Gorlicki strażnik miejski Wiesław Ch. nadal pełni służbę, choć prokurator zarzuca mu złożenie fałszywych zeznań w sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym Macieja P.
Szczególnie bulwersujące i niezrozumiałe w tej sprawie jest to, że całe zajście widział między innymi strażnik miejski, który nie zrobił nic, żeby pomóc Maciejowi P. i tylko bezczynnie się przyglądał, jak go bito, kopano, szarpano i popychano - mówiła w sądeckim Sądzie Okręgowym po odczytaniu wyroku skazującego dla katów Macieja P. sędzia Anna Hevler.
Strażnikowi Wiesławowi Ch. postawiono zarzuty składania fałszywych zeznań.
Stało się to niemal rok po tym, jak trzech osiłków przez kilkadziesiąt minut katowało w gorlickim barze Na Rogu bezbronnego mężczyznę. Wiesław Ch. przez ten czas siedział w barze, pijąc piwo i nie zrobił nic, żeby powstrzymać ich od zadawania ciosów Maciejowi P. Ofiara zmarła kilka dni później.
- Zarzut złożenia fałszywych zeznań postawiono strażnikowi miejskiemu, który był świadkiem tego tragicznego zdarzenia. To, że sam sprostował swoje zeznania, może, ale nie musi być dla niego korzystne przed sądem - mówi gorlicki prokurator rejonowy Tadeusz Cebo.
Sąd może w związku z tym zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzania, choć zeznania, jakie Wiesław Ch. składał 18 i 20 grudnia ubiegłego roku, zasadniczo się od siebie różnią. Za pierwszym razem strażnik zarzekał się, że przyszedł do baru tuż przed pojawieniem się policji. "W lokalu była cisza, panował porządek, nie zauważyłem niczego szczególnego. Nie byłem świadkiem żadnej bójki" - twierdził. Gdy dwa dni później ponownie zgłosił się na przesłuchanie, przyznał się, że widział całe zajście między trzema mężczyznami a Maciejem P. Opowiadał też, że to oprawcy podejrzewali jego o wezwanie policji.
"Nie mówiłem tego wcześniej, nie chcąc mieszać się w to wszystko. Bałem się gróźb. Wymienieni w protokole znają mnie i obawiałem się, że będą się mścić na mnie i mojej rodzinie" - tak Wiesław Ch., ojciec dwóch córek, tłumaczył, dlaczego dwa dni wcześniej kłamał.
Także strachem usprawiedliwia brak reakcji ze swojej strony, gdy w barze wybuchła bójka.
- Jeśli oni tak potrafią bić, bez zająknięcia, to sama pani rozumie, jakie to jest towarzystwo... - powiedział nam łamiącym się głosem i odłożył słuchawkę.
Fakt, że strażnik może uniknąć kary oburza gorliczan tak samo jak jego obojętność i nieodpowiedzialność.
Według nich Wiesław Ch. powinien był zareagować, bo nawet po godzinach, w cywilu, nadal jest strażnikiem miejskim, na którym spoczywają pewne obowiązki.
Postawy, jaką strażnik wykazał się rok temu w barze Na Rogu, nie pochwala także jego przełożony, burmistrz Gorlic, Kazimierz Sterkowicz.
- Uważam, że jeśli strażnik był świadkiem zdarzenia, to powinien zareagować. Jeśli obawiał się o swoje bezpieczeństwo, to mógł opuścić lokal i wezwać policję - twierdzi burmistrz.
Sam komendant gorlickiej straży miejskiej Wojciech Pietrusza mówi, że choć o tragicznym w skutkach zdarzeniu z baru Na Rogu wiedział od dawna, to nie widzi na razie powodów, żeby odsuwać Wiesława Ch. od pełnienia obowiązków zawodowych.
- W tej chwili nie mam nawet oficjalnego potwierdzenia, że postawiono mu zarzuty. Do tej pory z prokuratury do urzędu miejskiego nie wpłynęło pismo w tej sprawie - mówi komendant Pietrusza. - Co więcej, ustawa o strażach gminnych obowiązująca do 24 grudnia tego roku nie przewiduje zawieszenia w czynnościach służbowych w takiej sytuacji - dodaje szef strażników.
Kim jest?
Młodszy inspektor Wiesław Ch. to jeden z najstarszych stażem strażników miejskich w Gorlicach. Pracuje od 1992 roku, i jak twierdzi jego przełożony, do tej pory nie stwarzał żadnych problemów, a z powierzanych zadań zawsze się wywiązywał. Ma kwalifikacje do wykonywania zawodu i chętnie uczestniczy w szkoleniach organizowanych przez pracodawcę. Koledzy z pracy nazywają go "Papcio Chmiel". Czy teraz strach i brak reakcji zdyskwalifikuje go jako stróża porządku na gorlickich ulicach?