"Miasta zawsze zaczynają się źle. Ich mieszkaniec musi się...

    "Miasta zawsze zaczynają się źle. Ich mieszkaniec musi się buntować” [WYWIAD]

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    „Pokusa miejsca. Przeszłość i przyszłość miast”. O książce z profesorem Rykwertem
     „Pokusa miejsca. Przeszłość i przyszłość miast”. O książce z profesorem Rykwertem
    1/3

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©mat. prasowe

    Rozmowa z profesorem Józefem Rykwertem, autorem jednej z najważniejszych książek poświęconych tematyce projektowania przestrzeni miejskiej – „Pokusa miejsca. Przeszłość i przyszłość miast”. Rozmawia Monika Jagiełło.

    Zobacz także:


    Na pierwsze polskie tłumaczenie Pana książki wybrano książkę szczególną dla wszystkich, którzy interesują się urbanistyką. Czym kusi czytelnika „Pokusa miejsca”, o czym opowiada?

    Przede wszystkim ukazuje różnicę między miejscem a przestrzenią. Bo jedno i drugie to nie to samo. Przestrzeń jest abstrakcyjna, miejsce to jej ukonkretyzowanie. Miejsce ma zapach, pamięć, sąsiadów, z niego patrzymy w dal. Tym nas kusi.

    Książkę rozpoczynają słowa pisarza i myśliciela Johna Ruskina. Podkreśla on, że sprawiedliwe postępowanie jest w rezultacie dobrem dla wszystkich. Innymi słowami Ruskina rozpoczynał swoje dzieło twórca idei miasta-ogrodu, Ebenezer Howard: „Miasto należy otoczyć murem prawa”. Nie wydaje się Panu, że w kontekście Polski ten cytat bardziej by pasował?
    Mur prawa to bardzo ważne pojecie. Nie tylko dla Polski, ale dla całego świata. Przypomina nam, że zależymy w wielkim stopniu od władz miejskich. Zapytajmy jednak o nasze podejście do władzy, administracji miasta, w którym mieszkamy. Władzy, którą wybieramy, ale nie wymagamy od niej potraktowania miasta jako miejsca. Dajemy im decyzyjną wolność. W efekcie, pospołu z ekspansywnymi inwestorami decydują, jak miasto będzie wyglądać.

    W Polsce organizacje walczące o przestrzeń miejską przechodzą prawdziwą drogę przez mękę. Czyje dziś jest miasto: ludzi czy deweloperów?
    Jesteśmy w erze neokapitalizmu. Siły finansowe wydają się nie mieć granic i hamulców. Musimy się nauczyć, że mimo tego w „nowej demokracji” to wciąż władza ma dużą rolę w tym, jak miasto wygląda. I nie można tego zostawiać finansjerze.

    Podkreśla Pan palącą lukę w edukacji pod tym względem.
    Chciałbym, żeby architektury uczono w szkołach...

    Już w podstawowych?
    Dlaczego nie? Myśli Pani, że zaczynając uczyć czym jest architektura dopiero na uniwersytetach nie czynimy sobie zła? Przecież ona dotyczy nas wszystkich.

    Miasto od zarania dla jednych jest biblijnym siedliskiem zła, dla innych symbolem postępu. Jaka jest jego natura?
    Miasta zawsze zaczynają się źle. Kwitła w nich prostytucja. Proszę przypomnieć sobie historię potężnego sumeryjskiego miasta Uruk, rządzonego przez króla Gilgamesza. W Uruku pojawili się pierwsi księgowi, strażnicy, jak i pierwsze prostytutki. A Rzym, który swój początek ma w bratobójczym pojedynku Romulusa z Remusem? Zbrodnia jest wcielona w miasto. Nie możemy oczekiwać, żeby miasta były zupełnie gładkie i piękne i funkcjonowały idealnie. Problemy zawsze będą mu towarzyszyć.

    Pan, historyk i krytyk architektury, problemy te opisuje jak antropolog kultury. Wchodzi Pan do miasta piechotą i z tej pozycji przedstawia ulice Londynu, Paryża, czy Pana ulubionego miasta, Nowego Jorku.

    Jak najbardziej. Nie opisze się miasta dobrze z okien taksówki, tylko okna miejskiego autobusu. Prawa jazdy nie miałem przez całe życie między innymi z tego powodu.

    Jak długo pracował Pan nad książką?
    To trudne pytanie. Pomysł książki wyszedł z seminarium, które prowadziłem wiele lat. Samą książkę pisałem przez półtora roku, ale zbieranie materiałów trwało dłużej dużo.

    Podkreśla Pan, że miasto to organizm i efekt woli. Czyli mamy takie miasta na jakie zasługujemy?
    Oczywiście. Joseph Marie de Maistre powiedział niegdyś: „Każdy naród ma taki rząd na jaki zasługuje”. Podobnie z miastami.

    W swoich rozważaniach porusza Pan wątek wyludniających się miast (jak Detroit) i skłotingu, podkreślając kryminalny aspekt zajmowania pustostanów. Co z pozytywnym skłotingiem – przejmowaniem pustostanów, by tworzyć alternatywne centra kultury, jak na przykład w Berlinie?
    To bardzo pozytywne, ale z mojego punktu widzenia wciąż za mało zorganizowane. Z tego względu skłoting miesza się często z elementem kryminogennym. Samowolne zgromadzenia są niezwykle trudne do określenia.

    Z założenia są poza prawem.
    Kradzenie prądu czy wody jest kryminalną akcją, a przecież bez prądu w budynku mieszkać się nie da. Skłoting łamie prawne warunki. Większość ludzi nie będzie tego tolerowała łatwo, mimo dobrych założeń. W pewnym momencie będzie musiało dojść do kompromisu. Ale jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

    Jak z kolei odnieść się do faktu, że Polska jest jedynym w Europie państwem, gdzie przerwano ciągłość planistyczną dziesięć lat temu? Miewamy świetnych architektów, ale koncepcje urbanistyczne to dziś historia dramatu.
    Powiem Pani, że gdy w Szkole Architektury w Filadelfii, w której wykładałem pojawiła się nowa dyrektorka, w pierwszej kolejności chciała zamknąć na cztery spusty departament urbanistyki. Urbanistyka jest zagrożona nie tylko w Polsce – dziś szczególnie nie ma wielkiego prestiżu. Większość ludzi pozostawia ją w gestii sił kapitału. I ta większość „budzi się” dopiero po fakcie.

    Jeśli więc, jak Pan pisze, miasto jest grą, to jego obywatel przegrywa.
    Zwyczajny obywatel musi się buntować i nie mówię o krwawej rewolucji. Stosunek władzy do kapitału i obywatela do władzy – tu tkwi kłopot i to nie tylko polski kłopot. Kłopot polski jest inny: przejście z socjalizmu było bardzo radykalne, prędkie.

    Po ponad dwudziestu latach od tego przejścia Polacy przestrzeni miejskiej nadal nie czują jako wspólnego terytorium. Przestrzeń została więc wyprzedana.
    I to jak tanio.

    W „Pokusie” cytuje Pan Italo Calvino: „Ani umysł ani przypadek nie wystarczą do podtrzymania murów miasta”. Przewiduje Pan śmierć miasta?
    Nie, jest nam za bardzo potrzebne. Zmieni się, oczywiście, ale nie pozbędziemy się go (śmiech).

    A czy miasta zachowają swoją duszę i miejsca na pokuszenie?
    To jest inna sprawa i to zależy od nas. Oddźwięk w mieście ma każda nasza czynność. Nawet to, jakie marchewki kupujemy na jarmarku i zawsze to powtarzam. Nie oznacza to, że rozwój miasta jest automatyczny. Władze miasta są tego rozwoju legislatorem – ci zaś zależą od nas. To my ich wybieramy i możemy ich z tych stanowisk strącać. Opowiem Pani historię: książę Artois, późniejszy król Francji Karol X, założył się niegdyś z Marią Antoniną. Królowa nie wierzyła, że książę zbuduje wystawną posiadłość w zaledwie trzy miesiące. Książę, nie patrząc na środki, prawo i ludzi, postawił pałac za bajońską kwotę przed wyznaczonym czasem. Tak powstało Bagatelle, które stoi do dziś, ale Maria Antonina kilka lat później straciła głowę. To są fenomeny niebezpieczne…

    Rozmawiała Monika Jagiełło

    ***


    Józef Rykwert jest historykiem sztuki i krytykiem architektury, emerytowanym profesorem architektury na Uniwersytecie Pensylwańskim. Urodził się w Warszawie w 1926 roku, a w 1939 roku wyjechał na stałe do Anglii. Wykładał i prowadził zajęcia na prestiżowych uczelniach architektonicznych na całym świecie. Wśród jego uczniów są Daniel Libeskind i Alberto Pérez-Gómez. Jest autorem szeregu książek, przetłumaczonych na wiele języków. Od 1996 roku jest Prezesem Międzynarodowego Komitetu Krytyków Architektury (CICA). Laureat m.in. nagrody Brunona Zeviego (Biennale Architektoniczne w Wenecji, 2000) oraz odznaczenia „The Gold Medal Bellas Artes” (Hiszpania, 2009). 18 września 2013 roku został uhonorowany The Royal Gold Medal, który przyznaje Royal Institute of British Architects (RIBA) po akceptacji brytyjskiej królowej. Jedno z najbardziej prestiżowych odznaczeń jest przyznawane od 1848 roku architektowi lub grupie architektów, których działalność ma istotny wpływ na tę dziedzinę w skali międzynarodowej.

    „Pokusa miejsca. Przeszłość i przyszłość miast” profesora Józefa Rykwerta wydana została po angielsku po raz pierwszy w 2000 roku pod tytułem „The Seduction of Place”. Pierwsze polskojęzyczne wydanie ukazało się nakładem Międzynarodowego Centrum Kultury.


    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+


    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo