Droga z niebieskich hełmów prosto do oddziału GROM. Fragment...

    Droga z niebieskich hełmów prosto do oddziału GROM. Fragment książki Navala „Ostatnich gryzą psy”

    Naval

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Jadąc na patrol, nigdy się nie wie, co może się wydarzyć. Raporty są do siebie podobne, a zagrożenie stałe, z czasem więc człowiek do niego przywyka. Rutyna bywa zabójcza - fragment książki Navala „Ostatnich gryzą psy”.
    Naval „Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u”, wyd. Bellona, Warszawa  2017

    Naval „Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u”, wyd. Bellona, Warszawa 2017

    Lot samolotem był nawet przyjemny. Do tej pory latałem wojskowymi maszynami, w których fotele zastąpione są ławkami, a tu były nawet stewardesy. Miła odmiana. Na lotnisku w Bejrucie przywitał nas niemiłosierny upał. Z bagażami poszło nam szybko, bo dobytku zabraliśmy niewiele. Czekał na nas wojskowy autobus z dwoma toyotami obstawy i tylko z oddali pomachali nam nasi poprzednicy. Na każdym siedzeniu leżała wielka niebieska kamizelka kuloodporna i niebieski hełm z napisem UN. Jak nic mamy ją włożyć i mocno spiąć pod brodą pasek hełmu. Tylko dlaczego kierowca jedzie w samej koszuli? Nawet nie mieliśmy czasu, aby się pożegnać z chłopakami jadącymi do Naqoura, tak nas popędzali, by przed zmrokiem zdążyć do Jwayya.

    WYWIAD | "NA WOJNIE TRZEBA BYĆ CWANYM". NAVAL ZDRADZA, JAK WYGLĄDA ŻYCIE W GROM


    Kiedy jedzie się autostradą na południe Libanu, nie widać, by ten kraj był w stanie zbrojnego konfliktu. Na drodze normalny ruch. Są posterunki, ale wojsko specjalnie nie ingeruje w codzienne życie. Tuż za Bejrutem kierowca pokazuje nam pagórki oblepione domkami pokrytymi blachą falistą i folią - obozy uchodźców palestyńskich. To od czasu konfliktu Izraela z Palestyńczykami ten kraj zaczął popadać w ruinę. W 1970 roku na terytorium Libanu utworzono siedziby Organizacji Wyzwolenia Palestyny, a w latach 1975-1990 trwała wojna domowa pomiędzy muzułmanami a częścią ugrupowań chrześcijańskich, wywołana napływem palestyńskich uchodźców z Izraela. Przed wojną Liban był nazywany Szwajcarią Bliskiego Wschodu. Po „wojnie studniowej” w 1978 roku niejaki Baszir al-Dżumajjil czasowo wyparł oddziały wojsk syryjskich z obszarów zamieszkanych przez chrześcijan. W tym samym roku w południowym Libanie armia izraelska i Armia Południowego Libanu zajęły wąski pas ziemi określony jako strefa bezpieczeństwa oddzielająca Liban od Izraela. Od tego też czasu stacjonuje w Libanie Południowym misja pokojowa ONZ, czyli UNIFIL. Tak też niesieni zawiłą historią tego pięknego kraju, jedziemy przez Tyr, w którym skręcamy mocno na wschód, pniemy się krętą drogą w górę i dojeżdżamy do Jwayya. Jest późne popołudnie, a my, szczelnie zamknięci w naszych kamizelkach, spod hełmów zerkamy na eleganckiego majora, który wita nas spokojnym głosem.

    - Witam panów. Za chwilę rozejdziecie się do swoich baraków, gdzie urządzicie się według własnego uznania. Będzie to wasz dom przez sześć miesięcy, a dla niektórych może nawet rok. Jesteśmy tu jedną misyjną rodziną i proszę się tu tak nawzajem traktować. Obowiązuje tu oczywiście wiele praw, ale jedno jest najważniejsze: co się dzieje w Jwayya, zostaje w Jwayya! Proszę o tym pamiętać.

    Tak mniej więcej wyglądało zwięzłe przywitanie naszego majora. Kamizelki i hełmy mamy zdjąć. Na co dzień nie ma potrzeby, by w nich chodzić, należy je wkładać podczas alarmu i na patrole.

    Pol-Eng-Coy (Polish Engineering Company) to polskie Zgrupowanie Pododdziałów Inżynieryjnych, które 15 marca 1994 roku przejęło zadania stacjonującej w Jwayya szwedzkiej kompanii saperów. Nasze zadania polegają na rozminowaniu i odbudowie struktury terenowej zniszczonego wojną obszaru. Zostałem przydzielony do trzeciej sekcji w plutonie ochrony jako strzelec wyborowy. Plutonem dowodzi sierżant Orzeł. Z poprzedniej misji został też kapral i starszy szeregowy, razem ze mną dołączyli jeszcze dwaj szeregowi, tak więc sekcja ma sześcioosobowy skład, jesteśmy w komplecie.

    Wieczorem idziemy do magazynu i pobieramy mundury, które idealnie nadają się do miejscowego klimatu. Dostajemy też niebieskie berety.

    CZYTAJ TEŻ | TAJEMNICZA ŚMIERĆ TWÓRCY JEDNOSTKI AGAT. SŁAWOMIR BERDYCHOWSKI NIE ŻYJE, POPEŁNIŁ SAMOBÓJSTWO


    Głównym budynkiem naszej bazy jest ogromna willa, w której znajduje się sztab i stołówka. Tam też ma swoje pomieszczenia dowództwo. Większość nas jest rozlokowana w mieszkalnych kontenerach. W bazie jest potężny warsztat naprawczy, stoi tam kilka maszyn, takich jak koparki i spychy. Bazę dzielimy z żołnierzami z Ghany, którzy mają wydzielony własny teren trochę powyżej naszej willi. Praktycznie całość bazy góruje nad Jwayya, ale słabym punktem naszego bezpieczeństwa jest stojący na równi z bazą blok, co prawda, niezamieszkany, ale jest z niego wgląd na nasz teren. Nad bazą góruje wieża obserwacyjna. Warty na niej są rozdzielane między nas a Ghańczyków. Ghańczycy trzymają wartę za dnia, my nocą. Powód takiego podziału jest prozaiczny: im w nocy na wieży jest zimno, a dla nas upał w ciągu dnia jest nie do zniesienia..,
    1 3 4 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo