech, płacze i opowiada o swoich troskach i zmartwieniach. To wszystko trwa, czas pracy się wydłuża. Ale chodzi o efekt.

Kolejny cios na zakład Bielca spadł rok temu. Gmina Kraków, od której dzierżawią lokal, podniosła im czynsz o 600 procent, argumentując to koniecznością urynkowienia czynszów. Manewr ten odbił się głośnym echem w mieście, gdyż w jego wyniku wiele od lat obecnych w Krakowie firm - jak choćby słynna Apteka pod Słoniem na rogu Grodzkiej i placu Wszystkich Świętych - zakończyło swój żywot.
Panie Bielec wybrnęły z tego okrężną drogą i postanowiły założyć w swoim zakładzie galerię fotograficzno-malarską.

Wtedy czynsz jest strawny. A mają co w niej prezentować - w archiwum leży ponad milion archiwalnych klisz. Chociażby z takich wydarzeń jak pogrzeb Piłsudskiego czy usypywanie jego kopca, a jeszcze i cała spuścizna po dziadku Barbary, Michnowskim. To nawet cieszy Katarzynę, która podobnie jak dziadek ukochała malarstwo, choć świetnie fotografuje.

Nie bardzo lubi aparat cyfrowy, ale to dziś konieczność. Ludzie przyzwyczaili się do bylejakości, do zdjęć w 10 minut i nie rozumieją, że na dobrą fotografię trzeba poczekać. I więcej za nią zapłacić. W galerii pokażą, że fotografia artystyczna, którą na co dzień praktykują, jest sztuką.
1 2 3 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Kraków z Majchrowskim pogromcą interesów rodzinnych

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

juz nie polak (gość), 25.01.10, 11:57:44

... Majchrowski nie popisałes się!!!... Właśnie dzięki temu artykułowi mozna przekonac sie jak wlasnie Kraków jest miastem z tradycjami... Moze i chciał by byc ale raczej byl póki nie bylo obecnej wladzy przy korycie!!! A fotografie od Bielca byly, sa i beda arcydzielem, dzieki Bielcom mamy fotografie m.in. Karola Wojtyły jak i Józefa Piłsudskiego, które można spotkać w wielu publikacjach... Nie da się ukryć, iż Bielce tworzą historię tego miasta, a raczej próbują, lecz jak widać z artykułu - skutecznie się to uniemożliwia, nie tylko im, ale i wielu rodzinnym firmom...
Przykre...

odpowiedzi (0)

skomentuj

Fakt, ze foty od Bielca zawsze sa ladne. Tylko niewielu o nich wie.

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

mieszczuch (gość), 23.01.10, 14:12:38

Fakt, ze foty od Bielca zawsze sa ladne. Tylko niewielu o nich wie.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", czwartek 24.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Gdyby Warszawa nie była stolicą, to które miasto powinno nią być?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.