Gazeta Krakowska » W cztery oczy » W cztery oczy z Makino

W cztery oczy z Makino

Data dodania: 2009-10-09 10:06:23 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2009-10-09 10:07:26

Gazeta Krakowska

Katarzyna Kachel

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
W cztery oczy z Makino

(© Wojciech Matusik)

Z Olkiem Łodzia-Kobylińskim "Makino", twórcą zespołu Andrusy, o kobietach i wódce rozmawia w kawiarni Vis-a-Vis Katarzyna Kachel

Tu andrusy przychodzą na wódeczkę?
Coraz rzadziej, bo mają nadpite chyba aż do 2012 roku.

Skąd taki zapas?
Wystarczy, że raz przejdę Zwierzyniecką, a ze trzy razy potrafią mnie upić. [śmiech]

A te andrusy to właściwie kto?
Złote chłopaki ze Zwierzyńca.

Słyszałam, że chuligani i zabijaki.
Przenigdy. Święci nie byliśmy. Łoiliśmy się, a jakże, a to z Krowodrzą raz, a to z Dębnikami czy z Groblami.
∨ Czytaj dalej
Ale to bitki były kulturalne, do pierwszej krwi. A potem szliśmy wszyscy do Ślepego czy Lajkonika na piwo.

Dziewczyny też się na piwo brało?
Nie, gadka szmatka była wpierw, a potem herbatka i kawusia. Jakie piwo? - pod rękę to się zaczynało chodzić dopiero parę tygodni przed ślubem.

A jak się na dziewczyny mówiło na Zwierzyńcu?
Nie tak jak dzisiaj: panienka czy laska. Mówiło się: dziwa. Jaka piękna dziwa idzie, patrz? I gały wszystkim nam się robiły jak filiżanki.

Na gitarę dało się podrywać?
Dało się, a jak mi się która bardziej spodobała, to jej dawałem gitarę w prezencie. Sporo ich musiałem mieć.

Łamał Pan serca kobietom?
Oj, łamałem. Cztery żony miałem, ale teraz jestem do wzięcia. Tylko ja nie z takich co Łapicki czy Marcinkiewicz.

To ile musi mieć?
No, przynajmniej 45, 50 lat. Taka po przejściach już.

A ta pierwsza jaka była?
W pierwszej to zakochałem się, bo miała piękne zielone oczy. W drugiej, bo miała cudny profil. Kolejna złote loki, a ta ostatnia - wie pani co?

No co?
Uroczą dziurkę w policzku. I ja się z nią dla tej dziurki ożeniłem. Kompletny idiota! Ojciec mi mówił: "Oluś, nogi najważniejsze są. Jak obejmiesz w pęcinie, to znaczy, że zgrabna". [śmiech]

A Pan nie chciał obejmować?
Ależ skąd. Nie patrzyłem ani na nogi, ani na piersi. Ja się w detalu zakochiwałem.

A one? Na co patrzyły?
Na bikiniarza. Chodziłem wtedy w butach na trzech zelówkach, skarpetki miałem w kolorowe paski, do tego wąskie spodnie niby gacie, marynarka samodziałowa, krawat z gołą panią pod palmami i oczywiście sombrero na głowie.

Imponuje mi Pan.
To jeszcze nic. Do Feniksa jak szedłem, tańczyłem w białych skarpetkach bez butów, kelnerom sypnąłem co nieco do kieszeni, to mi polecali: ta jest fajna, tamtą sobie poderwij, Makinko, bo wolna, a ta obstawiona, ale jej frajer jest z pompką w nosie.

Czyli że co?
Że lewy.

A jak Pan do Estrady trafił?
Trafiłem wpierw do programu "Szukamy młodych talentów" i dostałem się do finału. Byliśmy tam Hanka Konieczna, Mietek Święcicki i ja. Ja w nagrodę dostałem zestaw damski: stanik i majteczki, a Hanka męski: komplet do golenia. [śmiech] Wymieniliśmy się.

Potem śpiewał Pan na Floriańskiej krakowskie piosenki...
Tak, w kapeli podwórkowej. Szliśmy od bramy aż pod Mariacki i śpiewali. Ja byłem najmłodszy. Ci starsi grali takie szlagiery jak "Skrzypku graj" czy "Skrawione serce", a ja o Krakowie: "Jak długo na Wawelu" i "Ludwinowskie tango". Ale potem Jurek Harasymowicz napisał kilka poematów, ja do nich muzykę i on mówi do mnie: "Olek, to się nie nadaje na Szmelcpakę".

Dlatego założył Pan Andrusy?
Tak, na 8 marca, 35 lat temu.

Dlaczego w Dzień Kobiet?
Bo jestem strasznie kochliwy. Jak mi się jaka spodoba, to muszę od razu przy niej być, trzymać za rękę, całować albo co innego robić. To i dla kobiet te Andrusy przecież były. No i poszło! Koncertowaliśmy wszędzie, prócz Australii i Warszawy. Nigdy mnie warszawiacy nie zaprosili do siebie, bym im o Krakowie śpiewał. [śmiech]

Dziewczyny piszczały?
Nie piszczały, bo przy piosenkach o Krakowie nie można piszczeć. Kraków to jest nostalgia i sentymenty.

Dało się na tym śpiewaniu zarobić?
Starczało na CCK (Cysta Cerwona Kapslowana) i na kilo kiełbasy.

A ta Pana ksywa, "Makino", to co ona w ogóle znaczy?
Makino żyje, Makino śpiewa, Lola się przy nim zagrzewa. [śmiech]
Wszystko przez Harasymowicza, który napisał poemat i nazwał go "Makino". Czytam, czytam, a to wszystko o mnie, jak w pysk strzelił. No i zostało.

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Makino

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Scrol (gość), 04.01.12, 21:25:48

Zaprosiliśmy go z kolegami dzisiaj do szkoły na taki mały wywiad, bardzo fajny i żartobliwy z niego człowiek zaprosiliśmy go jeszcze na 10 lutego wtedy przyjdzie do nas i będzie grał dla całej szkoły. :)

odpowiedzi (0)

skomentuj

Makino...

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

hutniczek3 (gość), 20.12.09, 17:57:30

Wszystkiego najlepszego. Żyj i graj nam jak najdłużej !!!

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", czwartek 24.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy policja dobrze robi kontrolując rowerzystów?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.