Snajperki były skutecznym orężem Armii Czerwonej

    Snajperki były skutecznym orężem Armii Czerwonej

    Roger Moorhouse, historyk, „The Times”

    Nasza Historia

    Aktualizacja:

    Nasza Historia

    Radzieckie dowództwo szybko się przekonało, jak skuteczne są snajperki - dlatego pod Moskwą szybko stworzyło szkołę szkolącą strzelców wyborowych. Jej

    Radzieckie dowództwo szybko się przekonało, jak skuteczne są snajperki - dlatego pod Moskwą szybko stworzyło szkołę szkolącą strzelców wyborowych. Jej adeptki po kilkumiesięcznym szkoleniu wchodziły do boju i siały popłoch w szeregach Niemców

    W armii ZSRR służyło ponad 2 tys. snajperek. Jedynie co czwarta z nich doczekała końca wojny. Ich ofiarami było ponad 11 tys. Niemców - od bitwy o Stalingrad po Berlin
    Radzieckie dowództwo szybko się przekonało, jak skuteczne są snajperki - dlatego pod Moskwą szybko stworzyło szkołę szkolącą strzelców wyborowych. Jej

    Radzieckie dowództwo szybko się przekonało, jak skuteczne są snajperki - dlatego pod Moskwą szybko stworzyło szkołę szkolącą strzelców wyborowych. Jej adeptki po kilkumiesięcznym szkoleniu wchodziły do boju i siały popłoch w szeregach Niemców

    Najgorszy jest pierwszy raz. Podczas szkoleń snajperki Armii Czerwonej miały nieco problemów z trafianiem w cel. Gdy jednak w celowniku optycznym karabinu snajperskiego pojawia się człowiek - czyjś mąż, ojciec, brat - przychodzi chwila zwątpienia.

    Typowe jest tu doświadczenie Kławy Łoginowej. „Zaczęłam trząść się na całym ciele. Słyszałam, jak dzwonią mi zęby. Płacz… Jestem zabójczynią! Zabiłam kogoś, kogo nigdy przedtem nie spotkałam. Nic o nim nie wiedziałam i właśnie go zastrzeliłam”.

    Łoginowa przezwyciężyła skrupuły i służyła do samego końca wojny. Zastrzeliła 26 wrogów.

    Przypomina o niej książka Luby Winogradowej „Avenging Angels: Soviet Women Snipers on the Eastern Front, 1941-1945” (Anioły zemsty. Sowieckie snajperki na froncie wschodnim 1941-1945). Emocjonalna reakcja Łoginowej była typowa dla radzieckich snajperek. Julia Żukowa wspomina, że po zastrzeleniu pierwszego człowieka zrobiło się jej słabo. Przekroczyłam czerwoną linię. Świat nigdy już nie będzie taki sam. Co za koszmarna świadomość!

    Miała 19 lat.

    W czasie II wojny światowej Armia Czerwona jak żadne inne wojsko umiała korzystać ze snajperek. Szkolono je w Głównej Kobiecej Szkole Snajperskiej w Podolsku niedaleko Moskwy. Na froncie służyło ich dokładnie 2484. Siały przerażenie w szeregach wroga. Szacuje się, że miały łącznie na koncie 11 280 trafień śmiertelnych.

    „Dama Śmierć” z karabinem



    Największą sławę zyskała Ludmiła Pawliczenko. Ta skromna Ukrainka zaciągnęła się do armii tuż po ataku Niemiec na Związek Radziecki. Przyszła przygotowana - wcześniej ćwiczyła sportowo strzelanie z karabinku. Od razu dostała przydział do drużyny snajperskiej. Wyposażono ją w pięciostrzałowy karabinek Mosin--Nagant 91/30 z celownikiem optycznym typu PE o powiększeniu x4 i wysłano na front w Mołdawii. 9 sierpnia 1941 r. zastrzeliła pierwszego Niemca - chwilę potem drugiego, który szedł razem z nim w patrolu. Trzeci zdążył uciec, zanim snajperka przeładowała po raz kolejny broń.

    Róża Szanina była jedną z najlepszych adeptek centralnego szkolenia snajperskiego. Na linii frontu pojawiła się w kwietniu 1944 r. i zdążyła zaliczyć 54 trafienia. Zginęła w styczniu 1945 r.
    Zachowała tę skuteczność do końca wojny, miała na koncie 309 ofiar (choć część źródeł podaje, że liczba jej ofiar mogła przekroczyć 500 - tylko ponieważ zwykle działała sama, nie mogła uzyskać potwierdzenia!). Z pewnością zasłużyła sobie na swój przydomek - „Dama Śmierć”. Wykazała się choćby w czasie oblężenia Odessy, gdy podczas 73 dni walk zabiła 187 przeciwników. Później przez dziewięć miesięcy walczyła w obronie Sewastopola - codziennie wychodząc na poszukiwanie celów. Nieustannie zmieniała miejsce, z którego czatowała na wrogów. Sama dla Niemców, którzy nazywali ją „ruską dziwką z piekła rodem”, była nieuchwytna. „Mogę obojętnie patrzeć na niemieckie trupy, ale nie mogę znieść widoku żyjącego Niemca” - mawiała.

    Zahamowała dopiero, gdy została przypadkowo raniona odłamkiem. Gdy była w szpitalu, cieszyła się statusem legendy. Po odzyskaniu sprawności pod koniec 1942 r. władze wysłały ją do Stanów Zjednoczonych, aby tam pokazywała trud armii radzieckiej w walce z faszyzmem. Słynny Woody Guthrie napisał o niej pieśń. Charlie Chaplin całował ją po palcach. Została nawet zaproszona do Białego Domu na spotkanie z prezydentem. Po powrocie do kraju został instruktorką w szkole strzelców wyborowych.
    Ludmiła Pawliczenko była jednym z najlepszych snajperów w czasie II wojny światowej, lepszym niż mężczyźni

    Po wojnie stała się niemal celebrytką, regularnie opowiadała, jak czasem przed oddaniem strzału musiała 20 godzin leżeć bez ruchu. Później w Moskwie kontynuowała pracę naukową i cieszyła się ogromną popularnością - jej imieniem nazwano m.in. statek handlowy. Zmarła w radzieckiej stolicy, mając 58 lat.

    Snajperskie pojedynki



    Nie wszystkie radzieckie snajperki miały jednak tyle szczęścia. Większość z nich musiała się borykać z ciężkim życiem. Dziewczęta - większość zgłosiła się do wojska dobrowolnie, niemal każda zaczynała szkolenie, ledwie skończywszy wiek nastolatki - uczyły się wszelkich aspektów snajperskiego rzemiosła. Od sztuki ukrywania się i kamuflażu do wyrabiania umiejętności strzeleckich i określania odległości od celu. A gdy nawet przetrwały na polu walki, po powrocie z linii frontu rzadko kiedy ktoś je doceniał. Najczęściej wracały do pracy do fabryki.

    Po przejściu szkolenia snajperki łączono w pary i wysyłano na front (ten system, dziś stosowany w większości armii, został wymyślony w ZSRR). Tu na swoje ofiary często musiały czyhać przez całe godziny, a nawet dni! Jeden z rytuałów uzyskania dojrzałości w zawodzie polegał na snajperskich pojedynkach. Snajperka musiała znaleźć sobie snajpera przeciwnika. W takiej sytuacji cierpliwość i zachowanie zupełnej ciszy miały wagę zasadniczą. Najmniejsze poruszenie czy przypadkowy odblask celownika lunetowego mogły zdradzić miejsce, gdzie się znajdują. Udało jej się, choć jedna chwila nieuwagi mogła skończyć się śmiercią. To właśnie przydarzyło się Anji Mułatowej, gdy w październiku 1944 r. postrzelił ją niemiecki snajper. Popełniła szkolny błąd, strzelając dwa razy z tego samego miejsca.
    Alija Mołdagułowa (zdjęcie po prawej) była jedną z najbardziej brawurowych żołnierek wśród snajperek - swoich wrogów zabijała z karabinu, ale też nożem


    Mistrzynią snajperskich starć była Pawliczenko - zanotowała 39 trafień snajperów niemieckich. Świetną strzelczynią wyborową, która wręcz specjalizowała się w pojedynkach snajperskich, była Róża Szanina. Zaliczyła ona łącznie 54 trafienia, ale niemal co czwarte (12) było skierowane do snajpera niemieckiego. Szanina imponowała skutecznością - ale stosunkowo niska liczba jej trafień była jedynie efektem krótkiej służby. Zaciągnęła się do armii w kwietniu 1944 r. (wcześniej z wyróżnieniem ukończyła moskiewską szkołę dla snajperek), a w styczniu 1945 r. zginęła w czasie walk w Prusach Wschodnich. Miała bardzo szybkie i celne oko. Umiała oddawać strzał za strzałem, trafiając pojedynczymi pociskami do kolejnych osób. Tę umiejętność posiadał rzadko który strzelec wyborowy.

    Z ponad 2 tys. radzieckich snajperek walczących w czasie II wojny światowej weterankami zostało tylko 500. Pozostałe - jak Mułatowa - zginęły na froncie. Większość w sposób najbardziej prozaiczny - okazały się mniej sprytne w snajperskiej grze niż przeciwnik. Ale do legendy przeszła śmierć Nataszy Kowszowej i Maszy Poliwanowej, walczących w jednym z najlepszych plutonów snajperskich (miał zaliczonych ponad 300 trafień). W sierpniu 1942 r. zostały otoczone przez nacierających Niemców. Skończyła im się amunicja, były ranne, nie miały siły uciekać. Została im wiązka granatów. Poczekały, aż Niemcy do nich podejdą, a wtedy oderwały zawleczki. Wybuch rozerwał je na części, ale swój cel osiągnęły - razem z nimi zginęło 12 Niemców. Pośmiertnie nadano im order Bohatera Związku Radzieckiego.


    Motywacja: zemsta



    Niemal równie groźne konsekwencje niosła panująca w Armii Czerwonej kultura molestowania seksualnego. Chociaż oficjalnie ZSRR gromko głosił równość płci, ze snajperek często drwiono jako „poszukiwaczek mocnych wrażeń” czy wręcz dziwek.
    Gwałty nie były rzadkim zjawiskiem. Podobnie jak chytre wykorzystywanie zaproszenia na „rozmowę” ze starszym oficerem. „Wojna na dwóch frontach”. O życie - z niemieckim przeciwnikiem. I „wśród swoich” - o ochronę własnego honoru i godności.
    Uśmiechy snajperek na zdjęciach to nie tylko poza przyjęta przed fotografem. Zdecydowana większość z nich zgłosiła się do wojska na ochotnika. Uważały, że wzięcie udziału w walkach to ich obowiązek

    Jak wskazuje sam tytuł książki „Anioły zemsty” (zostawmy na chwilę wpływ napastliwej radzieckiej propagandy „Zabić Niemca!”) wskazuje na to, że wiele dziewczyn walczących z karabinkiem snajperskim w ręku działało z prostej i osobistej chęci odwetu. Mściło pamięć rodzin czy zabitej ludności rodzinnej wioski. Swoją pierwszą niemiecką ofiarą Lida Wdowina oddała hołd zabitemu w 1941 r. bratu Wiktorowi. Z kolei Nina Lobkowska trafiła do wojska, bowiem chciała pomścić swojego ojca, który zginął w 1942 r. Walczyła stosunkowo krótko, bo zaczęła dopiero w 1944 r., ale mimo to zapisała się w pamięci jako jeden z najlepszych strzelców wyborowych. Zaliczono jej 109 śmiertelnych trafień. Dużą część z nich zdobyła w czasie bitwy o Berlin.

    Wiele snajperek - mimo pozornego oddalenia od celu wynoszącego zwykle 200-800 m - chcąc nie chcąc, musiało wchodzić w krótkie, ale dziwacznie bliskie „relacje” z celem. Dla niektórych powodem do dumy było trafienie ofiary prosto w grzbiet nosa. Snajperki często tuż przed naciśnięciem spustu patrzyły na przykład, jak się śmieją, palą papierosy czy oddają mocz. Niektóre uznawały takie działania za dekoncentrujące. Inne umiały zachować więcej zimnej krwi. Tak jak Pawliczenko podczas jednego z pojedynków snajperskich. Namierzyła ona niemieckiego strzelca dokładnie w tej samej chwili, gdy on namierzył ją. Spojrzeli na siebie jednocześnie przez lunety. Niemiec, gdy dostrzegł kobietę, zamarł - co pozwoliło Pawliczenko pierwszej nacisnąć spust. Kula przeszła przez lunetę Niemca i trafiła go w oko. Zmarł od razu.
    Radzieckie dowództwo szybko się przekonało, jak skuteczne są snajperki - dlatego pod Moskwą szybko stworzyło szkołę szkolącą strzelców wyborowych. Jej adeptki po kilkumiesięcznym szkoleniu wchodziły do boju i siały popłoch w szeregach Niemców

    Centralne szkolenie snajperskie przeszła Tatjana Baramzina. Na front trafiła w kwietniu 1944 r. W ciągu trzech pierwszych miesięcy służby zanotowała 16 trafień. Widząc jej umiejętności, dowództwo oddelegowało ją na bardzo trudną misję - dołączono ją do oddziału, który został zrzucony do Smolewicz (dziś na terenie Białorusi), by tam odciąć drogę wycofującym się niemieckim oddziałom. Manewr się nie udał, cały oddział desantowy został wystawiony na strzał Niemcom. Rosjanie jednak walczyli. Baramzina w ciągu walk zastrzeliła 20 Niemców. Ostatecznie wpadła do niewoli - była torturowana, a później zabita. Pośmiertnie nadano jej status Bohatera Związku Radzieckiego.

    Snajperki w służbie Armii Czerwonej miały najróżniejsze doświadczenia, choć wszystkie świetnie oddaje podsumowanie jednej z nich, gdy opisywała swoje wojenne doświadczenia: „Nieustanne walki, marsze, ataki, ranni ludzie, zabici i krew”

    Strzelcy wyborowi - elita każdej armii, która uderzała znienacka



    Snajperzy w czasie II wojny światowej odgrywali niezwykle istotną rolę. I mniej w tym była istotna liczba ich trafień - w skali tragedii całej wojny nie była ona wysoka. Ale strzelcy wyborowi odgrywali inną rolę. Po pierwsze, potrafili nękać przeciwnika w najmniej spodziewanym momencie, trafiać w precyzyjnie wybrane cele. Po drugie, działania snajperów wywoływały efekt psychologiczny. Nagły atak z zaskoczenia bardzo źle wpływał na morale zaatakowanych, obniżał ich zdolności bojowe. Dlatego właśnie strzelcy wyborowi byli tak ważni.

    Karabin powtarzalny Mosin-Nagant, skonstruowany przez Sergieja Mosina pod koniec XIX w., okazał się jedną z najbardziej śmiercionośnych broni II wojny światowej. Przede wszystkim dlatego, że stanowił on podstawowe uzbrojenie żołnierzy Armii Czerwonej. Ale także dlatego, że tej broni chętnie używali walczący w tej wojnie snajperzy i snajperki.

    Mosin-Nagant był podstawowym karabinem używanym przez Fina nazywającego się Simo Häyhä, najlepszego strzelca wyborowego w czasie drugiej wojny. Oficjalnie zaliczono mu 505 trafień śmiertelnych. Najczęściej korzystał z Mosina. Ale jeden szczegół odróżniał go od innych snajperów używających tego karabinu - nie zakładał do niego lunety, zawsze polegał tylko na muszce i szczerbince. Dlaczego? Bo bał się, że w szkłach lunety odbije się refleks światła, który zdradzi jego pozycję, a w konsekwencji ściągnie na niego wrogów. To, że dożył on do roku 2002, pokazuje, że jego taktyka była właściwa. Zwłaszcza że był śmiertelnie celny - mimo braku lunety.

    Simo Häyhä
    Liczba trafień Häyhy tym bardziej imponuje, gdyż zanotował je w czasie krótkiej wojny zimowej między Finlandią a ZSRR. Zaczęła się ona 30 listopada 1939 r., a skończyła 13 marca 1940 r. Fin wyjątkowo starannie podchodził do swego zajęcia - zawsze ubierał się na biało, nigdy nie strzelał z tego samego miejsca, dbał nawet o to, by z ust nie wydobywały mu się kłęby pary (przy minusowej temperaturze, która zimą w Finlandii jest non stop, nie jest to takie proste). Dla Rosjan był nieuchwytny - mimo że ci organizowali na niego obławy, nawet naloty bombowe. Häyhä został trafiony dopiero w marcu 1940 r., na kilka dni przed końcem wojny. Pocisk przeszedł mu przez policzek i zniekształcił szczękę. Mimo to wyzdrowiał, a po wojnie zajął się rolnictwem. „Robiłem to, co mi kazano - najlepiej, jak umiałem” - mówił pytany o to, w jaki sposób został tak skutecznym snajperem.

    Nie był zresztą jedynym świetnym strzelcem wyborowym w Finlandii. 400 trafień śmiertelnych zanotował na swoim koncie w czasie wojny zimowej Sulo Kolkka - także używający karabinu Mosin-Nagant. Korzystali z niego także radzieccy snajperzy: Iwan Sidorenko, Michaił Ilicz Surkow czy Wasilij Zajcew. Ten pierwszy był jednym z najlepszych snajperów w historii radzieckiej armii -
    Sulo Kolkka
    zaliczono mu ponad 500 trafień, a także wyszkolenie kolejnych 250 strzelców honorowych. Z kolei Surkow funkcjonuje we wszelkich zestawieniach jako najlepszy snajper w historii europejskich konfliktów, ma na koncie 702 potwierdzone trafienia. Problem w tym, że jest sporo kontrowersji związanych z tą liczbą - istnieje duże prawdopodobieństwo, że została ona mocno zawyżona dla celów propagandowych.

    Nie ma natomiast żadnych wątpliwości przy osiągnięciach Wasilija Zajcewa. Zaliczono mu 242 trafienia. Liczba duża, ale nie ona robiła u niego największe wrażenie, lecz spektakularność jego działań. W bitwie pod Stalingradem w ciągu 10 dni zastrzelił 32 Niemców, mimo że wtedy nie był snajperem, lecz żołnierzem liniowym. Po tym osiągnięciu dostał karabin snajperski (Mosina z lunetą). Wtedy okazał swą prawdziwą skuteczność. Pod koniec 1942 r. w ciągu miesiąca zastrzelił 125 Niemców, w tym siedmiu snajperów. Legendą obrósł jego snajperski pojedynek z najlepszym niemieckim strzelcem wyborowym mjr. Erwinem Königiem - ich starcie trwało kilka dni, zakończyło się wygraną Zajcewa. To zdarzenie jest najprawdopodobniej fikcyjne, ale radziecka propaganda długo je wykorzystywała do swoich celów. Na podstawie tej opowieści powstał też film „Wróg u bram” w reżyserii Jeana-Jacques’a Annauda z gwiazdorską obsadą (Ed Harris jako König, Jude Law jako Zajcew).
    Wasilij Zajcew


    Mosina używał także najlepszy niemiecki snajper Josef „Sepp” Allerberger. Jako żołnierz walczył pod Stalingradem w 1943 r. W stosie zdobycznej broni znalazł Mosina i zaczął go używać. Z efektem. Szybko zaliczył 27 trafień. Jego przełożeni dostrzegli jego talent i wysłali go na szkolenie snajperskie. Wrócił na pole walki już wyposażony w Mausera 98K (z lunetą Hensoldt Dialytan). Do końca wojny zaliczył łącznie 257 trafień śmiertelnych. Walczył na froncie wschodnim, zasłynął sztuką kamuflażu, która pozwalała mu niedostrzegalnie czekać na swoje ofiary. Często zostawał, by osłaniać wycofujące się niemieckie oddziały. Za odwagę i skuteczność nagrodzono go Żelaznym Krzyżem. Po wojnie uniknął aresztowania. Pracował jako stolarz, zmarł w 2010 r.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama