Data dodania: 2010-01-15 18:46:20 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-01-15 18:48:21
Helena i Lech Wójtowiczowie nie ustają w poszukiwaniach zaginionego syna. Wyczerpali już wszystkie możliwości, ale ciągle czekają (© Andrzej Banaś)
Styczniowe popołudnie 1995 r. Robert Wójtowicz wychodzi z domu na nowohuckim osiedlu i kieruje się na uczelnię. Styczniowe popołudnie 2010 r. - Roberta ciągle nie ma, do tej pory nie wrócił do domu. Rodzina nigdy nie dostała od niego żadnej wiadomości. Nie wie, gdzie chłopak może być, ani co się z nim dzieje. Ciągle czeka. Wierzy, że wróci. Jej życie wywróciło się do góry nogami - pisze Barbara Sobańska
japonka (gość), 28.07.11, 16:40:13
A co jeżeli ktoś go porwał?
Chciałabym bardzo, żeby go odnaleźli zywego lub martwego bo czekanie jest najgorsze...
A co do Jackowskiego to cos mówili w interwencji ale nie chce mówić bo dokładnie nie pamietam....
Współczucia dla rodziny... ;(
odpowiedzi (0)
skomentujkrakowianka (gość), 19.06.10, 17:36:49
Też myślę, że nie żyje. Gdyby nie było go kilka lat, to można by sugerować porwanie, klasztor (gdzieś czytałam, że Robert miał taką naturę i byłoby to prawdopodobne), ale kilkanaście lat, to już - niestety - za długo. Mam nadzieję, że się mylę. Strasznie współczuję, bo chłopak-ideał.
odpowiedzi (0)
skomentujReklama
Reklama
Gdyby Warszawa nie była stolicą, to które miasto powinno nią być?
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.