Zasole. Marzenia przenosi na płótno [WIDEO]

    Zasole. Marzenia przenosi na płótno [WIDEO]

    Zdjęcie autora materiału
    Taida Jasek

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Zasole. Marzenia przenosi na płótno [WIDEO]
    1/26
    przejdź do galerii

    ©Taida Jasek

    Tadeusz Noworyta z Zasola zawsze chciał zostać marynarzem. Do malowania namówiła go żona. Przez 13 lat stworzył blisko 700 obrazów. Część można zobaczyć na wystawie w Muzeum Zamek.
    Tadeusz Noworyta obrazy maluje od kilkunastu lat. Jest samoukiem, ale jak podkreśla, wystarczy do tego trochę zdolności manualnych i chęć własnego rozwoju. Choć pochłonięty jest malowaniem i tworzeniem muzyki, to sercem tak naprawdę jest kilkaset kilometrów od rodzinnej wsi Zasole w gm. Brzeszcze. Bardzo pociąga go morze.
    Zawsze chciał zostać marynarzem. Lubił pływać, fascynowały go statki.

    Woda to jego żywioł


    - Odkąd pamiętam, było to moje największe marzenie - opowiada Tadeusz Noworyta. Mając 12 lat, razem z kolegami zbudował swoją pierwszą łódkę, którą pływali po stawach. Zapisał się też do szkoły marynistycznej o kierunku handlowym w Elblągu.
    - Chciałem się spakować do plecaka, wsiąść w pociąg i wyjechać - opowiada mężczyzna. Na przeszkodzie stanął ojciec. - Zabronił wyjechać i kazał skończyć szkołę muzyczną w Oświęcimiu, do której chodziłem - dodaje pan Tadeusz. Tłumaczy, że to dlatego na jego obrazach tak często występują tematy marynistyczne.
    Kiedy nie udało mu się spełnić swojego marzenia o pracy na morzu, pochłonęła go muzyka. W szkole muzycznej grał na altówce i skrzypcach. Później sam nauczył się grać na perkusji.
    Nie kontynuował nauki muzyki. Po podstawówce poszedł do szkoły górniczej. Potem nas uczył przyszłych górników jako nauczyciel przedmiotów zawodowych. Pracował też w kopalni „Brzeszcze“.


    Autorka: Taida Jasek

    Oświadczyny z obrazem


    Jego życie zmieniło się, gdy poznał swoją żonę, Barbarę. W 2002 roku postanowił jej się oświadczyć. Ta oznajmiła mu, że zgodzi się na ślub pod warunkiem, że namaluje jej obraz.
    - W dniu wesela przyniosłem jej swoje dzieło. Nie miałem wtedy nawet płótna. Namalowałem je na zasłonach mamy - śmieje się mężczyzna.
    - Obraz mnie nie zachwycił, ale widziałam, że ma talent. Zaczęłam go namawiać, by tworzył dalej - mówi Barbara Chrząszcz-Noworyta, żona Tadeusza.
    Początkowo kuchnia była jego pracownią. Malarstwo tak się mu spodobało, że w ciągu pierwszego roku stworzył prawie 100 obrazów. Do tej pory spod jego rąk wyszło ponad 700 malunków.
    Jego obrazy podobały się ludziom. Wielu namawiało go, do zorganizowania wystawy. Długo się wahał. Na pierwszą wystawę zgodził się dopiero w 2005 roku. Prace pokazał w Ośrodku Kultury w Brzeszczach. - Nie spodziewałem się tak ciepłego przyjęcia - wspomina malarz.
    W pewnym momencie zaczęło mu brakować miejsca na obrazy w domu. Wtedy postanowił wykorzystać podziemia ośrodka zdrowia, nad którym mieszka. To tam znajduje się teraz jego pracownia i cała kolekcja, choć i tutaj jest coraz ciaśniej.
    Jego żona jest pierwszym krytykiem. Sama też spróbowała swoich sił w malarstwie, ale jak twierdzi, próby zalicza do nieudanych.
    - Patrząc na Tadeusza myślałam, że to takie łatwe - opowiada Barbara Chrząszcz-Noworyta.

    Inspiracje z okolicy


    O swojej twórczości Tadeusz Noworyta mówi dość skromnie: tworzy, to co w jego oczach jest piękne. Zwraca uwagę na szczegóły.
    - Jak maluję konia, to nie muszę podpisywać, że to koń - żartuje mężczyzna. - Jestem realistą, a moje obrazy są po prostu ciepłe - dodaje. Inspiracji szuka w okolicy. Robi zdjęcia, a potem maluje. Czasem wybiera się na plenery, albo tworzy kopie znanych dzieł.
    W swoich pracach przedstawia przede wszystkim martwą naturę, tematy marynistyczne oraz krajobrazy i pejzaże. Niektóre jego dzieła powędrowały za granicę. Trafiły do Rumunii, Włoch, Niemiec, a nawet do Stanów Zjednoczonych. Jego pasją w dalszym ciągu jest też muzyka. Gra na perkusji w zespole Meritum. Okazjonalnie prowadzi warsztaty plastyczne dla dzieci. Został również wyróżniony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką „Zasłużony dla kultury polskiej“.
    Wciąż odczuwa tęsknotę za niespełnionymi marzeniami. To dlatego parę lat temu postanowił zbudować łódkę. Nazwał ją „Basia” na cześć swojej żony. Zapewnia, że łódka jest niezatapialna.
    - Moja łódka jest mała, ale rozwija zawrotną prędkość - podkreśla Tadeusz Noworyta. Pływa po okolicznych stawach między innymi w Skidziniu. - Myślę, że pływanie łączy się z malarstwem. To mnie inspiruje - mówi.
    Jego największym marzeniem jest teraz przekazanie swojej pasji młodszemu pokoleniu.
    - Wnuczce kupiłem małe skrzypki, a wnuka uczę malować - mówi podekscytowany.
    Wczoraj w Muzeum Zamek w Oświęcimiu odbył się wernisaż jego wystawy pt. „Malarstwo moja pasja“. - Postanowiłem pokazać piękno okolicy, które jest niedoceniane - zaznacza. Obrazy będzie można oglądać do 28 lutego. Jest to jego dorobek z trzech ostatnich lat. 20 z nich namalował w ciągu ostatniego miesiąca.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo